„Kolumbijski Trump” wygrywa wybory. Kolejny kraj w Ameryce Południowej idzie na prawo

5 min. czytania
25.06.2026 15:31
Obserwuj nas na Google

Kontrowersyjny prawnik, biznesmen i wielbiciel Donalda Trumpa. Przedstawiający się jako outsider spoza elit Abelardo De la Espriella wygrał wybory prezydenckie w Kolumbii z najwyższym wynikiem w historii i potwierdza, że prawicowa fala w Ameryce Południowej wciąż płynie. Co przyniosą rządy człowieka, który sam o sobie mówi „Tygrys”?

Kolumbia
fot. JAIME SALDARRIAGA/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Z jakim wynikiem Abelardo de la Espriella wygrał wybory prezydenckie w Kolumbii.
  • Co oznacza dla Kolumbii powrót do rządów prawicowych.
  • Jakie wyzwania stoją przed nowym prezydentem Kolumbii.
  • Dlaczego Ivan Cepeda przegrał z Abelardo de la Espriellą. 

Kolumbia. Abelardo De la Espriella wygrywa wybory prezydenckie

Po czterech latach rządów lewicy Kolumbia z powrotem idzie na prawo. Abelardo de la Espriella – kontrowersyjny, prawnik, biznesmen, miłośnik Donalda Trumpa  minimalnie pokonał socjalistę Ivana Cepedę i od sierpnia będzie nowym prezydentem tego 52-milionowego państwa. Kolejnego w Ameryce Południowej, które w wyniku demokratycznych procesów dryfuje w prawą stronę. Czy latynoska konserwatywna fala może się jeszcze zatrzymać? I jakie plany na najbliższe cztery lata ma człowiek zwany „Tygrysem”, który zapowiada rządy „twardej ręki” oraz mocne zbliżenie ze Stanami Zjednoczonymi? O tym w rozmowie z RadioZET.pl mówi dr Michał Stelmach z Katedry Studiów Latynoamerykańskich i Porównawczych Uniwersytetu Łódzkiego. 

- Przede wszystkim De la Espriella będzie miał bardzo silny mandat od wyborców. Wygrał co prawda niewielką różnicą głosów, ale poparło go prawie 13 mln obywateli, najwięcej w historii – przyznaje. Rzeczywiście, różnica między kandydatami w II turze wyniosła niespełna 1 pkt proc. i 250 tys. głosów przy 25 mln uczestników głosowania i historycznie wysokiej frekwencji. Oznacza to polaryzację, znaną choćby i z Polski. Kolumbijscy publicyści zapewne chętnie użyliby retoryki znad Wisły, pisząc o „dwóch Kolumbiach”. To były dwie zupełnie przeciwstawne sobie wizje państwa i jego roli, podejścia do problemu bezpieczeństwa, do kwestii gospodarczych – podkreśla dr Stelmach. De la Espriella przedstawiał się jako outsider, człowiek spoza dotychczasowego establishmentu, z kolei Cepeda to senator, popierany jednoznacznie przez kończącego swoją kadencję lewicowego prezydenta Gustavo Petro.

Redakcja poleca

Nowy przywódca nie będzie miał po swojej stronie większości w parlamencie, ale już zapowiadał, że niczym Nayib Bukele w Salwadorze czy Javier Millei w Argentynie zamierza rządzić poprzez dekrety, z pominięciem ustaw. A co właściwie proponuje? - Taką typową współczesną prawicową agendę. Rządy silnej ręki, walka z przestępczością, z korupcją, odejście od negocjacji z grupa przestępczymi. Ale też np. ostre przeciwstawienie się narkobiznesowi – ostrzeliwanie baz narkoterrorystów, opryskiwanie z samolotów pół uprawnych koki. To powrót do planu, który był realizowany przez lata z pomocą USA, czyli takiego bardzo radykalnego podejścia, nastawionego na fizyczną eliminację zagrożeń. – wylicza ekspert z UŁ. Ale to nie wszystko, bo i gospodarczo Kolumbię mają czekać duże zmiany. - Przede wszystkim zmniejszenie roli państwa. De la Espriella mówił nawet o zmniejszeniu o ok. 40 proc. kosztów funkcjonowania państwa. Ale też takie kwestie, jak np. zwiększenie wydobycia ropy naftowej czy nowe technologie pozyskiwania surowców, większa rola sektora prywatnego, cięcia wydatków publicznych – dodaje. Jednocześnie reprezentuje on światopogląd charakterystyczny dla konserwatywnego, latynoskgo macho. - Już mówi się, że dużo gorzej będą miały wszelkiego rodzaju mniejszości. De la Esprielli niejednokrotnie zdarzały się wypowiedzi w homofobicznym stylu – przyznaje ekspert. 

Dlaczego lewica w Kolumbii przegrała?

Przed wyborami De la Espriella nie uchodził za faworyta. To miano przysługiwało Ivanowi Cepedzie, który aż do I tury prowadził we wszystkich sondażach. Rozmówca RadioZET.pl nie ukrywa jednak, że na jego porażce zaważył przede wszystkim ciężar związany z obecną ekipą rządzącą. - To było zmęczenie kadencją Petro, w czasie której dochodziło do konfliktów prezydenta z różnymi instytucjami. Do tego doszła słaba zdolność koalicyjna, a w efekcie niezrealizowanie części obietnic. No i przede wszystkim rozczarowanie niepowodzeniem projektu Paz Total [po polsku „Pokój Całkowity” – red.] - wylicza latynoamerykanista. To ostatnie to flagowa inicjatywa dotychczasowego przywódcy kraju, mająca na celu zakończenie trwającego od lat konfliktu w Kolumbii. Zakładała ona m.in. prowadzenie równoległych negocjacji i zawieranie porozumień zarówno z lewicowymi partyzantkami, jak i grupami przestępczymi oraz kartelami narkotykowymi.

- Tych grup jest w Kolumbii bardzo dużo, 26 czy nawet 28 takich największych. Rząd próbował z nimi pertraktować, ale część z nich w ogóle nie podjęła rozmów, bo nie była tym po prostu w żaden sposób zainteresowana. I właśnie to niepowodzenie, brak efektywności, a przy tym wzrost poczucia zagrożenia wśród obywateli i przy okazji rozwój narkohandlu – to wszystko doprowadziło do porażki lewicy. Z drugiej strony, co by nie mówić, Cepeda, mając tak duży bagaż związany z rządami Petro, to i tak osiągnął bardzo dobry wynik – tłumaczy dr Stelmach, przypominając, że socjalistyczny kandydat zdobył w II turze 12,7 mln głosów.

Prawicowa fala i zbliżenie z Donaldem Trumpem

Osobną kwestią pozostaje wpisanie się rezultatu tych wyborów w dającą się zaobserwować od kilku lat falę zwycięstw populistycznej prawicy w Ameryce Południowej. Zaczęło się od 2023 roku, gdy w Argentynie zwyciężył Javier Millei, w Ekwadorze Daniel Noboa, a w Paragwaju Santiago Pena. Dwa lata później prezydentów z tej strony politycznego spektrum wybrali też Boliwijczycy (Rodrigo Paz) i Chilijczycy (Jose Antonio Kast). W tym roku do tego grona dołączają Keiko Fujimori w Peru (choć tam głosy są jeszcze liczone, ale kandydatka prawicy ma w nich bezpieczną przewagę) i właśnie De la Espriella. - Można powiedzieć, że to pewien trend. Wyborcy premiują kandydatów, którzy obiecują przywrócenie porządku oraz dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi – zauważa rozmówca RadioZET.pl. Drugi z wymienionych czynników jest tu istotny. Przyszłego prezydenta Kolumbii poparł osobiście Donald Trump, który miał napięte relacje z Gustavo Petro, kilkukrotnie pozwalając sobie nawet na sugestię, że rozważyłby podobną interwencję militarną i operację porwania przywódcy, jak w przypadku Wenezueli i Nicolasa Maduro. 

Dr Stelmach zwraca uwagę, iż Ivan Cepeda uznał swoją porażkę, ale zadeklarował, że jest gotów wyprowadzić ludzi na ulice, jeśli będzie dochodziło do nieprawidłowości. Ocenił też zaangażowanie i wsparcie ze strony amerykańskiego prezydenta dla swojego rywala jako ingerencję w proces wyborczy. Cokolwiek się stanie, Trump jako figura „przyjaciela” będzie odgrywał istotną rolę w działaniach nowej administracji. - Na pewno dojdzie do zacieśnienia relacji na inii Bogota-Waszyngton, zwłaszcza w polityce antynarkotykowej czy migracyjnej – twierdzi ekspert. Ale i tu pojawia się pewien paradoks. Kolumbia nie tak dawno przystąpiła do inicjatywy „pasa i szlaku”, czyli zacieśniła współpracę z Chińską Republiką Ludową. A Chińczycy to największy, przynajmniej wedle oficjalnych strategii, gospodarczo-polityczny konkurent Amerykanów. - To, że przyłączyli się do tej inicjatywy, nie jest dziwne o tyle, że przez ostatnie cztery lata rządzi tam lewicowy prezydent. Pytanie, jak zachowa się jego następca? Czy przedłuży to memorandum, czy zechce się z niego po prostu wycofać? Z jednej strony Chiny to rywale USA,  ale z drugiej strony rachunek ekonomiczny musi się zgadzać – podsumowuje analityk.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET