Putin z Prigożynem zastawili pułapkę. Fatalna informacja dla Ukrainy
- Ukraina podjęła bitwę na wyniszczenie w tym rejonie donieckim. To bardzo ryzykowne, ponieważ nawet zadając Rosjanom duże straty, samemu można wytracić siły - mówił w rozmowie z Wirtualną Polską płk Piotr Lewandowski. Weteran misji w Iraku i Afganistanie podkreślił, że taki styl walk narzucili Rosjanie i że to pułapka, ponieważ ich zasoby ludzkie są na ten moment większe niż naszych zachodnich sąsiadów.
Jeszcze przed chwilą trwały zacięte walki o Bachmut i Sołedar w obwodzie donieckim (wschód Ukrainy), teraz Rosjanie przypuścili atak na - również znajdującą się w tym rejonie - osadę Kliszczijiwka. Eksperci nie mają wątpliwości, że Rosjanie prowadzą teraz wojnę na wyniszczenie.
Polega ona m.in. na posyłaniu kilkunastoosobowych oddziałów "na pewną śmierć", co skutkuje reakcją oddziałów ukraińskich, a konsekwencji ujawnieniem ich pozycji i narażeniem się na ostrzał rosyjskich pocisków rakietowych. W ten sposób oddziały okupanta mogą zdobywać konkretne tereny lub poświęcić się, by ujawnić okopy Ukraińców.
Rosja narzuciła swój styl walki. "Dramat dla Ukrainy"
O tym, co dzieje się na froncie i dlaczego te doniesienia mogą być niepokojące dla Ukrainy, mówił w rozmowie z Wirtualną Polską płk Piotr Lewandowski, weteran misji w Iraku i Afganistanie.
- Ukraina podjęła bitwę na wyniszczenie w tym rejonie. To bardzo ryzykowne, ponieważ nawet zadając Rosjanom duże straty, samemu można wytracić siły - powiedział. Podkreślił przy tym, że w bitwie o Sołedar duże straty poniosła jedna z najlepiej wyszkolonych i wyposażonych w zachodni sprzęt ukraińskich kompanii.
WP podaje też, że do Bachmutu i Sołedatu miało przybyć ok. 40 tysięcy najemników z Grupy Wagnera - kierowanej przez Jewgienija Prigożyna, jednego z najbliższych doradców Władimira Putina. Specjaliści przyznają, że choć 15-17 tysięcy z nich zostało "wyeliminowanych" (zabitych lub ciężko rannych), to niekoniecznie musi być dobra wiadomość dla naszych zachodnich sąsiadów.
- Dla rosyjskich dowódców to są akceptowalne straty. Najwyżej wezmą trochę więcej rekrutów w przyszłości. Na tym polega pułapka wejścia do bitwy na wyniszczenie z Rosjanami. Ukraina zużywa swoje najlepsze jednostki, Rosjanie tracą więźniów, na których życiu nikomu nie zależy - tłumaczył Lewandowski.
Ukraina musiałaby zadawać pięciokrotnie wyższe straty, niż sama ponosi, aby bitwa na wyniszczenie miała dla nich sens. Raczej jest to niemożliwe pod Bachmutem, gdzie obie strony angażują podobne siły. Przy stratach 2 do 1 będzie sukces Rosjan
Rozmówca WP przypomniał, że Rosja przy północno-wschodniej granicy z Ukrainą odtwarza zdolności bojowe i gromadzi armię złożoną z tysięcy zmobilizowanych żołnierzy. Wskazał także "dramat Ukrainy", polegający na tym, że atmosfera wokół wojny de facto skazuje Ukraińców na konieczność uczestnictwa w walce na wyniszczenie.
- Nie cofają się, bo chcą udowodnić, że pomoc militarna Zachodu ma sens, że z nowym uzbrojeniem wyzwolą okupowane terytoria - zaznaczył wojskowy. Jego zdaniem, ten styl prowadzenia walk jest korzystniejszy dla Rosji, bo ma ona o wiele większe niż Ukraina zasoby ludzkie - ok. 5-7 mln mężczyzn względem niecałego miliona. Dodał, że "ukraińskie jednostki potrzebują stworzyć ogromną przewagę w sprzęcie bojowym, aby móc przejąć inicjatywę", do czego potrzeba nowych dostaw wozów bojowych czy amunicji.
RadioZET.pl/Wirtualna Polska
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET