Szef partyzantów po uszkodzeniu rosyjskiego samolotu. "Jesteśmy gotowi do wyzwolenia Białorusi"

2 min. czytania
28.02.2023 08:23
Obserwuj nas na Google

Są gotowi do wyzwolenia Białorusi i zrobią wszystko, co w ich mocy – mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" o przeciwnikach Łukaszenki szef białoruskiej organizacji antyrządowej BYPOL i ruchu partyzanckiego Alaksandr Azarau. Odniósł się również do doniesień o uszkodzeniu rosyjskiego samolotu rozpoznawczego.

Partyzanci na Białorusi
fot. TUT.BY / AFP/East News, Aviation-images/UIG Diverse/East News (ilustracyjne)

Niezależne białoruskie media poinformowały, że na lotnisku w Maczuliszczach w niedzielę rano słychać było dwa wybuchy. Mógł zostać uszkodzony rosyjski samolot wczesnego ostrzegania A-50. Maszyna ta jest używana m.in. do rozpoznania ukraińskiej obrony powietrznej. Po tym wydarzeniu dyktator Alaksandr Łukaszenko zwołał pilną naradę wojskową.

W rozmowie z "Rz" Alaksandr Azarau został m.in. zapytany o to, kim są partyzanci, którzy mieli spowodować eksplozje. - To białoruscy partyzanci, uczestnicy planu "Pieramoha" (zwycięstwo – red.). Wyjechali już z kraju i są w bezpiecznym miejscu - odpowiedział szef białoruskiej organizacji antyrządowej BYPOL.

Redakcja poleca

Białoruś. Szef partyzantów: szykujemy się na wojnę

Dodał: - Białoruś jest okupowana przez wojsko rosyjskie. Aleksander Łukaszenko sprzedał nasz kraj Putinowi. Białorusini walczą więc o swoją niepodległość, o swoją ojczyznę. Trwa wojna.

Wskazał, że do planu "Pieramoha" zgłosiło się około 200 tysięcy Białorusinów. - Każdy z nich potencjalnie może zostać partyzantem, w zależności od tego, co umie. Są wśród nich zarówno kobiety, jak i emeryci. Są gotowi do wyzwolenia Białorusi i zrobią wszystko, co w ich mocy - zapewnił.

Azarau został również spytany o tworzenie białoruskich "chorągwi" i "pospolitego ruszenia białoruskiego", które ogłosił jesienią zeszłego roku Zjednoczony Gabinet Przejściowy białoruskiej opozycji. - Utworzyliśmy nasze chorągwie we wszystkich dużych polskich miastach, już około dziesięciu. Skupiają one Białorusinów, którzy chcą zdobyć doświadczenie wojskowe, by w przyszłości wyzwalać Białoruś - tłumaczył.

- Praktycznie to ma wyglądać tak, że w odpowiednim momencie powinni się znaleźć na Białorusi i uczestniczyć w wyzwoleniu naszego kraju. Nie tworzymy wojska, które z terytorium innego kraju będzie dokonywało jakiegoś ataku na Białoruś, w żadnym wypadku. Nikt nam na to nie pozwoli i to nie ma sensu - argumentował.

Dodał: Przypomnijmy powstanie styczniowe – wszystkie bitwy z armią rosyjską na otwartej przestrzeni przegrano, zwycięskie były zaś akcje partyzanckie. Wtedy partyzanci odnosili sukces, gdy wróg nie spodziewał się ataku.

RadioZET.pl/"Rzeczpospolita"/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET