Zakaz sprzedaży alkoholu. Zapytaliśmy warszawiaków o zdanie. "Nie do pomyślenia"
W Warszawie zakażą sprzedaży alkoholu? Zapytaliśmy mieszkańców o zdanie ws. nocnej prohibicji. Część warszawiaków narzeka na to, że przez alkohol lejący się strumieniami dzielnice podupadają i "kwitnie" pijaństwo. Inni uważają, że zakaz niewiele zmieni - kto będzie chciał - i tak kupi. W czwartek w ratuszu złożony zostanie wniosek o przeprowadzenie konsultacji społecznych ws. wprowadzenia ograniczenia sprzedaży alkoholu nocą w stolicy.
Mieszkańcy Warszawy narzekali na problem lejącego się alkoholu i burd w nocy. W odpowiedzi na liczne skargi wcześniej już we Wrocławiu, Poznaniu, Katowicach i Zakopanem wprowadzono nocną prohibicję. Ostatnie zmiany ws. zakazu sprzedaży "procentów" zaszły w Krakowie. Tam od lipca mieszkańcy nie kupią nisko- i wysokoprocentowych trunków od północy do godz. 5.30.
Zakaz dotyczy punktów sprzedających alkohol przeznaczony do spożycia poza miejscem sprzedaży. Chodzi o stacje benzynowe, sklepy (także monopolowe), supermarkety oraz sklepy z produktami specjalistycznymi, np. winiarskie. Podobne rozwiązania wprowadzono w Irlandii, Portugalii, na Litwie, w Estonii, Szwecji, Hiszpanii, Finlandii, na Łotwie czy w Norwegii.
Nocna prohibicja w Warszawie. Mieszkańcy komentują zakaz sprzedaży alkoholu
W czwartek przedstawiciele stowarzyszeń Miasto Jest Nasze i Porozumienie dla Pragi złożą ponad 1000 zebranych podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie konsultacji społecznych ws. wprowadzenia na terenie całej Warszawy ograniczenia sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych od 22:00 do 06:00 oraz ograniczenia liczby punktów sprzedaży alkoholu. Co sądzą o tym pomyśle mieszkańcy?
Magdalena mieszka na pograniczu Mokotowa i Ursynowa. Rozumie pobudki innych mieszkańców, ale zakaz jej się nie podoba. - To głównie problem osób, które mieszkają w sąsiedztwie całodobowych sklepów z alkoholem. Dla mnie np. godzina 23 to często czas, kiedy mogę zrobić zakupy na weekend. Więc zależy, których punktów ten zakaz by dotyczył. Rozszerzenie go na wszystkie miejsca sprzedaży jest dla mnie nie do pomyślenia - oceniła w rozmowie z portalem RadioZET.pl.
Konsultacje pozytywnie ocenia z kolei Sylwia z Ursynowa. - W Polsce mamy ogromny problem z nadużywaniem alkoholu. Może taki krok zmieniłby coś na lepsze. Prohibicja jest też już w Poznaniu i wielu innych miastach, nie tylko w Polsce. I jakoś ludzie żyją. Czym mniej alkoholu i możliwości jego nabycia, tym lepiej - podsumowała.
- Rano jest plaga ludzi, którzy tuż przed pracą idą do sklepu po małpkę, więc prohibicja rano jak dla mnie mogłaby trwać nawet i do 10. Zawsze to jakiś krok do uporania się z problemem alkoholizmu w Polsce - stwierdziła Patrycja, do niedawna mieszkanka Ursynowa.
Z kolei Aleksandra z Mokotowa stwierdziła, że wszelkie ograniczenia powodują jej zdaniem efekt odwrotny. - Jeśli ktoś będzie chciał się napić, to i tak się napije. Na pewno kwestia alkoholizmu i picia przed pracą z rana to poważny problem, ale nie sądzę, żeby prohibicja pomogła w walce z tym - dodała.
- Takie godziny raczej nic nie zmienią, jeśli chodzi o spożycie alkoholu - ograniczone punkty dostępności już prędzej - komentowała Anna z Wilanowa. - Odległość do najbliższego punktu może zniechęcić do wyprawy po trunki, ale niewykluczone, że wtedy ludzie będą się zaopatrywać na zapas. W środku imprezy stacja benzynowa jest i tak często jedynym "ratunkiem", więc - jak nie będzie nigdzie dostępności w tych samych godzinach - to może ma to sens - dodała.
Z kolei Maciej wspomina swoją wizytę w Skandynawii. - Są kłódki na lodówkach. Wieczorem, chcesz kupić piwo, i nie możesz. Ale unikasz podejrzanych nieznajomych. Z drugiej strony, jak ktoś będzie chciał kupić alkohol, to i tak kupi - ocenił.
Trzaskowski: Nie jestem zwolennikiem prohibicji
O tym, że nie jest zwolennikiem prohibicji w mieście, mówił w środę Rafał Trzaskowski. - To nie załatwia problemu – powiedział na spotkaniu z mieszkańcami Ochoty. - To nie jest tak, że jeżeli wprowadzilibyśmy zakaz sprzedaży alkoholu, to załatwiłoby to sprawy bezpieczeństwa, pijaństwa – przekonywał.
Dodał, że "jeżeli mówimy nie sprzedawać, to zaraz byśmy chcieli rozciągnąć na »nie konsumować«". Zastanawiał się, co w takim razie "zrobić z ogródkami restauracyjnymi, gdzie sprzedaje się alkohol". Zapewnił, że zawsze jest otwarty na dialog. Przyznał, że istnieje potrzeba nowego uregulowania spraw związanych z zezwoleniami na sprzedaż alkoholu. - Zastanawiamy się, w jaki sposób lepiej zabezpieczyć miejsca newralgiczne - dodał. Wskazał, że nie chodzi tylko o karanie, ale także większą liczbę patroli policyjnych.
Źródło: Radio ZET
- Strzały i wybuchy w Warszawie. Mieszkańcy zostali ostrzeżeni
- Sejm trafił do kina. Tłumy chętnych. "To może stać się nową tradycją"
- Makabra pod Warszawą. Znaleziono ciała dwóch mężczyzn po trzydziestce
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET