Nietoperz zaatakował 11-latka podczas snu. Rodzice myśleli, że to nic takiego, finał był tragiczny

3 min. czytania
02.07.2026 19:38
Obserwuj nas na Google

W Kanadzie doszło do rzadkiego, lecz wyjątkowo groźnego przypadku zakażenia wścieklizną u 11-latka. Niestety w wyniku choroby chłopiec zmarł - informuje „Canadian Medical Association Journal”.

Nietoperz (zdjęcie ilustracyjne)
fot. ADRIAN SLAZOK/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak doszło do zakażenia 11-latka wścieklizną.
  • Dlaczego lekarze początkowo źle zdiagnozowali chłopca.
  • Co WHO podkreśla na temat śmiertelności wścieklizny.
  • Które regiony świata mają więcej przypadków wścieklizny.

Kanada. 11-latek zmarł na wściekliznę. Lekarze długo nie potrafili go zdiagnozować

Historia ta jest ostrzeżeniem dla rodziców jak i lekarzy, a jednocześnie przypomina, jak groźna jest wścieklizna, której - w razie jakiegokolwiek podejrzenia - nigdy nie można lekceważyć. Do zakażenia 11-letniego chłopca doszło podczas wizyty jego rodziców w domu w północnym Ontario w 2024 r. Z raportu lekarzy ze szpitala dziecięcego University of Manitoba wynika, że kiedy spał - obudził go nietoperz, który przywarł do jego twarzy, do ust i nosa. Chłopiec odruchowo zrzucił go z twarzy, a ojciec złapał zwierzę w garnek i wyniósł na zewnątrz.

Rodzice chłopca nie zgłosili się do lekarza, gdyż nie miał on żadnych śladów pogryzienia, a nietoperz nie wydawał się być agresywny. 19 dni później u dziecka pojawiły się uczucie mrowienia i drętwienie po prawej stronie twarzy. Następnie doszło do obrzmienia twarzy i dziecko straciło apetyt.

Rodzice dziecka udali się do miejscowej stacji ratunkowej. Cztery dni po wystąpieniu pierwszych objawów podano mu leki przeciwko herpeswirusom, gdyż podejrzewano, że jest to porażenie Bella, czyli nagłe, zazwyczaj przejściowe osłabienie lub paraliż mięśni po jednej stronie twarzy, wywołane przez te patogeny.

Ponieważ stan chłopca pogarszał się, pojawiły się bolesne obrzmienia twarzy i wymioty, trzy dni później przewieziono go na oddział ratunkowy szpitala w Ontario. Wykryto wtedy owrzodzenia dziąseł i uszkodzenia nerwów odpowiedzialnych za czucie i żucie.

Redakcja poleca

Rodzice poinformowali lekarzy o bezpośrednim kontakcie twarzy chłopca z nietoperzem. Jednak znowu odesłano go do domu, nadal podejrzewając zakażenie herpeswirusami. Już następnego dnia chłopiec ponownie trafił na SOR, tym razem z zaburzeniami mowy i nasileniem dolegliwości dotyczących twarzy. Pojawiły się gorączka (39 st. C), trudności z przełykaniem, splątanie oraz halucynacje wzrokowe.

Tego samego dnia wieczorem chłopca umieszczono na oddziale intensywnej terapii i podłączono do respiratora. Dopiero wtedy przeprowadzono badania w kierunku wścieklizny, które potwierdziło zakażenie wirusem. Po 17 kolejnych dniach chłopiec zmarł.

Niezwykle rzadkie zakażenia, ale śmiertelne

Zakażenie wirusem wścieklizny u ludzi zdarza się wyjątkowo rzadko. W Kanadzie od 1924 r. infekcje tą wykryto u zaledwie 28 pacjentów. W Ontario był to pierwszy taki przypadek od 1967 r.

Do zakażeń tych częściej dochodzi w Azji i Afryce, gdzie odnotowuje się tysiące zgonów z powodu wścieklizny, najczęściej wśród dzieci. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) przypada na nie 40 proc. wszystkich zgonów z powodu tej choroby.

WHO ostrzega, że gdy pojawią się objawy wścieklizny - to jest ona na ogół śmiertelna. Bardzo ważne jest zatem profilaktyczne podanie szczepionki przeciwko wściekliźnie. Okres wylęgania tej choroby trwa zwykle od 20 do 90 dni. Początkowe objawy, takie jak gorączka, osłabienie i ból głowy mogą być mylące, gdyż przypominają grypę. Dochodzi do tego nietypowe mrowienie, pieczenie lub ból w miejscu rany.

W Polsce dzięki obowiązkowym szczepieniom psów i tzw. leczeniu poekspozycyjnemu, od 2002 r. nie odnotowano ani jednego przypadku wścieklizny u ludzi. Do zakażeń na ogół dochodzi u dzikich zwierząt, najczęściej lisów i nietoperzy, głównie w województwach wschodnich i południowo-wschodnich (np. lubelskim i podkarpackim).

Źródło: Radio ZET/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET