`

Katastrofa łodzi Titan. Syn miliardera nie chciał tego robić. "Zapomnieliśmy o lekcji z Titanica"

3 min. czytania
23.06.2023 08:55
Obserwuj nas na Google

Titan podzielił los Titanica, spoczywając na oceanicznym dnie w jego bezpośredniej okolicy. Pięć osób, w tym CEO firmy, która zorganizowała podwodną wyprawę, nie żyje. Amerykańskie i kanadyjskie media ujawniają kolejne fakty. Co o katastrofie Titana wiemy do tej pory? Jak zginęło pięcioro mężczyzn?

Titan
fot. EastNews/Twitter

Titan, komercyjna łódź firmy OceanGate, miała bezpiecznie dotrzeć do wraku Titanica, a podzieliła jego los. Wiadomo już, że fragmenty batyskafu odnaleziono niespełna 500 metrów od legendarnego liniowca. Pięć osób zginęło w wyniku implozji - zapadnięciu się materii - wywołanej najpewniej rozszczelnieniem w wyniku ciśnienia. Głos zabierają najbliżsi tragicznie zmarłych, ratownicy, byli wojskowi i James Cameron, reżyser "Titanica" z 1997 r., który na "pokładzie" Titanica spędził więcej czasu, niż... jego kapitan.

Titan powtórzył tragedię Titanica. Syn miliardera "bardzo nie chciał"

Najmłodszym członkiem załogi, której poszukiwania trwały od niedzieli 18 czerwca, był 19-letni Suleman Dawood, syn 48-letniego pakistańsko-brytyjskiego miliardera Shahzada. Po tym, jak Straż Wybrzeżna USA poinformowała o odnalezieniu pierwszych szczątków batyskafu, a firma Ocean Gate przyznała, że załoganci nie żyją, amerykańskie i kanadyjskie media skontaktowały się z najbliższymi ofiar. Ciocia Sulemana, cytowana przez serwis "SkyNews" przyznała, że chłopak nie chciał udawać się na eksplorację dna Atlantyku.

- Bardzo nie chciał tego robić, ale to był Dzień Ojca, to było doświadczenie łączące - mówiła, zaznaczając, że chłopak chciał przeżyć "przygodę życia", jak jego ojciec. W wyjątkowo przykry sposób opisała swoje poczucie winy z powodu śmierci nastolatka. Opisywała, że żałuje "każdego oddechu powietrza", który brała, czekając na wiadomości z dna oceanu. "Jak śmiem oddychać, kiedy Sulman nie może?".

Tragedia Titana. Co dotąd wiemy? Odszkodowania i nieoficjalne ustalenia

W piątkowy poranek wiadomo już, że cała pięcioosobowa załoga zginęła - najprawdopodobniej w wyniku implozji spowodowanej ciśnieniem. Roboty na dnie oceanicznym wciąż mają prowadzić działania wydobywcze, zbierając szczątki batyskafu i materiał dowodowy. Nie jest do końca jasne, kiedy faktycznie doszło do implozji. Pojawiają się nieoficjalne ustalenia, z których wynika, że amerykańskie służby odnotowały sygnał - utożsamiany z implozją - już w niedzielę. Dale Mole, były lekarz US Navy cytowany przez SkyNews, twierdzi, że pasażerowie własnej śmierci mogli nawet nie poczuć, a taki los jest, w ostatecznym rozrachunku, najlepszym możliwym. - Można sobie tylko wyobrazić, jak by to było. Jest zimno, kończy się tlen... to, co się stało, to w tej sytuacji najlepszy możliwy scenariusz - opiniuje.

Redakcja poleca

Tymczasem Reuters analizuje sytuację prawną firmy OceanGate, która stoi za wyprawą. Jak czytamy, prawo morskie działa w ten sposób, że właściciele statków komercyjnych uczestniczących w wypadku mogą zwrócić się do sądu w USA o ograniczenie roszczeń odszkodowawczych, o które wnosiłyby rodziny, do aktualnej wartości statku. Ze statku wiele nie zostało, dlatego taka wartość wynosiłaby... zero. W teorii OceanGate mógłby tak postąpić, jednak - na co zwraca uwagę Reuters - firma musiałaby udowodnić, że nie miała wiedzy o potencjalnych wadach swojego statku.

To byłoby trudne z kilku powodów: już teraz źródła "New York Times" sugerują, że były ostrzeżenia ekspertów. W 2018 r. OceanGate miała usłyszeć, że eksperymentalna łódź może ulec "katastrofalnym" problemom. Firma realizuje wycieczkowy transport do Titanica od 2021 r. Już teraz pojawiają się nieoficjalne głosy, jakoby w wycieczkach OceanGate brał udział m.in. Mike Reiss, scenarzysta "The Simpsons". Miał opowiadać, że firma wymagała m.in. wyraźnego zrzeczenia się odpowiedzialności za ewentualną śmierć.

James Cameron: "Zapomnieliśmy lekcji z Titanica"

James Camreon, reżyser "Titanica" z 1997 r. sam podliczył, że na "pokładzie" legendarnego liniowca spędził więcej czasu, niż jego kapitan. Brał udział w szeregu podwodnych wypraw, a teraz twierdzi, że "zapomnieliśmy o lekcji", którą dała nam katastrofa Titanica.

- W tym przypadku nie pamiętaliśmy lekcji z Titanica. Ci z OceanGate też nie pamiętali. Arogancja, która wysłała ten statek na dno, jest tą samą arogancją, która wysłała kapitana Titanica na spotkanie z losem. To łamie serce. To, że to było tak bardzo do uniknięcia - mówi w rozmowie ze CNN.

RadioZET.pl/SkyNews/CNN/The New York Times

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET