Toksyczny pożar w zakładzie recyklingu. Ludzie nie mogą wrócić do domów
Pożar w zakładzie recyklingu tworzyw sztucznych spowodował, że nad Richmond w USA pojawiła się chmura toksycznych oparów. Około 2 tys. okolicznych mieszkańców musiało opuścić swoje domy. Ogień ugaszono, zagrożenie wciąż jest jednak poważne, nie wiadomo, kiedy ludzie będą mogli wrócić do swoich mieszkań.
Ogromny pożar w zakładzie recyklingu tworzyw sztucznych w Richmond w amerykańskim stanie Indiana, który wybuchł we wtorek, został już niemal ugaszony. Mimo to okoliczni mieszkańcy wciąż nie mogą bezpiecznie wrócić do domów, wszystko przez toksyczne opary, które rozniosły się po całej okolicy. Zdaniem ekspertów, zagrożenie może się utrzymać przez długi czas.
Burmistrz Richmond Dave Smith powiedział w czwartek wieczorem, że służby skupiają się obecnie na pobieraniu próbek powierza i wody. - Gdy poznamy wyniki badań, będziemy mogli podjąć decyzję o tym, kiedy zdjąć nakaz ewakuacji - wyjaśnił. Obecnie do domów nie może wrócić około 2 tys. osób mieszkających w najbliższej okolicy zakładu.
Lokalne władze wydały też ostrzeżenia dla osób, które mieszkają w dalszej odległości od miejsca pożaru. "Jeżeli wiatr wieje w waszą stronę powinniście zostać w mieszkaniu. Zamknijcie okna i wyłączcie klimatyzacje" - napisano w komunikacie.
Toksyczny pożar w USA. "Wiedzieliśmy, że to się stanie"
CNN dotarł do rodziny, która po wybuchu pożaru we wtorek uciekła ze swojego mieszkania.- To naprawdę niewiarygodne. Sprawia, że martwię się o zdrowie mojej rodziny nie tylko dzisiaj, ale też w przyszłości. Kto wie, jak długo może to wisieć w powierzu - powiedział mediom Corey McConnell.
Inna z okolicznych mieszkanek, Wendy Snyder, która schroniła się w budynku Czerwonego Krzyża powiedziała, że wróciła na chwilę do domu, by zabrać kilka rzeczy. - Kiedy weszłam na swoją werandę poczułam zapach palonego plastiku. Nie miałam na sobie maski i czułam, że pali mnie gardło - relacjonowała.
Obecnie przyczyna wybuchu toksycznego pożaru nie jest znana. Będzie to zbadane w najbliższym czasie. Lokalne władze jako winnego wymieniają właściciela zakładu. CNN podaje, że już od 2019 roku urzędnicy wiedzieli, że obiekt stwarza zagrożenie pożarowe. - Wiedzieliśmy, że nie chodzi o to czy, ale kiedy to się stanie - powiedział szef straży pożarnej.
RadioZET.pl/CNN
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET