Netanjahu będzie rządził niezależnie od wyniku wyborów? Trzy możliwe scenariusze
Już niebawem wybory do Knesetu, w których może zdecydować się przyszłość Benjamina Netanjahu. Czy jednak będzie to oznaczać przełom w konflikcie palestyńsko-izraelskim i zmianę polityk prowadzonej przez Izrael?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Benjamin Netanjahu może pozostać premierem mimo przegranych wyborów.
- Które scenariusze polityczne są rozważane przed wyborami do Knesetu.
- Jak ewentualna zmiana władzy wpłynie na politykę Izraela wobec Palestyńczyków.
Wybory do Knesetu zaplanowane zostały na 27 października. Kierowana przez Benjamina Netanjahu partia Likud będzie walczyć o utrzymanie władzy. Głównym rywalem obecnego premiera jest Gadi Eisenkot, były oficer sił zbrojnych i lider opozycji.
Chociaż wydawało się w pewnym momencie, że opozycji uda się przejąć władze, publikowane na przełomie września i października sondaże pokazały, że partia Yashar, jeśli wygra wybory, może mieć problem z uzyskaniem większości z Knesecie. Konieczne może być poparcie partii arabskich, które najpierw zostały wykluczone z wyborów, by decyzją Sądu Najwyższego otrzymać jednak możliwość startu.
Zacięta walka dwóch bloków
- To, kto wygra i kto potem będzie rządził, to w Izraelu dwa osobne pytania. Specyfika wyborów w tym kraju jest taka, że nikt wyborów nigdy samodzielnie nie wygrywa – mówi w rozmowie z RadioZET.pl Marek Matusiak z Ośrodka Studiów Wschodnich.
- W Knesecie jest sto dwadzieścia miejsc. Nikt nigdy w historii Izraela samodzielnej większości nie zdobył, a koalicje rządzące są bardzo wielopartyjne. Obecnie dwie największe partie, czyli Yashar Gadiego Eisenkota i Likud Benjamina Netanjahu oscylują w granicach 20 mandatów. Najnowsze sondaże dają tej pierwsze partii 23 mandaty, a Likudowi 21. A to wciąż bardzo daleko do większości, czyli 61 posłów. Dlatego pytanie nie brzmi, która partia uzyska najlepszy wynik, ale jaka konstelacja partii zdoła utworzyć rząd – dodaje koordynator projektu Izrael i Zatoka w OSW.
Jak podkreśla analityk zajmujący się Izraelem, różnica sondażowa między potencjalnymi koalicjami jest tak niewielka, że trudno będzie komukolwiek uzyskać większość w Knesecie pozwalającą rządzić krajem.
- Według ostatnich sondaży żaden z bloków, które się zarysowują, nie uzyska większości. Koalicji wspierająca Netanjahu daje się jakieś 51 mandatów, natomiast blokowi opozycyjnemu tylko o jeden więcej. Wynik jest bardzo zbliżony, ale obydwu blokom brakuje około 10 mandatów. A to w warunkach izraelskiej polityki bardzo dużo, bo specyfika tamtejszej polityki jest taka, że kilkanaście mandatów z reguły otrzymują partie arabskie, których status jest taki, że one co do zasady wyłączone są z takich kalkulacji. I tak naprawdę walka toczy się o około 105 mandatów, z których trzeba stworzyć większość – tłumaczy Marek Matusiak.
Netanjahu będzie rządził niezależnie od wyniku?
Według analityka OSW przed wyborami rysują się trzy najbardziej prawdopodobne scenariusze. - Jednym z takich podstawowych scenariuszy jest scenariusz impasu. To znaczy, odbędą się wybory, nie będzie nowej większości parlamentarnej, będą próby jej zbudowania, ale te próby się nie powiodą. A w tym czasie premierem będzie pozostawał Benjamin Netanjahu, ponieważ dopóki nie ma nowego premiera, to premierem jest on. I tak naprawdę, z wyjątkiem przyjmowania nowych ustaw w Knesecie, będzie miał swobodę rządzenia krajem. I ten stan się może przedłużać – prognozuje.
Drugi zakłada wspomnianą współpracę, formalną bądź nieformalną, z partiami arabskimi, który jednak jest kontrowersyjny i może być dla bloku Eisenkota bardzo kłopotliwy. - To nie jest niemożliwe, ale powiedziałbym, że jednak bardzo mało prawdopodobne, bowiem głosy partii arabskich są w pewnym sensie toksyczne dla ugrupowań żydowskich. Gdyby partie opozycyjne zdecydowały się na utworzenie rządu z poparciem partii arabskich, byłyby celem zmasowanego ataku tamtejszej prawicy, oskarżającej koalicję skupioną wokół Eisenkota i zdradę i współpracę z terrorystami. To scenariusz trudny i skrajnie ryzykowny dla obecnej opozycji – ocenia ekspert.
Trzeci to rząd jedności narodowej i współpraca Eisenkota i Netanjahu. Jednak w opinii Marka Matusiaka to wariant mało realny, bo opozycja pamięta już, że w przeszłości obecny premier też miał dzielić się władzą z Benim Gancem, ale zamiast tego w odpowiednim dla siebie momencie zwołał nowe wybory i nie oddał przywództwa, mimo wcześniejszych ustaleń.
- W moim przekonaniu najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje ten pierwszy, w którym Benjamin Netanjahu pozostanie premierem jako pełniący obowiązki, a tworzenie nowej większości będzie procesem skrajnie skomplikowanym i istnieje duże prawdopodobieństwo, że ostatecznie to się nie uda i będziemy mieli kolejne wybory – ocenia Matusiak.
Jak wiele może się zmienić?
Wybory w Izraelu budzą emocje na całym świecie głównie przez wzgląd na konflikt z Palestyńczykami i sytuację w Strefie Gazy oraz na Zachodnim Brzegu Jordanu, gdzie cały czas dochodzi do spięć z żydowskimi osadnikami. Czy jednak ewentualna wygrana Eisenkota i jego koalicjantów może diametralnie zmienić politykę prowadzoną przez Izrael?
Jak mówi Marek Matusiak, choć Likud i Yashar ostro ze sobą rywalizują, to spór dotyczy głównie polityki wewnętrznej i takich zagadnień, jak to, czy Netanjahu zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za ataki z 7 października, a także, czy ultraortodoksyjni mężczyźni zostaną powołani do wojska, czy nie. – W kwestii podejścia do kwestii konfliktu izraelsko-palestyńskiego, do polityki regionalnej, do polityki zagranicznej czy do polityki względem Iranu nie ma radykalnych różnic.
To jednak nie oznacza, że dla Palestyńczyków nie ma żadnej różnicy, kto po wyborach będzie rządził Izraelem, bo jak wskazuje analityk OSW, choć różnice są niewielkie, to jednak mają znaczenie. – Będąc Palestyńczykiem, żyjącym na Zachodnim Brzegu, wolałbym, żeby premier Izraela nie nazywał się Netanjahu, Ben-Gwir nie był ministrem policji, a Smotrich nie był ministrem odpowiedzialnym za Zachodni Brzeg. Są to skrajne siły, narodowo-religijne, otwarcie ekspansjonistyczne, otwarcie rasistowskie, otwarcie głoszące żydowski suprematyzm rasowy. I może odsunięcie ich od władzy nie zmieniłoby dynamiki konfliktu, ale praktykę rządzenia już tak – tłumaczy.
- Możemy zastosować porównanie do czasów PRL. Nawet jeśli cały czas pozostawał to system niedemokratyczny i był dyktaturą monopartii, to jednak była różnica między epoką Bieruta a Gierka. I wydaje mi się, że to metafora, która dobrze oddaje również sytuację Palestyńczyków w kontekście tych wyborów – dodaje.
W ocenie Matusiaka niezależnie od wyniku wyborów Izrael nie wycofa się z Gazy, nie wznowi też dialogu z władzami palestyńskimi, ale jego polityka może stać się dla Palestyńczyków mniej opresyjna.
- To nie znaczy, że osiedla nie będą rozwijać się na Zachodnim Brzegu w dalszym ciągu, bo będą. Nie znaczy to, że Izrael pod innymi rządami wycofa się z Gazy, bo w moim głębokim przekonaniu się nie wycofa. Ale na przykład inny rząd mógłby powstrzymać brutalne ataki osadników na Zachodnim Brzegu, gdzie bojówki żydowskie napadają Palestyńczyków, niszczą i plądrują ich mienie. A to już zasadnicza różnica, bo obecny rząd takie bojówki wspiera i zapewnia im protekcję – puentuje w rozmowie z RadioZET.pl Marek Matusiak.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET