Powódź w Hiszpanii. Wściekły tłum zaatakował króla. W ruch poszły kamienie, krzyczano: "morderca"
Powódź spustoszyła prowincję Walencja w Hiszpanii. Mieszkańcy są rozwścieczeni ich zdaniem niewystarczającą pomocą ze strony rządu centralnego. Krytykowany jest nie tylko premier Pedro Sanchez. Król Filip VI, który pojawił się w miejscowości Paiporta, został przywitany okrzykami "wstyd" i "morderca". W stronę pary królewskiej tłum rzucał błotem, a nawet kamieniami.
Powódź w Hiszpanii. Mieszkańcy Walencji są wściekli
Wśród mieszkańców prowincji Walencja narasta wściekłość na władze. Nie tylko za to, że nie zostali dostatecznie wcześnie ostrzeżeni przed wtorkową powodzią. Również za to, że mimo że od przejścia wielkiej wody minęło już pięć dni, to wciąż trudno na ulicach spotkać choćby niezbędnych do trudnej akcji ratunkowej żołnierzy. Wielkie sprzątanie odbywa się głównie rękami mieszkańców i wolontariuszy - odnotował specjalny wysłannik Radia ZET do Hiszpanii Maciej Bąk.
W sobotę przed południem premier Hiszpanii Pedro Sanchez przekazał, że liczba ofiar śmiertelnych powodzi wzrosła do 211. Wcześniej informowano o 207 ofiarach. Wszystko wskazuje na to, że w niedzielę ten tragiczny bilans będzie jeszcze większy. Większość ciał znaleziono w prowincji Walencja, ale sytuacja jest poważna także m.in. w Andaluzji. W ramach działań operacyjnych przeprowadzono już 4800 akcji ratunkowych i udzielono pomocy ponad 30 tys. osób. Sam szef hiszpańskiego rządu przyznał jednak, że przy takiej skali katastrofy naturalnej liczby te są niewystarczające.
Król i królowa Hiszpanii - Filip VI i Letycja - obrzuceni błotem i wyzwiskami
Z rozgniewanym tłumem w Walencji musiał zmierzyć się król Hiszpanii Filip VI. W kierunku monarchy i jego małżonki, królowej Letycji, tłum krzyczał: "morderca", "wstyd". Rozwścieczeni Hiszpanie rzucali w kierunku pary królewskiej błotem, a nawet kamieniami. Do internetu trafiły nagranie z miejsca zdarzenia.
Dlaczego mieszkańcy zareagowali tak nerwowo? - Powodów jest mnóstwo. Po pierwsze może i król dotarł na miejsce powodzi, ale za to mało który żołnierz pojawił się tam, gdzie wojsko jest potrzebne. Po drugie władze nie tylko słabo ostrzegały przed powodzią, ale też tuż przed wydawały uspokajające komunikaty. Po trzecie urzędnicy, wydając zakazy wstępu, próbują zatrzymać falę pomocy, utrudniając wolontariuszom dostanie się do poszkodowanych. Dlatego parę królewską i premiera przywitały dziś najpierw okrzyki, a potem przedmioty i błoto, którym zostali obrzuceni. Filip VI został na ulicy i rozmawiał z ludźmi, ale premier Sanchez szybko się ewakuował - relacjononował reporter Radia ZET Maciej Bąk.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET