To była wyjątkowa akcja ratunkowa. Kluczową rolę odegrał anestezjolog
W dniach 8-10 lipca 2018 roku miała miejsce jedna z najciekawszych akcji ratunkowych w historii. Przez trzy dni tunelem wodnym wyciągano „chłopców z jaskini”. Ze względu na trudne warunki dzieci trzeba było uśpić.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaka była najtrudniejsza i najbardziej złożona akcja ratunkowa w jaskini.
- Jaki lek podano dzieciom, żeby wyciągnąć je na powierzchnię.
- Jak przebiegła akcja.
Chłopcy z jaskini
23 czerwca 2018 roku 12 zawodników juniorskiego klubu piłkarskiego „Dziki” wraz z trenerem weszło do jaskini Tham Luang na północy Tajlandii, żeby uczcić 17. urodziny jednego z chłopców. Dobrze znali to miejsce, korzystali z niego m.in. podczas ceremonii inicjacyjnych, gdy nowy zawodnik dołączał do klubu. Niestety tym razem rzęsisty deszcz odciął „Dzikom” drogę do wyjścia.
Po kilku godzinach zaniepokojeni bliscy postanowili sprawdzić, co się dzieje. Przed wejściem znaleźli rowery i plecaki. „Dziki ostatecznie wylądowały na małej skalnej półce około 4 km od wejścia do jaskini, za zazwyczaj suchym miejscem znanym jako plaża Pattaya, która w tym czasie była już zalana. Byli zdeterminowani, by przetrwać. Grupa użyła skał, by kopać 5 m głębiej i stworzyć nieckę, w której mogliby się przytulić i ogrzać. Trener Ake, były mnich, uczył chłopców technik medytacyjnych, które miały pomóc im zachować spokój i zużywać jak najmniej powietrza, kazał im leżeć nieruchomo, żeby oszczędzali siły” – relacjonowało później BBC.
Na miejsce wezwano elitarny oddział Thai Navy Seals. „Śmiało mogę napisać, to nie była tylko operacja nurkowa. To była precyzyjna misja medyczna na granicy ludzkich możliwości” – czytamy w na profilu Ratownictwo Medyczne – łączy nas wspólna pasja na Facebooku.
Najtrudniejsza akcja ratunkowa w jaskini
Akcja ratunkowa rozpoczęła się 15 dni po zejściu chłopców do jaskini. Od strony medycznej działaniami kierował australijski anestezjolog dr Richard Harris. Wiadomo było, że dzieci trzeba będzie uśpić, żeby przeprowadzić ich pod wodą, sprawdzano różne opcje. Ostatecznie stanęło na ketaminie.
„Ketamina okazała się jedynym środkiem, który spełniał warunki tej misji: pozwalała utrzymać oddech, była odporna na błędy dawkowania, nie wymagała intubacji. Ketamina pozwalała na utrzymanie oddechu własnego, dawała stabilność krążeniową i mogła być podawana domięśniowo – idealna w rękach niewykwalifikowanych nurków jaskiniowych” – czytamy na profilu Ratownictwo Medyczne – łączy nas wspólna pasja. Następnie poznajemy kolejne etapy akcji ratunkowej:
- Każde dziecko na czczo od godziny 6:00 otrzymywało 0,5 mg alprazolamu w celu zmniejszenia lęku.
- Następnie w kombinezonie neoprenowym schodziło do anestezjologa.
- Anestezjolog podawał domięśniowo atropinę przeciw ślinotokowi oraz ketaminę.
- Dziecku w głębokim znieczuleniu zakładano maskę i aparat nurkowy.
- Dziecko transportowano twarzą w dół ze skrępowanymi kończynami, żeby nie zahaczyło o skały.
„W razie konieczności w trakcie drogi nurkowie podawali kolejne dawki ketaminy, najczęściej w ciasnych przestrzeniach między syfonami. Operacja była precyzyjnie koordynowana, a każde dziecko otrzymało 3–4 dawki przypominające podczas ewakuacji” – czytamy na profilu Ratownictwo Medyczne – łączy nas wspólna pasja. Wszystkie dzieci zostały uratowane, żadne z nich nie pamiętało akcji ratunkowej.
Źródło: Radio ZET/BBC/FB Ratownictwo Medyczne – łączy nas wspólna pasja
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET