To najwyższy niezdobyty szczyt świata. Wejście zostało zakazane
Choć zdawałoby się, że wszystkie szczyty świata zostały już zdobyte, wciąż pozostają góry, na których nie stanął żaden człowiek. Najwyższą z nich jest leżąca w Bhutanie Gangkhar Puensum. I przez długi raczej zapewne nikt nie będzie mógł nawet spróbować stanąć na jej szczycie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Gangkhar Puensum jest niezdobytym szczytem.
- Jakie czynniki wpływają na zakaz wspinaczki w Bhutanie.
- Co może przyczynić się do zmiany prawa wspinaczkowego w Bhutanie.
Choć według rankingu Światowej Organizacji Turystyki Bhutan jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się pod względem turystyki krajów, cały czas pozostaje dla zdecydowanej większości mało znany i dopiero czeka na odkrycie.
To liczące nieco ponad 800 tysięcy mieszkańców państwo kryje w sobie mnóstwo atrakcji, choć ta, która budzi chyba największe zainteresowanie, pozostaje dla odwiedzających niedostępna. Mowa o Gangkhar Puensum, najwyższym niezdobytym dotąd szczycie świata.
Boją się rozgniewać bogów
Fakt, że szczyt do tej pory nie został zdobyty, wynika nie tylko ze skali trudności, ale także z uwarunkowań polityczno-społecznych. W 1994 władze Bhutanu zakazały wspinaczki na szczyty wyższe niż 6000 metrów, a od 2003 roku wspinaczka w tym kraju została zakazana. Wszystko z powodu chęci poszanowania lokalnych wierzeń.
W Bhutanie cały czas głęboko zakorzeniony w społeczeństwie jest buddyzm, który akurat tam oparł się napływom innych kultur i cywilizacji. - W krajach, w których buddyzm pozostał żywy, takich jak Mongolia, Tybet, Nepal czy Bhutan, ludzie wierzą, że duchy mają swoich opiekunów, swoich bogów. W części z nich te wierzenia zostały zachwiane przez napływ cywilizacyjny. W Tybecie poprzez zniewolenie przez Chiny, w Mongolii przez Rosję, a w Nepalu przez Indie. Te kraje doświadczyły naporu cywilizacyjnego, który nieco uciszył strukturę ich wierzeń i codzienności. Natomiast Bhutan, był bardzo niedostępny, pierwsze lotnisko wybudowane tam w 1974 roku, co usprawniło wjazd od strony Indii, a żeby dostać się do tego kraju od strony północnej, czyli Himalajów, trzeba było zorganizować prawdziwą ekspedycję – mówi w rozmowie z RadioZET.pl Renata Sabela, podróżniczka i przewodniczka, właścicielka biura turystycznego Soul Travel.
- Do tego, mając świadomość, że jest małym państwem i jego przetrwanie zależne jest od kogoś, kto weźmie je pod skrzydła, wybrał sojusz z Wielką Brytanią i Indiami, w ramach którego pozostał niezależny. To pozwoliło Bhutanowi zachować strukturę wierzeń i spójność między światem zewnętrznym, cywilizacją, a tym, czego nie widzimy – dodaje.
Żeby zobrazować, jak głęboko w Bhutańczykach tkwią ich wierzenia, Sabela opisuje sytuację, której w czasie jednej z wypraw do tego kraju doświadczył mąż podróżniczki. Podczas wielogodzinnej wędrówki po górach, kiedy doszli do górskiej źródełka, mężczyzna, chcąc się ochłodzić, zanurzył stopy w górskim jeziorku. Jedna z kobiet natychmiast zwróciła mu uwagę, że obraził bogów gór i będzie musiał przeprosić.
W następnych dniach w wiosce, z której wyruszali, zmarło dwoje młodych ludzi. Dla mieszkańców było jasne, że to kara za to, co wydarzyło się w górach. Mąż podróżniczki musiał odprawić rytuał przebłagalny i przeprosić górskich bogów. Dopiero wtedy mieszkańcy mu wybaczyli, choć ich przewodnik miał z tego powodu wiele problemów.
- Dla nich to nie są bajki, opowiadane dzieciom do lat sześciu. Bhutańczycy wierzą, że ci bogowie mieszkają w górach i mają swoje prawa. I jeśli zostaną naruszone, ukarana zostanie cała społeczność – tłumaczy Renata Sabela.
Wszystkie próby nieudane
Himalaiści często mówią o czekaniu na okno pogodowe. W przypadku Gangkhar Puensum bardziej adekwatnym określeniem byłoby okno polityczne, które jednak obecnie jest zamknięte. Natomiast przez jakiś czas było otwarte, co pozwoliło na cztery próby zdobycia szczytu.
Między 1983 a 1985 roku czterokrotnie próbowano zdobyć najwyższy szczyt Bhutanu, ale obfite opady śniegu i bardzo trudne warunki atmosferyczne sprawiły, że żadnej z ekip nie udało się wejść na szczyt. Najbliżej byli Brytyjczycy, prowadzeni przez Steve’a Berry’ego, ale tuż przed szczytem musieli zrezygnować z ataku szczytowego z powodu gwałtownej burzy.
Choć zakaz wspinaczki powyżej 6000 m n.p.m. obowiązuje w Bhutanie od 1994 roku, cztery lata później japońska ekipa spróbowała go obejść i otrzymała zgodę na wejście na Gangkhar Puensum od Chińskiego Towarzystwa Alpinistycznego. Władze Bhutanu zaczęły jednak protestować i zgoda została cofnięta.
„Nie ma miejsca na sztuczność”
Czy decyzja króla o tym, by zakazać wspinaczki wysokogórskiej, może zostać cofnięta? Jak tłumaczy Renata Sabela, jest ona odzwierciedleniem tego, co myśli i w co wierzy bhutańskie społeczeństwo. – Mieszkańcy Bhutanu nie postrzegają wspinaczki wysokogórskiej jako możliwości zarobku. Gdyby naruszono spokój i harmonię bogów gór, każdy czułby się upokorzony i wręcz okaleczony czymś takim – mówi.
- Bhutan to jest kraj, w którym nie ma miejsca na sztuczność. Tam nikt nie tworzy czegoś pod turystykę. Rzeczy albo się wydarzają, bo są ważne dla mieszkańców, albo nie mają miejsca. Nie interesuje ich nic, co nie jest związane z ich tradycją. Nie chcą zapraszać kogoś, kto może naruszyć ich wierzenia. Finanse nie są dla nich wyznacznikiem, bo dla Bhutańczyków dobrobyt nie jest związany z pieniędzmi, a z życiem blisko natury, bogatym w zdrowie i w harmonię. I to ich wzbogaca, nie pieniądze. Stąd np. realizują tylko projekty, które nie szkodzą środowisku i społeczeństwu – wyjaśnia właścicielka Soul Travel.
Jej zdaniem w przyszłości, szczególnie jeśli coraz więcej Bhutańczyków będzie wyjeżdżać, może dojść do zmiany w prawie i przywrócenia możliwości wspinaczki powyżej 6000 m n.p.m., ale muszą przeminąć całe pokolenia, żeby można było o tym myśleć.
- Dawniej Bhutan był krajem zamkniętym, nikt nie myślał o wyjeździe z kraju. Teraz Bhutańczycy wyjeżdżają w celach zarobkowych, np. do Australii. Tak więc musiałby naprawdę zostać zaburzony światopogląd całego pokolenia, żeby tę decyzję zmienić. Moim zdaniem może to zająć dwa pokolenia, na pewno nie mniej, bo jest to mocno zakorzenione w całej strukturze społeczeństwa – uważa podróżniczka.
- To jest nasze europejskie przeświadczenie, że się cokolwiek zdobywa. Góry są i będą. Można się do nich pomodlić – podsumowuje Renata Sabela.
Szczyty wciąż czekają na zdobywców
Gangkhar Puensum nie jest jedynym szczytem, który wciąż czeka na zdobywców. Cały czas na świecie pozostają wysokie góry, na których nigdy nie stanęła ludzka stopa. Choć na większości z nich próby są nieustannie podejmowane.
Do zdobycia pozostaje m.in. Karijang (7221 m n.p.m), na który wejście utrudnia niezwykle stroma ściana i trudne warunki atmosferyczne, a także problemy z uzyskaniem pozwolenia na wspinaczkę. Nikomu nie udało się także wspiąć na Tongshanjiabu (7207 m n.p.m.), który leży na pograniczu Bhutanu i Chin.
Wszystkie te szczyty rozpalają wyobraźnię i niewykluczone, że kiedyś w końcu zostaną zdobyte. Na razie jednak człowiekowi pozostaje tylko pokornie skłonić się przed potęgą gór.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET