Fragment Boeinga odpadł w trakcie lotu, wszystko się nagrało. Na pokładzie było 171 pasażerów
171 pasażerów przeżyło prawdziwy koszmar, gdy część kadłuba Boeinga, którym lecieli, odpadła w powietrzu. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Przeszkolona załoga wylądowała awaryjnie. W sprawie prowadzone jest dochodzenie.
Tego, co przeżyli pasażerowie Boeinga 737 MAX 9, nikt nie chciałby doświadczyć. Wszystko zaczęło się na lotnisku w Portland w stanie Oregon. O godzinie 17:06 ogromna maszyna podniosła się z ziemi i skierowała w stronę lotniska w Ontario w Kalifornii.
Dramat pasażerów. Fragment Boeinga eksplodował
Boeing był w powietrzu około 20 minut. W tym czasie piloci mieli zgłaszać problemy z ciśnieniem wewnątrz maszyny. Te okazały się dużo poważniejsze, niż można było się spodziewać. Chwilę później część kadłuba wybuchła, pozostawiając wyrwę w konstrukcji kolosa.
Na szczęście załoga była odpowiednio przeszkolona do takich sytuacji. W oświadczeniu linii lotniczych napisano, że takie zdarzenia są rzadkością, a piloci i załoga "byli przygotowani do bezpiecznego zarządzania sytuacją". Samolot musiał lądować awaryjnie.
"Badamy co się stało i przekażemy szczegóły, gdy tylko się pojawią" - napisano w oświadczeniu. Dodano także, że linie lotnicze będą współpracować z zespołem technicznym Boeinga. Rozpoczęło się też dochodzenie. Prowadzi je Narodowa Rada Bezpieczeństwa, która zbada szczegółowe okoliczności tego zdarzenia.
Przerażające nagrania w mediach społecznościowych
W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania z wnętrza samolotu. Widać na nich dziurę, która powstała w kadłubie. Reuters podaje, że w samolocie brakowało okna i fragmentów bocznej ściany. "Tylne drzwi wyjściowe oddzieliły się od samolotu podczas lotu" - podał FlightRadar24.
Na pokładzie samolotu było 171 pasażerów i sześciu członków załogi. - Nie mogę sobie wyobrazić, czego doświadczyli pasażerowie. Musiało być głośno. Wiatr przecinał kabinę. Prawdopodobnie była to gwałtowna i zdecydowanie przerażająca sytuacja - powiedział ekspert ds. bezpieczeństwa lotniczego Anthony Brickhouse. Dodał, że "zawsze gdy dochodzi do gwałtownej dekompresji, pojawia się zagrożenie". - Gdyby ktoś siedział na tym siedzeniu i nie był zapięty, sytuacja byłaby całkiem inna - ocenił.
Służby, które pojawiły się na miejscu awaryjnego lądowania udzieliły pomocy pasażerom. Na szczęście nikt nie doznał poważniejszych obrażeń. Jedna osoba potrzebowała dodatkowej pomocy medycznej.
Źródło: Radio ZET/Reuters/Interia
- Korea Północna wystrzeliła ponad 60 pocisków. Jest reakcja armii Korei Południowej
- Dramat Polki w Stanach Zjednoczonych. Wioletta zginęła z rąk własnego męża
- Putin przygotowuje inną ofensywę w Europie? Gen. Polko: nie gra o Ukrainę
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET