"W ciągu 4 godzin było tyle wody, co w Lądku-Zdroju w ciągu 4 dni". Dramat w Hiszpanii
Do 158 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych powodzi w Hiszpanii. Trudno nie porównywać tego kataklizmu z tragedią, która w połowie września dotknęła Polskę i inne kraje Europy Środkowej. - Choćby w Walencji czy innych rejonach, z których docierają do nas informacje, w ciągu zaledwie czterech godzin było tyle wody, co w Lądku-Zdroju w ciągu czterech dni - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską dr Radosław Stodolak, hydrolog z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.
- 10 zdjęć Zobacz galerię
Powódź w Hiszpanii. Rośnie liczba ofiar
Cyklon Dana od wtorku pustoszy Hiszpanię. W kraju doszło do ogromnej powodzi. Żywioł najwięcej szkód wyrządził w Andaluzji na południu kraju, Walencji na wschodzie oraz Kastylii La-Mancha w centralnej części kraju, szczególnie dotykając prowincję Albacete. Niestety, cały czas rośnie też bilans ofiar śmiertelnych. Według najnowszych doniesień życie straciło co najmniej 158 osób, z czego 155 odnotowano w prowincji Walencja, dwie w regionie Kastylia-La Mancha i jedną w Andaluzji.
Premier Hiszpanii Pedro Sanchez obiecał zapewnienie niezbędnej pomocy poszkodowanym. Przestrzegł również, że burze wciąż trwają - dla Tarragony w Katalonii i Castellon w Walencji wydano w czwartek czerwone alarmy pogodowe. Zagrożenie burzowe występuje też w Aragonii na północnym wschodzie i Andaluzji na południu. Od czwartku w Hiszpanii obowiązuje trzydniowa żałoba narodowa.
Zjawisko atmosferyczne, o którym mowa powyżej, powstaje, gdy zimne powietrzne napotyka nad Morzem Śródziemnym na ciepłe i wilgotne, co prowadzi do ekstremalnych zjawisk pogodowych, takich jak burze, tornada i powodzie. Obecna katastrofa atmosferyczna jest najpoważniejszą w Hiszpanii od 1973 roku, kiedy w wyniku ulewnych deszczów, które doprowadziły do zniszczeń w kilku miastach w Murcji i Andaluzji na południu Hiszpanii, zginęło około 300 osób - przypomniał dziennik "El Mundo".
"W ciągu czterech godzin było tyle wody, co w Lądku-Zdroju w ciągu czterech dni"
- Dla tego regionu Hiszpanii to był opad roczny. Dla porównania powiem, że choćby w Walencji czy innych rejonach, z których docierają do nas informacje, w ciągu zaledwie czterech godzin było tyle wody, co w Lądku-Zdroju w ciągu czterech dni - wyjaśnia w rozmowie z Wirtualną Polską dr Radosław Stodolak, hydrolog z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.
Zauważa on, że to, co wydarzyło się na południu Europy, miało podobną genezę, jak niedawna powódź w Polsce i Czechach, gdy znad północnych Włoch dotarł do środkowej Europy wilgotny niż genueński. - Zjawisko zwane "zimną kroplą" występuje, gdy np. masy powietrza znad oceanu wędrują i zderzają się z chłodnymi frontami. Na styku tych dwóch mas pojawiają się nagle bardzo intensywne opady deszczu, wręcz katastrofalne - tłumaczy Stodolak.
Zmiany klimatu. "Budzimy się w nowej rzeczywistości"
Ekspert podkreśla, że choć synoptycy bazują na coraz dokładniejszych modelach analitycznych, to wskutek gwałtownych zmian klimatu nie sposób w 100 proc. przewidzieć tego, jaka będzie pogoda.
To sprawia, że mimo rozwiniętych narzędzi technologicznych oraz dopracowanego systemu ostrzegania, nie udało się uniknąć ofiar i strat. Stodolak podaje przykład tzw. powodzi błyskawicznej, której "praktycznie nie da się przewidzieć, bo taka powódź ma charakter lokalny".
Mimo że tamtejszy instytut wydawał ostrzeżenia dla całego regionu, to jednak nie było wiadomo, gdzie dokładnie takie nagłe oberwanie chmury się pojawi - dodaje. Zwraca też uwagę na tragizm w postaci ofiar, które np. utknęły w samochodach. - Taka ilość wody nie jest do przyjęcia nawet przez pola czy lasy. W gęsto zabudowanym terenie nie ma, gdzie wsiąknąć
Rozmówca WP przyznaje, że skłania się ku teorii, że "budzimy się w nowej rzeczywistości, jeśli chodzi o klimat". - On się zawsze zmieniał, ale nigdy tak szybko. Po raz pierwszy duża zmiana nastąpiła na przestrzeni jednego pokolenia. 40-latkowie pamiętają mroźne i białe zimy, nasze dzieci już tego nie znają - podkreśla
Źródło: Radio ZET/PAP/Wirtualna Polska/X