Co planuje Łukaszenka? Pojawiają się sygnały o eskalacji
Najpierw szpital, potem rzekomo ok. 1000 żołnierzy, a teraz jednostki rakietowe. Białoruska opozycja alarmuje, że siły reżimy Alaksandra Łukaszenki grupują się przy granicy z Ukrainą. Oficjalnie to tylko ćwiczenia, ale mnożą się spekulacje, czy dyktator może chcieć aktywnie włączyć się do wojny.
Co planuje Łukaszenka? Sygnały o eskalacji na granicy z Ukrainą
Obwód homelski to region znajdujący się na południu Białorusi i graniczący z Ukrainą. To właśnie tam białoruskie wojsko już w I połowie sierpnia zaczęło się intensywniej przemieszczać. Jak alarmują redaktorzy opozycyjnego profilu na Telegramie "Biełaruski Hajun", w ostatnich tygodniach zbudowano tam szpital oraz przeniesiono dodatkowy oddział liczący ok. 1000 żołnierzy. Ale to nie wszystko, bo serwis pisze także o gigantycznych transportach sprzętu wojskowego i pojazdów.
W okolice miasta Homel wysłano m.in. śmigłowce, samoloty szturmowe, czołgi i transportery opancerzone. Mowa również o wydzielonych częściach jednostek artylerii rakietowej uzbrojonych w systemy Polonez-M i Iskander-M o zasięgu od 300 do 700 km. Oficjalnie mają to być tylko ćwiczenia, ale eksperci zastanawiają się, czy Alaksandr Łukaszenka nie planuje włączyć się do wojny właśnie z tych pozycji. Czy jest się faktycznie czego obawiać?
- Łukaszenka zdaje sobie sprawę, że nie ma pełnego poparcia dla wojny w armii i w społeczeństwie. Dlatego nie martwię się o formacje piechoty zmechanizowanej oraz wojsk pancernych. Oni po wydaniu rozkazu ataku mogliby obrócić lufy nie tam, gdzie chce reżim - przyznał w rozmowie z Wirtualną Polską Siarhiej Pielasa, p.o. wicedyrektora Telewizji Biełsat. Jego zdaniem to jednostki rakietowe stwarzają "realne zagrożenie dla Ukrainy, bo znajdują się bardzo blisko Kijowa".
- W razie wystrzelenia rakiety ukraińska obrona ma znacznie mniej czasu na reakcję, niż w przypadku rakiet wystrzeliwanych z dalekich dystansów nad terytorium Rosji - tłumaczył, dodając, że spodziewa się większego zaangażowania ukraińskiego dowództw w obronę przeciwrakietową. W opinii eksperta działania Łukaszenki to gra propagandowa i dezinformacyjna, skierowana w stronę Moskwy i Kijowa. W tym pierwszym przypadku dyktator chce udowodnić Władimirowi Putinowi swoje zaangażowane i pomoc w wojnie. W drugim zaś utrzymać wśród Ukraińców obawę przed "zagrożeniem z północy".
Wcześniej, czyli w połowie lipca, Łukaszenka zdecydował o wycofaniu dodatkowych sił zbrojnych z granicy. Był za to ostro krytykowany przez propagandystów Kremla. Ta zaskakująca decyzja stworzyła warunki do zluzowania części wojsk Ukrainy, a później ataku na obwód kurski
"Eskalacja sytuacji ma cele informacyjne i polityczne, a nie militarne. Liczba rozmieszczonych sił nie stwarza zagrożenia dla Ukrainy" - czytamy na profilu "Biełoruski Hajun".
Przypomnijmy, że 25 sierpnia Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy podało, że Białoruś koncentruje w pobliżu granicy z Ukrainą znaczne ilości personelu i sprzętu wojskowego. Resort podkreślił, że prowadzenie ćwiczeń w strefie przygranicznej oraz w pobliżu elektrowni jądrowej w Czarnobylu stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Ukrainy i ogólnie bezpieczeństwa światowego.
"Wzywamy władze Białorusi, aby pod naciskiem Moskwy nie popełniły tragicznych dla własnego kraju błędów, a jej siły zbrojne zaprzestały nieprzyjaznych działań i wycofały wojska z granicy państwowej Ukrainy na odpowiednią odległość" - zaapelowało wówczas ukraińskie MSZ, ostrzegając, że w przypadku ewentualnego "naruszenia granicy państwowej Ukrainy przez Białoruś, nasze państwo podejmie wszelkie niezbędne środki w celu realizacji prawa do samoobrony".
Ostra retoryka Kijowa ma swoje umocowanie w zdarzeniach z 2022 roku, gdy Białoruś również pod pozorem ćwiczeń zgrupowała sprzęt i wojska w okolicach Homla. Stamtąd właśnie nastąpił jeden z ataków na teren Ukrainy, w czym pomogły wagony białoruskiej kolei, przewożące rosyjskie pojazdy i amunicję. - Gdyby teraz doszło do akcji wojskowej, tym uprawnionym celem Ukrainy może stać się rafineria w Mozyrzu, która ma zaopatrywać rosyjskie wojsko w paliwa. Zakład jest położony niedaleko granicy, znajduje się zasięgu artylerii lufowej. W razie takiego ostrzału jest właściwie bezbronny - wyjaśniał Pielasa w rozmowie z WP.
Źródło: Radio ZET/Wirtualna Polska/Telegram
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET