Obrońca z LinkedIn i ten, który zatrzymał Hiszpanię. Republika Zielonego Przylądka pisze historię
Jednego z piłkarzy zwerbowano przez LinkedIn, drugi – 40-letni bramkarz – nie dał sobie wbić gola w meczu z wielką Hiszpanią, dzięki czemu przybyło mu 17 mln obserwujących w social mediach. Reprezentacja Republiki Zielonego Przylądka pisze swoją historię, już osiągając największy sukces, jakim jest awans do fazy pucharowej piłkarskich mistrzostw świata.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Vozinha zdobył miliony fanów po meczu z Hiszpanią.
- Co spowodowało nagły wzrost popularności piłkarzy z RZP.
- Jak RZP zrekrutowała piłkarza przez LinkedIn.
Każdy międzynarodowy turniej zawiera w sobie piękną opowieść o piłkarskim „Kopciuszku”, który rozkwita na futbolowym balu. Zwykle są to historie oparte na przykuwaniu uwagi, często kończą się w fazie grupowej (by ograniczyć się do tegorocznego mundialu, wystarczy wspomnieć Haiti czy Curacao). Ale jest wyjątek, bo w przypadku Republiki Zielonego Przylądka ta baśń wciąż trwa. Kabowerdeńczycy nie przegrali ani jednego meczu w trudnej grupie, urywając za to punkty mistrzom Europy Hiszpanom, jednej z najbardziej utytułowanych drużyn globu, czyli Urugwajowi, oraz zawsze groźnej, mającej wielkie ambicje (czego apogeum ma być organizacja mistrzostw świata w 2034 roku) Arabii Saudyjskiej.
RZP straciła tylko dwa gole, a ogromną popularność zdobył 40-letni bramkarz Vozinha, który zwłaszcza przeciw Hiszpanom bronił jak w transie, a którego liczba obserwujących na Instagramie w ciągu jednego dnia wzrosła z 50 tys. do ponad 17 milionów! Co kryje się za fenomenem najmniejszego państwa, które kiedykolwiek doszło do fazy pucharowej mundialu? O tym w rozmowie z RadioZET.pl mówi Piotr Iwańczyk – analityk z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej.
Mniej ludzi niż w Poznaniu, ale ich gwiazda nagrywała z Kayah
W Republice Zielonego Przylądka, leżącej na wyspiarskim archipelagu położonym ok. 450 km od zachodniego wybrzeża Afryki, żyje ok. pół miliona ludzi, czyli populacja mniejsza niż choćby Poznania. Kraj żyje głównie z turystyki, przyciąga piaszczystymi plażami i znakomitymi warunkami do uprawiania sportów wodnych. Wyeksportował też przynajmniej jedną światową gwiazdę – nieżyjącą już pieśniarkę Cesarię Evore, bardzo popularną także w Polsce (nagrała z Kayah utwór „Embarcacao”). Zarówno jeśli chodzi o kulturę, jak i kuchnię, jest to niezwykły miks tradycji afrykańskich i kreolskich oraz wpływów Portugalii, spod której panowanie kabowerdeńczycy ostatecznie wyswobodzili się w lipcu 1975 roku.
- Taki mundial to tak naprawdę jedyna efektywna szansa na zaistnienie w społecznej świadomości. Małe państwa często „wiszą” gospodarczo na turystyce, a takie występy potrafią podkreślić ich często świeżą jeszcze niepodległość i wzbudzić dumę narodową. To zresztą dotyczy nie tylko małych wyspiarskich krajów, ale również i obszaru postsowieckiego – podkreśla. Tu na myśl przychodzi oczywiście wspomniane wyżej Curacao, ale także republiki poradziecki – uczestniczący w tegorocznym mundialu Uzbekistan
RZP to nie jest kraj, który intuicyjnie kojarzylibyśmy z wielkim sportem. Najmocniejsi są chyba piłkarze ręczni, od kilku lat regularni uczestnicy mistrzostw świata i dwukrotni (srebrni i brązowi) medaliści afrykańskiego czempionatu. Letnie igrzyska olimpijskie w Paryżu przyniosły im natomiast pierwszy w historii medal – brąz wywalczył pięściarz Daniel Varela de Pina. Piłkarze? Przez długi czas najbardziej znani to ci, którzy mieli kabowerdejskie korzenie (przez obydwoje bądź jednego rodzica), a którzy sławę zdobywali grając dla innych reprezentacji: Henrik Larsson (Szwecja), Nani (Portugalia) czy Patrick Vieira (Francja). Dziś federacja ma swój sposób na pozyskiwanie zawodników: wysz kuje tych, którzy urodzili się bądź wychowali (również sportowo) w innych krajach – Francji, Holandii, na Wyspach Brytyjskich czy Portugalii – ale szans na grę w ich kadrach narodowych nie mieli. A perspektywa gry w reprezentacji kraju przodków bywa kusząca.
Piłkarz z LinkedIn. Najpierw zignorował wiadomość
Jakiś czas temu głośno zrobiło się o...szukaniu piłkarzy kabowerdyńskiej kadry przez LinkedIn - znany serwis społecznościowy, oparty głównie na rekrutacji, biznesie i utrzymywaniu relacji zawodowych. - Myślę, że są znacznie bardziej wyspecjalizowane metody skautingu, ale państwa postkolonialne często nie mają innego wyboru. Obywatele - w tym szczególnie mobilni - piłkarze są rozrzuceni po całym świecie, więc w niektórych kadrach trzeba ich szukać niestandardowymi metodami – zauważa Iwańczyk. W przypadku RZP rozrosło się to do skali mitu, a prawda jest tak, że tylko jeden członek kadry oficjalnie trafił do niej dzięki tej metodzie werbunku.
Przypadek Ricardo „Pico” Lopesa warty jest jednak omówienia. Urodzony w Dublinie syn irlandzkiej pracowniczki misji morskiej i kabowerdyjskiego imigranta-marynarza nie śmiał marzyć o grze na wielkich turniejach. Dość powiedzieć, że przez pół swojej seniorskiej kariery łączył futbol z pracą doradcy kredytowego. Reprezentacyjny poziom też nie miał być mu pisany, bo wcześniej zaliczył tylko jeden występ w irlandzkiej młodzieżówce. I wtedy, w 2018 roku, otrzymał wiadomość na Linkedin. Do „Pico” napisał ówczesny selekcjoner RZP, proponując mu grę w kadrze. Nasz bohater...zignorował jednak wiadomości, myśląc, że to spam albo próba wyłudzenia w stylu oszustw „na nigeryjskiego księcia”. Jednak dziewięć miesięcy później ponownie odezwali się do niego z federacji Cabo Verde, już w języku angielskim. Tym razem nie było już wątpliwości, czego dotyczy oferta, którą zawstydzony Lopes przyjął. Dziś ma na koncie prawie 50 meczów w barwach ojczyzny swojego ojca oraz grę na mundialu i dwóch turniejach z cyklu Pucharu Narodów Afryki.
Kongresman i sekretarz stanu interweniują ws. matki bramkarza
Wspomniany wyżej Vozinha, nowy idol kibiców z całego świata, przemierzył trochę globu w trakcie swojej długiej kariery. Ostatnio grał w Portugalii, wcześniej m.in. na Cyprze, a nawet w Europie Wschodniej – w mołdawskim Zimbru Kyszyniów i słowackim AS Trencin. Mimo 40 lat na karku nie zamierza odwieszać butów na kołku. Dość powiedzieć, że właśnie negocjuje z trzema brazylijskimi klubami, a polski internet przed paroma dniami obiegła plotka (choć pewnie na plotce się skończyło), jakoby golkiperem, który zatrzymał Hiszpanię, interesował się beniaminek naszej ekstraklasy, czyli Wieczysta Kraków. Z Vozinhą wiąże się jednak poważniejszy i trudniejszy temat.
Tego, jak bronił strzały Yamala, Rodriego i Oyarzabala, z trybun stadionu w Atlancie nie widziała jego matka. Kobieta nie otrzymała bowiem amerykańskiej wizy – nie udało się na czas załatwić formalności urzędniczych ani 15 tys. dolarów zwrotnej kaucji, do uiszczenia jakiej zmuszeni są przedstawiciele kilkudziesięciu tzw. krajów trzecich. To zresztą część bardzo restrykcyjnej polityki granicznej administracji Donalda Trumpa. Kibice z niektórych państw – np. z Iranu czy Haiti – w ogóle nie mogli wjechać na teren Stanów Zjednoczonych, zaś w przypadku innych – jak np. Wybrzeża Kości Słoniowej czy Senegalu – wjazd obwarowany jest ograniczeniami i koniecznością poddania się drobiazgowej kontroli na lotniskach.
- Smutne jest to, że sprawa nabrała rozpędu dopiero po świetnym występie Vozinhi przeciw Hiszpanii oraz interwencji kongresmena Hakeema Jeffriesa i pomocy ze strony sekretarza stanu Marco Rubio. Wówczas dopiero pojawił się wątek polityczny, na który nie mogą liczyć zwykli obywatele – komentuje Iwańczyk. W istocie bowiem rozmowa dwóch polityków (co ciekawe, jednego z Partii Demokratycznej i drugiego z Republikańskiej) sprawiła, że Ana Candida Evora mogła dołączyć do syna i już z trybun stadionów w Miami i Houston oklaskiwać jego grę. Nie wszyscy mają jednak tyle szczęścia. - Polityka wjazdów do USA jest jednak nieubłagana, co widzieliśmy po traktowaniu piłkarzy, więc generalnie trudno spodziewać się, aby ktoś został potraktowany wyjątkowo bez specjalnych okoliczności – dodaje ekspert PIDS.
Wielki mecz z Argentyną i co dalej?
Mimo tych wszystkich trudności z powyższego akapitu oraz innych nieszablonowych kontekstów (patrz: rekrutacja przez Linkedina), zawodnicy trenera Bubisty muszą skupić się na najbliższym meczu. Awansowali bowiem do 1/16 finału, gdzie w nocy z 3 na 4 lipca czasu polskiego w Miami zmierzą się rywalem arcytrudnym, czyli broniącą tytułu Argentyną z wciąż fenomenalnym Leo Messim na czele. Większość komentatorów jest zdania, że 39-letni magik futbolu jeszcze mocniej wyśrubuje mundialowe statystyki strzeleckie (6 goli na tym turnieju, 19 w historii MŚ), inni wieszczą kolejny wielki dzień Vozinhi (m.in. pewien szaman z Ghany, który trafnie przewidział, że kapitan reprezentacji Anglii Harry Kane nie strzeli bramki jego ojczyźnie). Cokolwiek się wydarzy i nawet w przypadku odpadnięcia na tym etapie o drużynie z Wysp Zielonego Przylądka świat długo nie zapomni.
Źródło: Radio ZETA
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET