`

Śledztwo ws. wybuchów Nord Stream. "WSJ": polskie władze utrudniały dochodzenie

2 min. czytania
08.01.2024 20:47
Obserwuj nas na Google

Europejscy śledczy, prowadzący dochodzenie w sprawie sabotażu gazociągów Nord Stream, uważają, że polskie władze opierały się przed współpracą i odmawiały przekazania kluczowych dowodów w sprawie – wynika z ustaleń "Wall Street Journal". Cytowani w prasie śledczy stwierdzili, że nasuwa to podejrzenia o współudział Polski w operacji zniszczenia gazociągów. Mieli też wyrazić nadzieję na zmianę podejścia przez nowe władze w Warszawie.

Śledztwo ws. Nord Stream. Polska podejrzana
fot. AA/ABACA/Abaca/East News

Polskie służby utrudniały śledztwo w sprawie uszkodzenia gazociągów Nord Stream 1 i 2 we wrześniu 2022 roku – wynika z ustaleń „WSJ”, który powołał się na niewymienionych z nazwiska europejskich śledczych. Amerykański dziennik pisze w poniedziałek, że - choć niektóre polskie instytucje badające sprawę NS2 jak prokuratura i Straż Graniczna wydawały się współpracować ze swoimi zagranicznymi odpowiednikami - to inne agencje, w tym ABW, "nie odpowiadały na zapytania, zaciemniały (obraz) lub dawały sprzeczne informacje".

Choć europejscy urzędnicy mają być przekonani o tym, że sabotażu dokonali Ukraińcy, to według nich brak pełnej współpracy "utrudnia ustalenie, czy do ataku doszło z czy bez wiedzy byłego polskiego rządu".

Wybuchy gazociągów Nord Stream. Podejrzewają Polskę o współudział

"WSJ" zauważa, że mimo, iż nie przedstawiono żadnych dowodów na polski udział, to opór polskich władz ma rzucać na nie podejrzenia ze strony europejskich partnerów. Europejscy urzędnicy wysokiego szczebla mieli też wyrazić nadzieję na zmianę podejścia do sprawy nowego rządu i rozważać zwrócenie się o pomoc do kancelarii premiera Donalda Tuska.

Redakcja poleca

Polscy prokuratorzy prowadzący śledztwo powiedzieli dziennikowi, że współpracują ze swoimi zagranicznymi kolegami, lecz ich dochodzenie nie wykazało polskiego udziału w sabotażu. Europejscy śledczy zarzucają natomiast m.in. podawanie przez polskie władze sprzecznych informacji dotyczących załogi wypożyczonego w Niemczech przez zarejestrowaną w Polsce firmę jachtu Andromeda. Jest ona podejrzana przez śledczych w Niemczech, Szwecji i Danii o zniszczenie gazociągów.

"WSJ" pisze, że według prokuratorów z trzech państw, sześcioosobowa załoga, pochodząca z Ukrainy, miała podłożyć miny pod rurociąg i następnie udać się do Kołobrzegu, gdzie spędziła cały dzień. Ich obecność miała wzbudzić podejrzenia osób w porcie, po czym załoga przeszła kontrolę paszportową, pokazując unijne paszporty.

Oglądaj

Według źródeł gazety polscy urzędnicy mieli udzielać sprzecznych informacji na temat pobytu podejrzanych w Kołobrzegu, szczegółów przeprowadzonej kontroli ich paszportów i badań dotyczących obecności materiałów wybuchowych w łodzi. Prokuratura miała stwierdzić, że nie znaleziono takich materiałów, mimo że nie przeprowadzono badań w tej sprawie. Niemieccy śledczy wykryli w łodzi ślady środka wybuchowego oktagon. Polskie agencje miały też odmówić przekazania zapisów z kamer monitoringu, przedstawiającego pobyt załogi Andromedy w Kołobrzegu.

Niektórzy cytowani przez "WSJ" śledczy uważają też, że ABW uprawiała dezinformację, dzieląc się z europejskimi śledczymi informacjami, mającymi wskazywać, że Andromeda miała związki z rosyjskim wywiadem. W tym samym okresie ówczesny rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn poddawał w wątpliwość, by załoga Andromedy miała dokonać sabotażu, twierdząc, że byli to turyści.

Źródło: Radio ZET/PAP

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET