`

Kolejny kraj na celowniku Putina. „Powiedział mu to w twarz”. Chcą zwieźć tysiące wyborców

7 min. czytania
06.06.2026 08:15
Obserwuj nas na Google

W najbliższą niedzielę obywatele Armenii pójdą do urn. Czy dadzą urzędującemu premierowi, ostatnio mocniej dryfującemu na Zachód Nikolowi Paszynianowi, kolejne cztery lata władzy czy wybiorą kogoś z bardziej zorientowanej na Rosję opozycji. Mówi się też, że Władimir Putin będzie chciał ingerować w te wybory poprzez zwożenie do Armenii obywateli tego kraju zamieszkałych w Rosji. 

Armenia Rosja
fot. Premier Armenii Nikol Paszynian i prezydent Rosji Władimir Putin, IMAGO/Sofia Sandurskaya/Imago Stock and People/East News (zdjęcie z września 2025 roku)

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są główne kierunki polityczne w wyborach w Armenii.
  • Dlaczego Armenia rozważa odejście od prorosyjskiego kursu.
  • Co oznaczają wybory dla przyszłości Armenii w kontekście międzynarodowym.
  • Jakie są możliwe scenariusze ingerencji Rosji w wybory w Armenii.

Wybory parlamentarne w Armenii odbędą się w najbliższą niedzielę. Mieszkańcy tego kaukaskiego państwa zdecydują, czy przez kolejne cztery lata trwać będzie uznawany za bardziej prozachodni kurs obecnego, rządzącego od 2018 roku, premiera Nikola Paszyniana, czy władzę oddać mocniej zorientowanej na Rosję opozycji. W sondażach z poparciem zazwyczaj przekraczającym 30 proc. prowadzi rządząca partia o nazwie „Umowa Społeczna”. Nie jest to wynik, jak sprzed paru lat, gdy ruch Paszyniana cieszył się poparciem 53 proc. Armeńczyków i nie wiadomo, czy może on wystarczyć do utrzymania przewagi w parlamencie. O tym, jak bardzo istotne są to wybory i co może zdarzyć się po zaplanowanym na 7 czerwca głosowaniu, mówił w rozmowie z RadioZET.pl prof. Krzysztof Fedorowicz z Collegium Historicum Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. 

Przede wszystkim – jak zaznacza – to nie tak, że Paszynian (którego poparł i Donald Trump, i przywódcy krajów Unii Europejskiej) jest jednoznacznie prozachodni. - Oczywiście, ma on poparcie prezydenta USA czy innych liderów, trafił też w koniunkturę, gdyż Gruzja, dotychczas przez lata uznawana za bardziej prozachodni kraj na Kaukazie, w tej chwili cofa się z tej europejskiej ścieżki. Premier potrafi to wykorzystać. Ostatnio w Erywaniu odbył się szczyt UE-Armenia, gdzie niekwestionowaną gwiazdą, przyjmowaną niczym celebryta, był prezydent Francji – tłumaczy historyk i politolog. - Ale też prawda jest taka, że Paszynian bardziej gra kartą antyrosyjską niż jest przeciwnym Kremlowi w rzeczywistości. Gdy w 2018 roku przejął władzę po antyrządowych manifestacjach, jeździł potem do Putina, zapewniając go, że protesty nie były wymierzone w Rosję – dodaje. 

Nikol Paszynian - między Zachodem a Rosją?

Kiedy drogi Moskwy i Erywania zaczęły się rozchodzić? Fedorowicz wspomina w tym kontekście o 2023 roku, gdy Armenia utraciła Górski Karabach na rzecz pozostającego z nią w konflikcie sąsiada, czyli Azerbejdżanu. - Nie chcę powiedzieć, że Paszynian się na Rosję obraził, ale zapamiętał, że nie otrzymał od niej wtedy pomocy. A Armenia zawsze myślała o sobie jako o jednym z najwierniejszych sojuszników Rosji – przypomina. Podkreślał, że trzy lata temu szef armeńskiego rządu zaczął prowadzić tzw. politykę dywersyfikacji, czyli szukać także innych sojuszników na arenie międzynarodowej, żeby mieć lewar w relacjach z Kremlem i nie pozostać bez niczego, gdyby Putin znów odmówił mu pomocy.

Oglądaj

- Armenia przestała aktywnie działać w ramach Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, czyli takiego „wschodniego NATO”. Formalnie jest członkiem tej inicjatywy, ale nie płaci już składek, nie uczestniczy w szkoleniach. A jednocześnie zaczęła pogłębiać współpracę np. z Francją, z którą podpisała umowę o partnerstwie strategicznym, kupować broń od Indii. Ale podkreślmy: to nie jest tak, że te wybory zdecydują, czy Armenia pójdzie na zachód, czy zostaje na wschodzie. Pamiętajmy, że jest ona związana również gospodarczo, handlowo z Rosją od ponad 30 lat. Tego się nie tak po prostu przeciąć – wyjaśnia ekspert. 

Zwraca także uwagę, iż fetowany na zachodnich salonach Paszynian, mimo że wybił się przed ośmioma laty na prodemokratycznych, antyrządowych manifestacjach, nie jest ideałem demokraty i wolnościowca. - Wszedł np. w konflikt z Apostolskim Kościołem w Armenii, który dla wielu obywateli jest jednak świętością. Powsadzał nawet do więzień kilku wysoko postawionych duchownych, wdał się w publiczne kłótnie z katolikosem, czyli zwierzchnikiem tamtejszego Kościoła, czyli Karekinem II – wymienia. Zauważa przy tym podobieństwa Paszyniana do  Mikheila Saakaszwilego (w latach 2004-13 prezydenta Gruzji), którego również ulica „wyniosła do władzy” [został prezydentem po tzw. Rewolucji Róż – rd.] i który też reprezentował orientację prozachodnią, a jednocześnie był na bakier z niektórymi regułami demokracji, np. wolnością mediów. - Podejście w stylu „kto nas nie popiera, ten jest naszym wrogiem”. Obawiam się, że tak się może wydarzyć, jeśli Paszynian utrzyma swoje rządy – dodaje rozmówca RadioZET.pl.

Kto może odebrać władze premierowi Armenii?

Kogo premier Armenii ma za rywali? Pretendentów jest trzech: „Silna Armenia” Samvela Karapetyana - oligarchy, który posiada też rosyjskie obywatelstwo - może liczyć na ok. 7-14 proc. głosów, partia kolejnego oligarchy, Gagika Tsurukyana „Kwitnąca Armenia”, z poparciem ok. 7-10 proc., koalicja pod wodzą byłego prezydenta Roberta Kocharyana (rządził krajem w latach 1998-2008), „Sojusz Armenii”, którego wyniki sondażowe wahają się od 4 do 12 proc. Jako że ordynacja jest proporcjonalna, to pojedyncza formacja musi przekroczyć próg 4 proc., koalicje wyborcze składające się z 2-3 podmiotów 8 proc., a te powyżej trzech składowych – 10 proc. 

- Może być tak, że niektóre z tych ugrupowań nie przekroczą dedykowanego dla nich progu wyborczego. A system d’Hondta, znany również w naszym kraju, promuje duże komitety. W przypadku „Umowy Społecznej” Paszyniana możemy mieć więc do czynienia z nadreprezentacją deputowanych. Zupełnie jak w 2015 w Polsce, gdy PiS miało trochę powyżej 37 proc. w wyborach do Sejmu, ale z uwagi na to, że sporo głosów znalazło się pod progiem, to wystarczyło, żeby uzyskać 51 proc. mandatów – tłumaczy Fedorowicz. 

Redakcja poleca

Czy opozycja może, w przypadku gdy obecnemu premierowi zabraknie głosów, zawiązać koalicję i utworzyć rząd? Zdaniem naukowca z UAM jest taka możliwość, aczkolwiek zwraca on jednocześnie uwagę, że każdy z tych opozycyjnych podmiotów ma swoje interesy czy agendę, a „politycznej miłości” bynajmniej między nimi nie ma. - Na pewno rozważają ten wariant, usiądą przy jednym stole, aczkolwiek trzeba też mieć świadomość, że to nie byłaby taka koalicja jak w Polsce. Tam każdy chce być liderem, a niesnaski i nieporozumienia między poszczególnymi politykami są dość widoczne – przyznaje. Według niego jednak największym problemem jest to, czy w przypadku wygranej Paszyniana część opozycji uzna swoją porażkę i czy np. zwłaszcza Karapetyan i jego otoczenie nie wyprowadzą ludzi na ulicę. - Naprawdę ciekawe będzie po wyborach – mówi. 

Kreml będzie ingerował w wybory? Mówi się o tysiącach „nowych’ wyborców

W rozmowie nie mogło zabraknąć wątku potencjalnej ingerencji Rosjan w proces wyborczy, tak jak to wcześniej miało miejsce m.in. w Mołdawii czy Gruzji. Media (m.in. Reuters) donosiły, za źródłami wywiadowczymi, że Kreml rozważa wysłanie na głosowanie do 100 tys. obywateli Armenii mieszkających na stałe w Rosji. Przypomnijmy, że według armeńskiego prawa w wyborach mogą uczestniczyć tylko obywatele przebywający na terytorium kraju w dniu głosowania. Niedozwolone jest więc oddanie głosu drogą korespondencyjną lub w placówkach dyplomatycznych za granicą. Fedorowicz nie wyklucza, że Putin myśli o tym, jak „wmieszać się” w elekcję w Armenii, powątpiewa jednak w podawane przez dziennikarzy liczby. 

- Nie sądzę, żeby zdołali ich zwieźć aż tylu. Patrząc na to, ile samolotów lata między Rosją a Armenią, obstawiam 5-6 tysięcy, ale na pewno nie 100 tysięcy. Żeby ich było więcej, te samoloty musiałyby latać częściej i już na tydzień przed głosowaniem. Ale jakieś operacje ze strony Kremla ze zwożeniem wyborców na pewno będą miały miejsce – twierdzi. Czy te liczby mogą zdecydować o wyniku wyborów? A w Armenii mieszkają zaledwie 3 miliony ludzi, więc jeśli do urn pójdzie nawet 5-6 tysięcy więcej uprawnionych, może to przechylić szalę w jedną bądź drugą stronę.

- Ale weźmy pod uwagę jeszcze inną kwestię, o której się nie mówi. Przecież nie trzeba koniecznie zwozić Ormian do kraju, wystarczy zapłacić tym, którzy są na miejscu. Pamiętajmy, że Armenia to bardzo biedne państwo. Duża część społeczeństwa, może oprócz mieszkańców stolicy, to naprawdę ubodzy ludzie, którzy czasem nie wiedzą, czy zjedzą cokolwiek na obiad. I dla nich dylemat, na kogo idzie głos, nie ma większego znaczenia – wystarczy to, kto zapłaci więcej. Takie sytuacje już zresztą miały tam miejsce, podobnie jak w sąsiedniej Gruzji – mówi rozmówca RadioZET.pl.

Co zrobi Putin? „Ma realnego straszaka na Paszyniana”

Jak na wyniki i na dalszy ewentualny dryf Armenii w kierunku UE i Ameryki może zareagować prezydent Rosji? - Putin w jednej z rozmów powiedział Paszynianowi w twarz, że to, co się stało w Ukrainie, zaczęło się od chęci wejścia Ukraińców do Unii Europejskiej. Dał mu więc jednoznacznie do zrozumienia, „żebyś później nie był zdziwiony, że będziesz miał to samo, co tam”. To realny straszak na Armenię, zwłaszcza że armia rosyjska nie musi się tam przemieszczać, bo ona już tam jest. Rosjanie mają tam dwie bazy wojskowe, które – na mocy podpisanego porozumienia – będą tam stacjonować do 2042 roku. Narzędzi nacisku Putin ma zresztą dużo, bo Rosja już np. wprowadza embargo dla niektórych armeńskich produktów. Zawsze, gdy jakiś „zaprzyjaźniony kraj” zaczyna dryfować w innym kierunku, to się nagle okazuje, że rosyjski rynek zamyka się na jabłka, przetwory czy wodę mineralną – wylicza ekspert. 

Podkreśla, że więzy łączące obydwa kraje są dużo silniejsze niż może się wydawać. - Przecież nie ma kolei armeńskiej, tam jeździ tabor wyprodukowany w Rosji. Rosyjskie są tam sieci elektryczne, gaz. Putin zakomunikował Paszynianowi wprost: „zobacz, ile gaz kosztuje cię teraz, a ile może cię kosztować za chwilę”. To są metody mafijne, ale przecież wszyscy wiemy, jak działa Putin. On zażądał wręcz od premiera Armenii zorganizowania referendum ws. przystąpienia do UE, mówiąc: „albo w jedną, albo w drugą stronę, zdecydujcie się”. W jego opinii rosyjskiemu dyktatorowi marzy się, by Armenia była taką kaukaską wersją Białorusi – kraju teoretycznie autonomicznego i niepodległego, ale z na tyle ograniczoną suwerennością, by nie mogła wykonywać żadnych strategicznych ruchów bez zgody i wiedzy Moskwy. - Nieciekawie byłoby im stamtąd wychodzić czy oddawać to pole innym. Tak jak w przyrodzie, nic nie ginie. Jak jeden podmiot wychodzi, to ktoś inny wchodzi. Jak nie Rosja, to w kolejce czekają już Francja, zaraz Indie, patrzy na to Trump. To jest Rosji bardzo nie na rękę – podsumowuje. 

Źródło: Radio ZET/Mikołaj Pietraszewski

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET