"Szczuli nas psami, pluli, grozili bronią". Sterczewski zdradza, co przeżył w izraelskim więzieniu
- Śpiewaliśmy "Bella Ciao", skandowaliśmy "Wolna Palestyna", a ci w pełni uzbrojeni strażnicy, w większości młodzi ludzie, czasem bali się, trzęśli ze strachu. Widzieli, że ich szykany, agresja na nas nie działają - mówił Franciszek Sterczewski, opisując swój pobyt w izraelskim więzieniu. Poseł KO i uczestnik Flotylli Sumud, która wiozła dary humanitarne dla mieszkańców Strefy Gazy, w rozmowie z Radiem ZET ujawnił też, jakim torturom on i inni aktywiści, byli poddawani przez strażników. - Szczuli nas psami, grozili bronią - przyznał.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Globalna Flotylla Sumud, złożona z prawie 500 wolontariuszy z 46 państw, została zatrzymana przez wojska izraelskie 2 października przed dotarciem do Strefy Gazy z pomocą humanitarną, a aktywiści, w tym Polacy, zostali aresztowani.
- Polscy uczestnicy - Franciszek Sterczewski, Omar Faris, Nina Pitak i Ewa Jasiewicz - po kilku dniach w izraelskim więzieniu zostali przetransportowani do Aten i powrócili do Polski, mimo odmowy dobrowolnej deportacji.
- Franciszek Sterczewski szczegółowo opisał brutalne warunki panujące w więzieniu, w tym nękanie, brak snu, groźby i przemoc, podkreślając jednocześnie determinację grupy w oporze wobec zastraszeń.
Uczestnicy Flotylli Sumud więzieni w Izraelu. Sterczewski ujawnia szczegóły
Złożona z prawie 500 wolontariuszy z 46 państw Globalna Flotylla Sumud zmierzała do Strefy Gazy z pomocą humanitarną. 2 października, w odległości ok. 80 km od celu, wojska izraelskie zatrzymały ją i zaaresztowały wszystkich aktywistów. Polskimi uczestnikami misji do Gazy byli poseł Koalicji Obywatelskiej Franciszek Sterczewski, prezes Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Palestyńczyków Polskich mający palestyński paszport Omar Faris, aktywistka Nina Pitak i dziennikarka Ewa Jasiewicz.
Po kilku dniach spędzonych w rygorystycznych warunkach w jednym z izraelskich więzień cała czwórka - mimo, iż odmówiła zgody na dobrowolną deportację - została przetransportowana do Aten, a następnie przyleciała do Polski. Sterczewski w najnowszym odcinku podcastu Radia ZET "Machina Władzy" opowiedział o tym, co jego i pozostałych uczestników Flotylli spotkało w ostatnich dniach. Zwłaszcza, jeśli chodzi o pobyt w zakładzie penitencjarnym.
- To było najcięższe więzienie w Izraelu, na pustyni, gdzieś na południu kraju. Gorąco, betonowy obiekt, absolutnie nieprzyjemne doświadczenie - mówił. Podkreślił przy tym, że jako grupa "nie dawali się w żaden sposób zastraszyć". - Śpiewaliśmy "Bella Ciao", skandowaliśmy "Wolna Palestyna", a ci w pełni uzbrojeni strażnicy, w większości młodzi ludzie, czasem bali się, trzęśli ze strachu. Widzieli, że ich szykany, agresja na nas nie działają. Im dłużej to trwało, tym bardziej pozwalaliśmy sobie na głośniejsze śpiewy, klaskanie, szydzenie z nich, pokazywanie im, że są po prostu bandą nieudaczników w służbie reżimu - opisywał.
Szczuto na nas psami, pluto, grożono bronią"
Potwierdził, że nie pozwalano im spać, "strażnicy świecili po oczach latarkami, godzinami puszczali muzykę z propagandowych filmów, szczuto na nas psami, pluto i grożono bronią". Cały czas starali się wykonywać wobec nas różne szykany czy tortury, których nie da się potem wykazać, żeby nie zostawiać śladów na ciele. No bo jak udowodnić, że ktoś nie spał? Niektórych bito, ale nie było to regularne bicie, tylko np. jednorazowe uderzenie kolbą w żebro.
Przytoczył historię brazylijskiego aktywisty Thiago Avili, z którym siedział w jednym pomieszczeniu. - Była noc, staliśmy przed metalowymi drzwiami do naszej celi. Te drzwi miały kratkę. Żołnierze przychodzili do nas co godzinę, dwie i wołali: "dyscyplina, otwierać drzwi!". Żeby nie dało się spać, żeby nas zamęczyć. Ale drzwi były zamknięte. I kilka razy jeden z nich celował do Thiago z broni. Do karabinu przymocowano latarkę, którą świecili mu po oczach. On stoi obok mnie i tylko patrzy. Nagle jeden żołnierz przestaje mierzyć i pluje mu przez tę kratę prosto w twarz - relacjonował.
Zdaniem Sterczewskiego "jeśli ktoś jest po zęby uzbrojony, stara się straszyć i widzi, że to nie działa, więc decyduje się splunąć na drugiego, bezbronnego, zamkniętego w celu człowieka, to jest to świadectwo kompletnej słabości psychologicznej tego żołnierza i tego, że oni sami nie wiedzieli co zrobić". - Widzieli, że ich propaganda, która mówiła, że "do Gazy płyną groźni terroryści", nie łączyła się z rzeczywistością. Spotkali nas jako zwykłych hipsterów, aktywistów z całego świata, łagodnych, śpiewających, nie dających się złamać i zastraszyć. To zupełnie rozwalało im głowę i to zderzenie z rzeczywistością było ciekawe do obserwowania - przyznał parlamentarzysta.
Cała rozmowa z Franciszkiem Sterczewskim w najnowszym odcinku podcastu Radia ZET "Machina Władzy". Wywiad zostanie wyemitowany na YouTube w czwartek o godz. 20, będzie również dostępny na RadioZET.pl
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET