"Putin był wściekły. Ostrzał infrastruktury cywilnej to zemsta za to"
- Ta wojna musi zakończyć się w Moskwie, przewrotem pałacowym lub protestami. Tak długo, jak w Rosji będzie ten faszystowski reżim, Ukraina jako kraj nigdy nie zazna spokoju - mówiła w podcaście "Machina Władzy" Olena Babakova, ukraińska historyczka i dziennikarka od lat zamieszkała w Polsce.
Wojna w Ukrainie. Gościem najnowszego odcinka podcastu "Machina Władzy" była Olena Babakova. Pochodząca z Ukrainy historyczka, publicystka i dziennikarka od 14 lat mieszkająca w Polsce skomentowała tragiczne wydarzenia, które mają miejsce w jej ojczyźnie.
Olena Babakova o wojnie w Ukrainie
Co poczuła, gdy dowiedziała się o inwazji na Ukrainę? - Dziwny ból w stopach. Moje pierwsze uczucie, gdy wracałam na Ukrainę, to dom moich rodziców. A pierwsze, co kojarzy mi się z domem, to dywan - tam wszyscy mają dywany, w domach, a nawet na klatkach schodowych - przyznała.
POSŁUCHAJ CAŁEJ ROZMOWY Z OLENĄ BABAKOVĄ
- Stawianie stóp na dywanie to dla mnie uczucie kojarzące się z domem, ale też symbol poczucia bezpieczeństwa, miejsce, które na ciebie czeka. I teraz to poczucie, że albo już nigdy albo przez pewien długi czas nie będę mogła tego domu zobaczyć, wciąż jest dla mnie dołujące. Towarzyszy temu oczywiście obawa o moją rodzinę i przyjaciół, bo większość jednak została w Kijowie - kontynuowała.
Jak sama przyznała, nie spodziewała się interwencji militarnej, a raczej "zaognienia sytuacji" w Donbasie i eskalacji napięcia ze strony Rosji po uznaniu przez Putina niepodległości dwóch separatystycznych "republik ludowych". - Doniesienia o tym, że inwazja miałaby mieć miejsce wzdłuż całej granicy i jeszcze z terenu Białorusi traktowałam jako element wojny informacyjnej czy hybrydowej - podkreśliła.
- Wojsko rosyjskie jest zaskoczone tym, że na Ukrainie, zwłaszcza na wschodzie kraju, nikt ich nie wita jak wyzwolicieli. To opóźnia tempo rosyjskiej inwazji - zauważyła, podkreślając, że sytuacja wygląda inaczej niż np. w 2014 roku, gdy Rosjanie napadali na Krym. - Putin był wściekły z tego powodu i ten intensywny ostrzał infrastruktury cywilnej to zemsta za to - dodała.
Nawet gdyby wojna skończyła się dzisiaj, to ukraińska gospodarka jest zrujnowana, a koszty zniszczeń idą w dziesiątki, jeśli nie setki miliardów dolarów. Kto teraz wróci do kraju, żeby to odbudować?
- Jeśli nawet założymy, że zamkną niebo nad Ukrainą i ona przejdzie do kontrofensywy, to ta wojna musi zakończyć się w Moskwie, przewrotem pałacowym lub protestami. Tak długo, jak w Rosji będzie ten faszystowski reżim, Ukraina jako kraj nigdy nie zazna spokoju.
Zełenski? "Spora sympatię zdobył tym, że pozostał w Kijowie"
Babakova została równie poproszona o ocenę postaci Wołodymyra Zełenskiego. Przyznała, że trudno było się spodziewać, aby prezydent Ukrainy - który przed wyborem na ten urząd wiosną 2019 roku nie sprawował żadnej funkcji politycznej, a sławę zdobył jako aktor i komik - okazał się przywódcą na czas kryzysu. Zwłaszcza, że i jego otoczenie nie było zbyt doświadczone politycznie.
Zełenski prezentował się jako człowiek, który będzie dążył raczej do pokoju. Dlatego wielu jest zaskoczonych in plus jego postawą. On na pewno traktuje to jako swoją najważniejszą życiowa rol
Zaznaczyła, że ukraiński przywódca to nie jest człowiek "z bunkru ani z katedry" i że skupia się przede wszystkim na tym, aby swoim obywatelom "przekazać słowa wsparcia, otuchy i zaangażowania". - Sporo punktów zdobył swoją postawą, tym że zdecydował się pozostać w mieście, że razem z rodziną wciąż przebywają w Kijowie - wskazała.
- Zełenski rozmawia z obywatelami jak równy z równym, jak przyjaciel. Mówi: "jestem taki, jak wy, też targają mną emocje". To kontrast do Putina, który próbuje z siebie robić wiecznie odmładzającego się ojca narodu, który chce wytłumaczyć swoim "dzieciom" jak działa ten świat - tłumaczyła Babakova, przyznając jednocześnie, że cieszy się, iż Ukrainą rządzi Zełenski, a nie jego poprzednik Petro Poroszenko. - On mnie powalała takim zbytnim patosem - stwierdziła.
Uchodźcy przybywają z Ukrainy. "To w 80 proc. zasługa polskiego społeczeństwa"
Rozmówczyni podcastu była również pod wrażeniem oraz pełna wdzięczności wobec Polek i Polaków, którzy - często oddolnie - "tak pięknie pomagają moim rodakom. - Wszystkie te piękne gesty - transport, udostępnianie mieszkań, pomoc psychologiczna dla kobiet i dzieci - to w 80 proc. zasługa polskiego społeczeństwa obywatelskiego - powiedziała, podkreślając również ogromne zasługi organizacji pozarządowych oraz samorządów.
- Rząd na razie skupia się na administrowaniu oraz firmuje to swoim brandem - mówiła, zwracając przy tym uwagę na założenia ustawy [przyjętej w środę przez Sejm - przyp. red.] o pomocy uchodźcom z Ukrainy. - Co mnie najbardziej niepokoi i jest w ogóle mocnym trendem polskiej polityki migracyjnej w ostatniej dekadzie, to niejasna kwestia finansowa. Samorządy są przecież obciążone nierównomiernie, inaczej to wygląda w Warszawie czy Lublinie, a inaczej np. Szczecin, gdzie raczej docierają ci, którzy mają tam krewnych i przyjaciół.
- W prawie każdym kraju zachodniej Europy żyje duża diaspora ludności ukraińskiej. Takie państwa jak Niemcy, Francja, Hiszpania czy Portugalia są dużo bardziej doświadczone w przyjmowaniu uchodźców i ich integracji niż Polska, która w 2015 świadomie z tego zrezygnowała - oświadczyła, dodając, że przez ostatnie 7 lat "to się głównie trzymało na organizacjach pozarządowych".
Wyraziła jednocześnie obawę, że w pewnym momencie wahadło nastrojów społecznych może przechylić się w drugą stronę i poskutkować niechęcią do osób z Ukrainy. - Zwłaszcza, że mamy w Polsce siłę polityczna, która lubi szczuć na uchodźców. Mamy media społecznościowe podatne na rosyjską propagandę, co pokazało chociażby historia ze szczepionkami na COVID-19. Bardzo mocno rozpowszechniają się fake newsy - podsumowała.
Wojna w Ukrainie. Relacja na żywo
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET