Tak wyglądały ostatnie chwile na Titanie. Zginęli w ułamku sekundy
Pięcioosobowa załoga Titana, która zginęła w katastrofalnej implozji, spędziła ostatnie chwile swojego życia w całkowitej ciemności. Pasażerowie łodzi podwodnej słuchali ulubionej muzyki i podziwiali bioluminescencyjne morskie stworzenia. O szczegółach straszliwej tragedii opowiedziała matka i żona dwojga z pasażerów.
Poznajemy coraz więcej szczegółów dotyczących tragicznej w skutkach wyprawy na dno Oceanu Atlantyckiego. Pięcioro żądnych wrażeń bogaczy wsiadło w niedzielę 18 czerwca na pokład Titana, łodzi podwodnej, którą mieli dotrzeć do wraku słynnego Titanica.
Katastrofa Titana. Zginęli w ułamku sekundy
Niecałe dwie godziny od zanurzenia, kontakt z łodzią podwodną się urwał. Rozpoczęły się desperackie poszukiwania, które śledził niemal cały świat. Przez pierwsze doby od zaginięcia łodzi wszyscy żyli nadzieją, że uda się ją odnaleźć. Główną rolę grał czas, załoga miała bowiem ograniczone zapasy tlenu.
Niestety, po pięciu dniach usłyszeliśmy tragiczne wieści. Na dnie Oceanu Atlantyckiego znaleziono szczątki Titana. Wiadomo, że doszło do implozji, która w ułamku sekundy zabiła całą załogę. "New York Times" rozmawiał z Christiną Dawood, żoną i matką dwojga pasażerów, którzy zginęli w oceanicznych głębinach.
Tak wyglądały ostatnie chwile załogi Titana
Kobieta, która towarzyszyła najbliższym w podróży na statku-matce powiedziała, że przez większość czasu jej bliscy mieli przebywać w całkowitej ciemności, słuchać ulubionej muzyki i podziwiać bioluminescencyjne morskie stworzenia. Brak oświetlenia na pokładzie łodzi wynikał z konieczności oszczędzania akumulatorów - te miały zostać włączone po dotarciu do wraku Titanica i zasilić reflektory.
Christine opowiedziała też, że przed wejściem na pokład Titana, jej mąż i syn musieli przejść przez wielogodzinne odprawy. Kazano im założyć specjalne kombinezony, w których ciężko było się poruszać, ale skutecznie chroniły przed niskimi temperaturami, jakie panują pod wodą.
- Mój mąż od początku chłonął wszystkie informacje o tej wyprawie. Widziałam ten błysk w jego oczach, gdy mówił o tych wszystkich nerdowskich rzeczach. Cieszył się jak małe dziecko - powiedziała.
19-latek zajął miejsce matki
Z relacji Christine dowiadujemy się, że początkowo to ona miała towarzyszyć mężowi w wyprawie na dno Oceanu Atlantyckiego. Plany pokrzyżowała początkowo pandemia, a gdy ta dobiegła końca, ich syn, który w chwili śmierci miał 19 lat, był już na tyle duży, by towarzyszyć ojcu, zajął więc miejsce matki.
Poza 19-letnim Sulemanem Dawoodem i jego ojcem Shahzadem, w tragedii zginęli dyrektor wykonawczy OceanGate Stockton Rush, brytyjski miliarder i podróżnik Hamish Harding oraz francuski nurek Paul-Henry Nargeolet.
RadioZET.pl/"New York Post"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET