"To już nie jest szpital, to masowy grób". Kolejne brutalne starcia w Syrii po ogłoszeniu rozejmu

2 min. czytania
19.07.2025 16:57
Obserwuj nas na Google

Premier Izraela Benjamin Netanjahu i prezydent Syrii Ahmed Al-Sharaa, przy wsparciu sekretarza stanu USA Marco Rubio, zgodzili się na zawieszenie broni, które poparły Turcja, Jordania oraz sąsiednie kraje - poinformował w piątek na X Tom Barrack, specjalny wysłannik USA ds. Syrii. Mimo tego w sobotę w południowej prowincji Suwejda nadal toczyły się walki, a nad stolicą unosiły się kolumny dymu. Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka (SOHR) z siedzibą w Londynie dotąd zginęło tam 940 osób.

Syria
fot. SHADI AL-DUBAISI/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak swój atak na Syrię argumentuje Izrael. 
  • Co powiedział przywódca plemienny Anas Al-Enad o starciach.
  • Ile ofiar zginęło w prowincji Suwejda od 13 lipca.

Zawieszenie broni w Syrii

Starcia toczą się pomiędzy sunnitami i Beduinami (również wyznającymi islam sunnicki) z jednej, a mniejszością druzyjską, dominującą w prowincji Suwejda, z drugiej strony. W sobotę nad stolicą Syrii wzniosły się kolumny dymu. Wcześniej kancelaria tymczasowego prezydenta Syrii Ahmeda al-Szara ogłosiła wprowadzenie "natychmiastowego i całkowitego zawieszenia broni”. Zagrożono przy tym, że każdy przypadek złamania rozejmu zostanie potraktowany jako "pogwałcenie suwerenności Syrii”. 

W piątek USA ogłosiły rozejm między Syrią a Izraelem, wzywając "druzów, Beduinów i sunnitów do złożenia broni”. Izrael ostrzelał wcześniej cele w Syrii, zarówno w Damaszku, jak w Suwejdzie, twierdząc, że robi to w obronie atakowanych druzów. W sobotę szef izraelskiej dyplomacji Gideon Saar napisał w serwisie X, że "w Syrii al-Szary niebezpiecznie jest należeć do mniejszości - Kurdów, chrześcijan, alawitów czy druzów". "Zostało to dowiedzione w ostatnich miesiącach kilkukrotnie” - dodał. 

Redakcja poleca

Syria. W starciach zginęło 940 osób

W piątek do prowincji zaczęli napływać zbrojni członkowie klanów, by pomóc Beduinom. Przywódca plemienny, Anas Al-Enad, powiedział dziennikarzowi AFP, że przybył ze swoimi ludźmi z Hamy w centralnej Syrii "w odpowiedzi na wezwania Beduinów o pomoc”. Relacjonujący na miejscu zdarzenia dziennikarz agencji AFP opisał atakujących wyposażonych w broń automatyczną. - Przybyliśmy tutaj i zamierzamy zmasakrować ich wszystkich w ich domach - powiedział jeden z bojowników plemiennych, nazywający siebie Abu Dżasem.

Lekarz ostatniego działającego w mieście szpitala przekazał, że od poniedziałku do piątku szpital przyjął "ponad 400 ciał”, w tym zwłoki dzieci i starców. - To już nie jest szpital, to masowy grób - powiedział agencji inny lekarz. W mieście nie ma wody ani prądu, a komunikacja jest odcięta - podkreśliła agencja.
Według SOHR od 13 lipca w prowincji zginęło 940 osób, w tym m.in. 588 druzów (326 bojowników i 262 cywilów) - 312 członków sił rządowych, które operowały od wtorku do czwartku, i 21 sunnickich Beduinów. Liczb tych nie można zweryfikować, ale jak zauważa agencja dpa, informacje dostarczone przez organizację są uważane za wiarygodne.

Źródło: Radio ZET/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET