Wybory prezydenckie w Rosji. “Ich wynik jest już znany"
W Rosji trwają wybory prezydenckie. Władimir Putin po raz trzeci raz z rzędu ubiega się o najważniejszy urząd państwowy w tym kraju. - Kreml na pewno “namaluje” wyniki, które będą wyglądały tak, że frekwencja będzie powyżej 70 proc. a poparcie dla Putina powyżej 80 proc. - mówi profesor Agnieszka Legucka, analityczka ds. Rosji w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.
Latem 2020 roku z inicjatywy Putina dokonano zmian w konstytucji Rosji. Dzięki nim urzędujący prezydent może ponownie starać się o reelekcję, gdyż nowy zapis wyzerował liczbę jego kadencji.
- To będzie jego piąta kadencja, którą nie powinien sprawować. To jest system, który z jednej strony wisi na Władimirze Putinie, a z drugiej nie potrafi bez niego funkcjonować. Nie daje gwarancji bezpieczeństwa dla niego samego, gdyby odszedł, ale też dla członków elity władzy - wyjaśnia profesor Agnieszka Legucka.
Kontrkandydaci boją się Putina
Putin rządzi już od 2012 roku. Ma za sobą dwie sześcioletnie kadencje. Dzięki zmianom w konstytucji będzie mógł rządzić nawet do 2036 roku, kiedy to skończy 84 lata. O fotel prezydenta z Władimirem Putinem walczy trzech polityków: Nikołaj Charitonow, Władisław Dawankow i Leonid Słucki.
- Szans nie mają żadnych. Zostali wyselekcjonowani. Ostatecznie zostało ich tylko trzech. Nie pozwolono na to, żeby było ich więcej, żeby nie dopuścić do jakiejś intrygi politycznej - ocenia Legucka.
Charitonow jest kandydatem Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (KPRF), Słucki reprezentuje Liberalno-Demokratyczną Partię Rosji (LDPR), a Dawankow partię Nowi Ludzie i z jej ramienia jest wiceprzewodniczącym parlamentu. Partie zasiadające w parlamencie Rosji nie są opozycją - są lojalne wobec Kremla i jego polityki.
- Co możemy powiedzieć o pozostałych kandydatach? Po pierwsze, są mężczyznami. Takie było kryterium doboru. Po drugie, są nierozpoznawalni w rosyjskiej polityce. Wszyscy kandydaci starają się unikać jakiejkolwiek krytyki Władimira Putina - wyjaśnia ekspertka.
Najpoważniejszy rywal Putina skreślony z list wyborczych
Jeszcze niedawno najpoważniejszym przeciwnikiem Putina w wyborach był Boris Nadieżdin, ale ostatecznie został wykluczony z nich przez Centralną Komisję Wyborczą Federacji Rosyjskiej.
- Nadieżdin występował w rosyjskich programach talk-show, jako taki chłopiec do bicia. Mówił o tym, że wojna na Ukrainie idzie w złym kierunku, że powinna być zakończona. Natomiast wszyscy pozostali uczestnicy tego programu atakowali go, że takie twierdzenia to jest zdrada. Cel był taki, żeby zdyskredytować poglądy antywojenne w rosyjskim społeczeństwie - tłumaczy profesor Legucka.
Boris Nadieżdin miał mieć niewielkie poparcie wśród społeczeństwa, dlatego nie był uznawany przez Kreml za niebezpiecznego rywala. Szybko jednak okazało się, że jest inaczej.
- Rosjanie zmobilizowali się w trakcie kampanii i zaczęli masowo podpisywać się pod poparciem dla Nadieżdina. I to był sygnał dla rosyjskiej władzy, że jego kandydatura mijaj się z pierwotnym celem, czyli zdyskredytowaniem poglądów antywojennych - opisuje specjalistka z PISM.
Boris Nadieżdin twierdził, że jego start w wyborach prezydenckich popiera 200 tysięcy osób. Aby móc startować w wyborach prezydenckich w Rosji trzeba zebrać przynajmniej 100 tysięcy podpisów poparcia. CKW uznała jedynie 95 tysięcy podpisów złożonych przez Nadieżdina.
- Okazało się, że to było zbyt ryzykowne, żeby jego nazwisko znalazło się na karcie do głosowania - wyjaśnia profesor Agnieszka Legucka.
"Kreml jest w stanie wykreować wynik wyborów"
Niezależny portal Meduza podał, powołując się na źródła na Kremlu, że plan władz zakłada wynik ponad 80 proc. głosów dla Putina przy wysokiej frekwencji - od 70 do 80 procent.
- Rosyjskie władze są w stanie po prostu wykreować wynik, który jest znany wcześniej, natomiast czasem zmieniają się rezultaty tych wyborów. Dlatego to jest ważny moment dla rządzącej elity, żeby sprawdzić, czy konsekwencje “namalowania” tych wyborów nie będą dla systemu trudne. To mogłoby przejawiać się tym, że np. Rosjanie wyszliby na ulice i zaczęliby demonstrować. Władze rosyjskie najbardziej obawiają się scenariusza białoruskiego z 2020 r. - mówi ekspertka ds. Rosji.
Po sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich w sierpniu 2020 roku wybuchły największe protesty w historii niepodległej Białorusi. Zginęły co najmniej 4 osoby, a co najmniej 33 tys. poddano represjom.
Wybory również na terenach Ukrainy okupowanych przez Rosję
Lokale wyborcze w Rosji będą działać od 15 do 17 marca w godzinach 8-20 (czasu lokalnego). Zgodnie ze strefami czasowymi w Rosji jako pierwsze otworzyły się lokale wyborcze na Kamczatce (dziewięć godzin wcześniej niż w Moskwie, a więc 14 marca o godz. 21 czasu polskiego), a jako ostatnie zamknięte zostaną w obwodzie królewieckim (nastąpi to godzinę później niż w Moskwie: 17 marca o godz. 19 czasu polskiego).
Głosowanie nazywane "przedterminowym" już trwa na okupowanych przez Rosję terytoriach Ukrainy - obszarach obwodów: zaporoskiego, chersońskiego, donieckiego i ługańskiego.
Rosyjska redakcja BBC podała 14 marca, że według relacji mieszkańców ludzie współpracujący z Rosjanami obchodzą z urnami mieszkania w asyście uzbrojonych wojskowych.
Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET