Miasto zakłóca referendum ws. odwołania Sutryka? "Nie możemy tego tak zostawić"
SOS Wrocław zawiadamia prokuraturę w związku z zakłócaniem referendum w sprawie odwołania prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka - poinformowano we wtorek. - Przez ostatnie dni analizowaliśmy sprawę z naszymi prawnikami i doszliśmy do wniosku, że nie możemy tego tak zostawić bez reakcji - mówi portalowi RadioZET.pl wrocławskie stowarzyszenie.
- Stowarzyszenie SOS Wrocław, które zajmuje się organizacją referendum w sprawie odwołania Sutryka, złożyło zawiadomienie do prokuratury
- Chodzi o zakłócanie organizacji referendum lokalnego
- Zdaniem przedstawicieli stowarzyszenia spółki miejskie nasyłają na wolontariuszy policję, z urzędnicy miejscy straszeni są plotką, że " każdy, kto podpisze wniosek, poniesie surowe konsekwencje służbowe"
Na wolontariuszy SOS Wrocław nasyłano policję
Stowarzyszenie SOS Wrocław w drugiej połowie stycznia ruszyło ze zbiórką podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Jacka Sutryka. Podczas akcji na wolontariuszy wielokrotnie nasyłano policję, o czym informowaliśmy w lutym. Wówczas w ciągu zaledwie 24 godzin przedstawicieli SOS Wrocław skontrolowano aż 4 razy. Zdaniem wrocławskiej policji każda z tych kontroli odbyła się ze względu na zgłoszenia od mieszkańców lub instytucji - w tym Straży Miejskiej. Podobnych sytuacji było jednak więcej. "16 lutego pracownicy aquaparku wezwali na nas policję. Ta po przyjeździe wytłumaczyła spółce, że mamy prawo do prowadzenia zbiórki podpisów. Dwa dni po incydencie rzeczniczka spółki, Aleksandra Pawlicka, postanowiła zagrozić naszym wolontariuszom krokami prawnymi" - relacjonowało stowarzyszenie.
Wówczas portal RadioZET.pl zwrócił się z prośbą o komentarz w tej sprawie do Aquaparku Wrocław. Zapytaliśmy, o jakich konkretnie krokach prawnych mowa. - Nieruchomość, na której stowarzyszenie SOS Wrocław zbierało podpisy, stanowi własność Wrocławskiego Parku Wodnego S.A. - spółki prawa handlowego - i żaden przepis nie upoważnia tej organizacji do swobodnego korzystania z nieruchomości bez zgody właściciela. Ochrona prawa własności przewidziana została na gruncie prawa cywilnego i karnego. Stąd za zasadne uznać należy wezwanie policji przez właściciela nieruchomości. Co więcej, WPW S.A. otrzymał skargi od klientów, którzy nie życzą sobie nagabywania na terenie WPW S.A. w związku z jakimikolwiek inicjatywami politycznymi - powiedziała nam 21 lutego Adrianna Pawlicka, rzeczniczka prasowa wrocławskiego aquaparku. Następnie dodała, że działania grupy SOS Wrocław są poddane analizie prawnej.
Zdaniem Pawła Skowrona z SOS Wrocław interwencja pod aquaparkiem była przeprowadzona źle. - Przeszkadzano nam. Przyszedł człowiek, który się nie przedstawił, ani nie powiedział, kim jest, za to kazał nam odejść. Na prośbę o wylegitymowanie się żadna z tych osób nie odpowiedziała pozytywnie. Przez dłuższy czas wokół nas stali pracownicy ochrony i nie mieliśmy możliwości zbierania podpisów - poinformował. - Ochroniarze nie reagowali, gdy informowałem ich, że łamią art. 249 Kodeksu Karnego, nie pozwalając nam zbierać podpisów. Dodatkowo aquapark straszył nas podjęciem kroków prawnych za zbieranie podpisów. Wezwana została grupa interwencyjna policji, która nas wylegitymowała, ale funkcjonariusze poinformowali nas, że działamy legalnie - dodał przedstawiciel SOS Wrocław.
SOS Wrocław zawiadamia prokuraturę
We wtorek wrocławskie stowarzyszenie poinformowało, że zawiadomienie w tej sprawie złoży do prokuratury. "Służby wrocławskiego aquaparku w porozumieniu z zarządem spółki mogły dopuścić się przestępstwa polegającego na zakłócaniu procesu wyborczego" - czytamy na stronie SOS Wrocław. - Przez ostatnie dni analizowaliśmy sprawę z naszymi prawnikami i doszliśmy do wniosku, że nie możemy tego zostawić bez reakcji. Oczekujemy sprawdzenia, czy działania spółki nie naruszyły art. 249 Kodeksu Karnego o zakłócaniu wyborów oraz kto był odpowiedzialny za wydanie dyspozycji osobom, które się podawały za ochroniarzy, choć odmówili wylegitymowania się właściwymi dokumentami - przekazało portalowi RadioZET.pl SOS Wrocław.
- Od miasta oczekujemy, by zamiast angażować siły w zwalczanie referendum, zaczęło zwalczać miejskie patologie, a od prezydenta Sutryka osobiście - by poinformował wszystkich pracowników Urzędu Miasta i jednostek zależnych, że za podpisanie wniosku o referendum nie spotkają ich żadne konsekwencje. Dziś bowiem są zastraszeni rozpuszczoną plotką, że każdy, kto podpisze wniosek, poniesie surowe konsekwencje służbowe - dodało stowarzyszenie. Damian Daszkowski, jeden z przedstawicieli SOS Wrocław dodał, że wszystkie dane osób popierających referendum zostaną przekazane tylko i wyłącznie do PKW. W związku z tymi doniesieniami z prośbą o ustosunkowanie się do sprawy zwróciliśmy się do biura prasowego Urzędu Miejskiego Wrocławia. Odpowiedzi udzielił Tomasz Sikora. - Błagam, czy możemy zająć się czymś poważnym dla odmiany? Nie komentujemy bzdur, a tą jest plotka, którą wymyślił Piotr Uhle, by przykuć uwagę dziennikarzy do akcji referendalnej, która po prostu idzie jak idzie - skomentował krótko.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET