Watykanista wskazuje możliwych następców papieża Franciszka
- Po raz pierwszy w dziejach Kościoła mamy do czynienia z tak dużym rozproszeniem kardynałów po peryferiach Kościoła. Nie znają się oni dobrze, stąd wynik konklawe jest niepewny, jest sporą zagadką – mówi w rozmowie z RadioZET.pl prof. Arkadiusz Stempin, watykanista.
Aleksandra Pucułek: Kto mógłby zostać nowym papieżem?
Prof. Arkadiusz Stempin, watykanista i historyk z Uczelni Korczaka w Warszawie i Uniwersytetu we Freiburgu: - Opierając się na logice i racjonalnych przesłankach, papieżem powinien zostać Franciszek II, a nie Benedykt XVII czy Jan Paweł III.
Czyli inaczej mówiąc, kardynałowie nominowani przez Jana Pawła II czy Benedykta XVI są raczej bez szans?
- Tak, to jest grupa konserwatywnych duchownych, a zdecydowana większość kardynałów, którzy wezmą udział w konklawe – 108 ze 135 - pochodzi z namaszczenia papieża Franciszka.
Czemu papież Franciszek powołał tak wielu kardynałów?
- Trochę udemokratycznił osobę i godność kardynalską, uczynił ją dla zwykłych ludzi, czyli nie tylko dla tych, którzy piastują najwyższe funkcje. Obdarzał tymi godnościami ludzi, którzy w piramidzie władzy kościelnej nie sytuowali się najwyżej. Na kardynałów wybierał duchownych - nie tylko biskupów ale i zwykłych księży - ulepionych z jego gliny i spośród nich powinien zostać wyłoniony kolejny papież. Największe szanse wydaje się mieć arcybiskup Boloni Matteo Zuppi, który reprezentuje Kościół ubogi, ubogich ludzi, czyli aksjologię, którą reprezentuje też papież Franciszek.
Nie mamy więc szansy na kolejnego papieża Polaka?
- Nie.
W konklawe będzie brało udział czterech kardynałów z Polski: Konrad Krajewski, Kazimierz Nycz, Stanisław Ryłko i Grzegorz Ryś.
- Tak, w konklawe mogą uczestniczyć tylko kardynałowie, czyli biskupi, którzy uzyskali godność kardynalską, powyżej statusu biskupa. Z wyjątkiem tych, którzy przekroczyli 80. rok życia. Stąd z polskich kardynałów w konklawe nie będzie brał udziału kardynał Stanisław Dziwisz.
Kardynałowi Rysiowi papież Franciszek nadał godność kardynalską, nie ma więc on szans na zostanie głową Kościoła Katolickiego?
- Kardynał Ryś byłby dobrym papieżem, ale po pierwsze zbyt krótko jest kardynałem, a po drugie w tym momencie taka jest wyczuwalna atmosfera w Watykanie, że po trzech nominacjach zagranicznych kardynałów – Polaka, Niemca i Argentyńczyka – papieżem powinien zostać Włoch.
Czyli wracamy do Włochów i nikt z Ameryki Południowej ani z Afryki, gdzie Kościół rośnie w siłę, w przeciwieństwie do innych zakątków świata, nie ma raczej szans?
- Kościół afrykański z reguły jest konserwatywny, wręcz ultrakonserwatywny i bardzo radykalny. Np. nie toleruje homoseksualistów w Kościele. Natomiast Franciszek nikogo nie wykluczał ze społeczności Kościoła. Ostatnia adhortacja papieska wprowadzała pewnego rodzaju błogosławieństwo dla par homoseksualnych, co wywołało na kontynencie afrykańskim burzę.
Czyli jednym z kryteriów wyboru nowego papieża miałaby być reprezentacja Kościoła ubogiego, synodalnego i otwartego.
- Tak, niedogmatycznego i niepiętnującego, Kościoła reprezentującego interesy tych najniżej usytuowanych w piramidzie społecznej. Kościoła, który jest szpitalem polowym, a nie inkubatorem świętych. Jeżeli do tej aksjologicznej warstwy dołożylibyśmy kryterium polityczne, arytmetykę polityczną, to na pewno duże szanse ma kardynał Pietro Parolin, urzędujący sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej. Czyli formalnie osoba numer dwa w Watykanie. W nomenklaturze zwykłego świeckiego państwa byłby on kimś w rodzaju premiera.
Parolin jest mało znany publicznie, bo raczej wolał pozostać w cieniu Franciszka i nie miał ambicji bycia wicepapieżem. Ma jednak ten plus, że blisko sytuuje się Franciszka, ale jednocześnie mógłby liczyć na głosy centrystów i to prawdopodobnie powinno zapewnić mu dwie trzecie plus jeden wymaganych głosów kolegium kardynalskiego.
Rozpoznawalność ma znaczenie przy wyborze papieża?
- Nie, ona może mieć znaczenie dla nas, odbiorców, ale my nie decydujemy o tym, kto będzie papieżem. W przypadku tego konklawe mamy do czynienia nie tylko z nominacjami kardynalskimi osób, które są aksjologicznie ukonstytuowane przez Franciszka, czyli reprezentują ubogi Kościół, ale w większości są to też osoby z peryferii Kościoła. To nie są tylko osoby z Turynu, Rzymu czy Krakowa, czyli z ośrodków, które zawsze były w Europie postrzegane jako stolice kardynalskie. Ci kardynałowie mieli inne możliwości logistyczne niż np. kardynał z Mozambiku czy z Indonezji.
Teraz większość franciszkańskich kardynałów, bo aż 69, czyli 50 proc. konklawe, pochodzi z globalnego południa. Po raz pierwszy w dziejach Kościoła mamy do czynienia z tak dużym rozproszeniem kardynałów po peryferiach Kościoła. W efekcie wszyscy nie znają się dobrze, nie mają naturalnych i tradycyjnych możliwości networkingu. Stąd wynik tego konklawe jest niepewny, jest zagadką.
Kardynałowie muszą się porozumieć, omówić, kogo chcą wybrać, ale mają niewielkie handicapy w ręku, by dokonać selekcji, wstępnego wyboru, więc to będzie odbywało teraz na szybko w Rzymie. Z reguły gdy spodziewamy się zgonu albo abdykacji papieża, to już duża grupa kardynałów przyjeżdża od Rzymu. W tej chwili jest już tam więcej kardynałów niż zazwyczaj, więc z pewnością prowadzą oni nieformalne dyskusje, kogo forować na konklawe. Już od tygodnia, jak nie od miesiąca, te rozmowy trwają, bo poszczególne frakcje chcą wystąpić ze swoim kandydatem. Poza tym podczas konklawe, jak w każdym środowisku zamkniętym, powstaje pewna nieprzewidywalna dynamika wewnętrzna.
To znaczy?
- Wiadomo, że na starcie trudno jest znaleźć kandydata, który zdobędzie wymaganą większość głosów, więc np. w pierwszym głosowaniu jeden kardynał zdobywa 20 głosów, drugi 15, trzeci pięć, a kolejnych dziesięciu po jednym głosie. W momencie kiedy któryś z kardynałów rozpoznaje, że po trzecim, czwartym głosowaniu - takich głosowań w ciągu dnia przeprowadza się cztery: dwa przed południem, dwa po południu - nie ma szans na zwycięstwo lub też inni kardynałowie odczytują, że forsowanie tej kandydatury nie ma większego znaczenia, to by przyspieszyć finalne głosowanie, przerzuca się głosy na kandydata z większą liczbą głosów. Stąd nie zawsze ci, którzy mają na starcie większą liczbę głosów, wychodzą z Kaplicy Sykstyńskiej jako papież.
Papież Franciszek mógł mieć swojego faworyta?
- Papież oficjalnie nie mógł powiedzieć: „on powinien być moim następcą”, ale są dyskretne instrumenty, które mogą zasugerować, kto powinien zostać głową Kościoła. Swojego następcę w taki sposób wskazał Jan Paweł II w osobie kardynała Ratzingera. Podobnie było z Pawłem VI, który zasugerowany przez Jana XXIII został papieżem w 1963 roku. Ale to były tylko subtelne sugestie. Wpływać na głosowanie papież nie może, bo konklawe jest organizowane po jego śmierci. Benedykt XVI był ewenementem, bo abdykował.
Papież Franciszek mógł więc kogoś naznaczyć, zasugerować swojego następcę?
- Franciszek długo forował kardynała Luisa Antonia Tagle’a z Filipin, ale ten splamił się aferą, kiedy przewodniczył federacji Caritas Internationalis, w której miało dochodzić m.in. do tuszowania przestępstw. Na pewno nie zostanie więc wybrany papieżem. Z mojego rozeznania takim faworytem Franciszka, którego ten dyskretnie wspierał, może być kardynał z Argentyny Victor Manuel Fernandez, który jest obecnie prefektem Dykasterii Nauki Wiary, czyli według wcześniejszej nazwy Kongregacji Nauki Wiaty. To byłby typ Franciszka. Drugim wydaje się wspomniany Matteo Zuppi.
Konklawe odbywało się już tak naprawdę za życia papieża, kiedy Franciszek poważnie zachorował. To nic nowego, czy jednak znak XXI wieku?
- We wcześniejszych epokach historycznych, w okresie analogowym, sprzed rewolucji informacyjnej papież nie był widoczny na zewnątrz, więc o tym, że słabnie i że wkrótce będzie konieczne zwołanie konklawe, wiedziała tylko grupa najbliżej usytuowana papieża w Watykanie. Przygotowania do wyboru nowej głowy Kościoła - wbrew wykładni teologicznej, według której elekcji papieża dokonuje Duch Święty, a kardynałowie są jedynie tymi, którzy odgadują jego zamiar - tworzenie frakcji, wysuwanie nowych kandydatów, gdy papież jeszcze żyje, to nic nadzwyczajnego. Stało się to już pewną tradycją watykańską, pewnym przyjętym paradygmatem.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET