Nie czołgi i nie Przesmyk Suwalski. Tego naprawdę obawia się Litwa

3 min. czytania
23.09.2026 11:10
Obserwuj nas na Google

Wilno leży zaledwie około 30 km od granicy z Białorusią. W przypadku ataku dronów obrońcy litewskiej stolicy mieliby bardzo mało czasu na reakcję. Ekspert Akademii Wojskowej wskazuje, czego Litwa obawia się najbardziej. I nie chodzi o rosyjskie czołgi.

Czego obawia się Litwa?
fot. Gerard/Reporter, Google Maps/Screen

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie zagrożenie stanowią drony dla Litwy.
  • Dlaczego Litwa nie obawia się rosyjskich czołgów.
  • Co Litwa robi, by bronić się przed dronami.
  • Dlaczego atak na Przesmyk Suwalski jest mało realny.

Zagrożenie ze strony Rosji. Czego najbardziej obawia się Litwa?

Eskalacja działań wojennych ze strony Rosji to obecnie główne zmartwienie Europy. W Polsce odczuwają to przede wszystkim mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia, którzy coraz częściej słyszą dźwięk syren alarmowych i otrzymują alerty RCB. Inaczej wygląda to na Litwie, gdzie jednym z najbardziej narażonych miast jest Wilno, położone około 30 km od granicy z Białorusią. 

Do litewskiej stolicy udał się specjalny wysłannik Radia ZET, który rozmawiał z wykładowcą Akademii Wojskowej w Wilnie Arturem Płokoszto. Ekspert wprost ocenia, że obecnie największym zagrożeniem są wrogie drony. 

- Mamy obronę przeciwrakietową, ale skutecznej obrony przeciwko dronom nie posiada nikt, z wyjątkiem Ukrainy, która - z naszej perspektywy - jest krajem dużym. To daje im czas na reakcję, zanim bezzałogowce dolecą do celu. W przypadku Wilna mówimy o około 10 minutach na zorganizowanie obrony - mówi w rozmowie z Radiem ZET. 

Przypomina sytuację z połowy września, gdy myśliwce NATO zestrzeliły uzbrojonego drona, który naruszył przestrzeń powietrzną Litwy z terytorium Białorusi. - To pokazało realne możliwości, bo dron został zestrzelony już za Wilnem. Szybciej będziemy mogli reagować tylko w sytuacji, gdy będziemy posiadać wyspecjalizowaną obronę przeciwlotniczą i możliwość strzelania w czasie pokoju, bo to jest jednak obwarowane ograniczeniami - wyjaśnia. 

„Z czołgami sobie poradzimy"

Ekspert podkreśla, że nie wierzy w to, że Rosja posunie się do klasycznej agresji. - Mówię o sytuacji, w której kolumny czołgów przekraczają granicę. To byłoby dla nas wygodniejsze, bo mamy czym walczyć z czołgami i damy sobie radę. Większym zagrożeniem są fale dronów, które mogą zniszczyć infrastrukturę cywilną i krytyczną - mówi. 

Redakcja poleca

- Świat zachodni zbyt długo przyglądał się wojnie w nadziei, że ten koszmar się skończy i wrócimy do pięknego życia, które toczyło się wcześniej. Koszmar się nie skończy, a nawet jeśli, to będzie już zupełnie inna wojskowość niż przed nim - dodaje. 

Tłumaczy też, że Litwa przygotowuje się na odpieranie ataków dronowych. - Uruchomiliśmy program tzw. małej obrony przeciwlotniczej, który będzie skoncentrowany na tym obszarze. Produkujemy własne bezzałogowce, jednak na to wszystko potrzeba czasu. Czas jest więc dla nas na wagę złota i uważnie patrzymy, co wyczynia nasz potencjalny wróg, i staramy się przewidzieć jego następne ruchy - mówi. 

Atak na Przesmyk Suwalski mało realny?

W przekazie medialnym często wskazuje się na Przesmyk Suwalski jako słaby punkt, którego zajęcie mogłoby odizolować Litwę, Łotwę i Estonię od sojuszników z NATO. - Z mojego punktu widzenia to zostało wymyślone przez dziennikarzy i podchwycone przez polityków. Jeśli Polska i Litwa będą funkcjonalne, to zniszczymy wszystko, co tam wjedzie. Nie wierzę, że ktoś, planując realną strategię, zajmie się akurat tym regionem - ocenia. 

- Żeby złamać Litwę, trzeba zniszczyć jej wolę oporu i zmusić do przyjęcia ultimatum Ławrowa bez walki. Jeśli wojna się rozpocznie, to okaże się, że lepiej było jej nie zaczynać. Dlatego nie daję wiary w atak na Przesmyk Suwalski i - o ile rozumiem dyktatora Białorusi - on będzie pierwszym, który do tego nie dopuści - dodaje. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET