Kontrowersje po słowach posła z wrocławskiej Lewicy. "Nie widzi w tym niczego zdrożnego"

5 min. czytania
02.09.2024 16:28
Obserwuj nas na Google

Pod koniec sierpnia ujawniono raport z zatrudniania wrocławskich radnych poprzedniej kadencji w miejskich spółkach. Wywołało to lawinę kontrowersji. Według mieszkańców - ale i wielu polityków - jest to wątpliwe etycznie. Natomiast poseł Arkadiusz Sikora z wrocławskiej Lewicy nie widzi w takich zwyczajach niczego złego. "Tu nie ma moralnego wahania" - stwierdził na antenie Radia Wrocław. Do jego słów w rozmowie z portalem RadioZET.pl odnieśli się radni i autorzy głośnego raportu - Sławomir Czerwiński i Robert Suligowski. 

Arkadiusz Sikora
fot. Pawel Wodzynski/East News, Biuro Prasowe Urzędu Miejskiego Wrocławia

Wrocław. Fala kontrowersji po opublikowanym raporcie 

Kilka dni temu pisaliśmy o ujawnieniu raportu z zarobków wrocławskich radnych poprzedniej kadencji w miejskich spółkach. Został on opublikowany przez Roberta Suligowskiego i Sławomira Czerwińskiego. Z dokumentu wynika, że szesnastu miejskich radnych zarobiło w miejskich spółkach prawie 5 mln zł. Niektórzy dorabiali w więcej niż jednej - na przykład Bartłomiej Ciążyński w trzech. Rekordzistą jest Jarosław Charłampowicz, który w ciągu 5 lat zarobił ponad 865 tys. zł. Po ujawnieniu tych informacji w stolicy Dolnego Śląska zawrzało. 

Zwyczaj zatrudniania radnych w miejskich spółkach potępili nie tylko wrocławianie, ale i politycy. - Radny jest od tego, aby kontrolować działania prezydenta, miasta oraz rozmaitych miejskich podmiotów. A jeśli bierze z miasta pieniądze, to staje się niewiarygodny, gdyż nie jest już niezależny - podkreślił Bogdan Zdrojewski, polityk PO w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". I dodał: - Absurdalne są przypadki, kiedy radny reprezentuje miasto w trzech spółkach o różnej specyfice. Nie jest możliwe, aby człowiek miał tak rozległe kompetencje, kwalifikacje i na wszystkim się znał. 

Poseł z wrocławskiej Lewicy: "Tu nie ma moralnego zawahania"

Wydaje się jednak, że innego zdania jest poseł Arkadiusz Sikora. Podczas debaty politycznej na antenie Radia Wrocław przekonywał bowiem, że w zatrudnianiu radnych w miejskich spółkach "nie ma moralnego zawahania". - Jednym z argumentów za tym, żeby dopuścić pracę radnych w gminach, w których są radnymi, jest to, że tacy radni dostawali propozycje pracy od firm, które chciały współpracować z gminami. Mieli zatem taką alternatywę: albo będą pracować w swoim biznesie (a nie wszyscy się do tego nadają), albo będą pracować na rzecz gminy (znając doskonale jej funkcjonowanie) - albo dostaną propozycję pracy od różnych firm i deweloperów, którzy mieli interesy w tym, żeby w mieście pewne rzeczy forsować - mówił podczas debaty poseł Sikora.

Redakcja poleca

- Radni pracują na rzecz miasta. [...] Tutaj nie ma konfliktu interesów. [...] Jeśli ktoś został wybrany na radnego, utożsamia się z tym miastem i jest w koalicji z obecną władzą, to powinien pracować na rzecz miasta. Pytanie brzmi: czy powinien robić to za darmo? - dodał Sikora. Słowa te oburzyły niektórych polityków w stolicy Dolnego Śląska. "Absolutne zdziwienie po wypowiedziach posła Sikory z wrocławskiej Lewicy,  który w tym procederze nie widzi niczego zdrożnego. Twarda obrona radnych Lewicy zarabiających na boku w mieście i jasna deklaracja, że wrocławska Lewica Kodeksu Etyki nie podpisywała i nie czuje się nim związana" - napisał w mediach społecznościowych radny Robert Suligowski.

Suligowski: Sikora ma interes, by takiego systemu bronić

Portal RadioZET.pl z prośbą o komentarz dotyczący argumentów posła Sikory za zatrudnianiem radnych w miejskich spółkach zwrócił się do autorów kontrowersyjnego raportu - Roberta Suligowskiego i Sławomira Czerwińskiego. - Teza, którą stawia pan poseł Sikora, jakoby była taka dychotomia - albo radny może pracować w biznesie, albo dla miasta albo dla firm, które chciałyby forsować jakieś koncepcje - jest fałszywa. Radny ma wykonywać wolny mandat, niezależnie od tego, dla kogo pracuje. Z pewnością w sytuacji, w której zachodzi konflikt interesów - bo jego pracodawca lub zleceniodawca wchodzi w relacje z miastem w jakiejś sprawie - to w takich sprawach radny powinien się wyłączyć - powiedział nam Robert Suligowski.

- Nie ma powodu, dla którego miałby forsować w imieniu pracodawcy jakieś sprawy wobec miasta. To po pierwsze. Po drugie - fałszywa jest również teza, jakoby radni miejscy czy politycy lepiej znali problemy miasta. Wyklucza to bowiem osoby, które - w przeciwieństwie do oderwanych od rzeczywistości niektórych polityków - znają te problemy dużo lepiej. Nie dziwi mnie jednak, że takie tezy stawia akurat pan poseł Sikora, który był przecież beneficjantem pracy dla spółek miejskich. Ma swój własny interes i interes swojego środowiska, by takiego systemu bronić. Dobrze by było, żeby wrocławska Lewica nie była "lewicą kawiorową" [czyli taką, która deklarując lewicowość, otacza się luksusem i żyje niezgodnie z głoszonymi ideami - przyp. red.], szukającą wszędzie benefitów, a tą, która pracuje dla miasta, również społecznie - stwierdził Suligowski. 

Czerwiński ostro o słowach posła z Lewicy 

Z Suligowskim zgadza się również Sławomir Czerwiński - radny miejski i współautor wspomnianego raportu. - Radni powinni dokonywać kontroli spółek miejskich, a nie być tam zatrudniani. Osobiście uważam, że to jest skandal. Jeżeli radny jest w takiej spółce zatrudniony (w dowolnej formie), a za chwilę na radzie miejskich głosuje za dokapitalizowaniem tej spółki, to jaką my mamy pewność, czy w poprzednich latach dana spółka nie była dokapitalizowana tylko po to, by temu radnemu zapłacić pieniądze? - powiedział nam Czerwiński. 

Sławomir Czerwiński zwrócił również uwagę na to, że takie zatrudnienie - w świetle prawa - jest legalne, ale budzi wątpliwości etyczne. - Mamy tutaj przykład Bartłomieja Ciążyńskiego. Wystosowałem pismo do Okręgowej Izby Radców Prawnych, żeby zapytać, czy jeżeli Ciążyński świadczył usługi prawne stadionowi (w swojej sprawie), to czy nie łamie etyki zawodowej. Zobaczymy, jaka będzie odpowiedź - dodał. O co chodzi? Otóż - według umowy ujawnionej przez dziennikarza Marcina Torza - Ciążyński pisał dla Tarczyński Arena Wrocław opinię prawną o ograniczeniu udostępniania informacji publicznej. Niektórzy spekulują, że opinia ta była przydatna w ograniczaniu ujawniania informacji przez spółki - również w sprawie umów byłego wiceministra sprawiedliwości. 

- Sporo radców prawnych zastanawia się również, czy osoby, które głosują nad sprawami spółek, w których pracowali, nie powinny być z tego głosowania wykluczone - dodał Czerwiński. Nie przekonują go również argumenty o "doskonałej znajomości miasta" radnych, ponieważ - jak twierdzi - w regionie jest bardzo dużo wykwalifikowanych ekspertów, a ich doświadczenie i umiejętności są znacznie cenniejsze niż sama "znajomość miasta". - Nie zgadzam się zatem z tym, co powiedział poseł Sikora. To jest wątpliwej jakości tłumaczenie swoich kolegów, którzy dorabiali w spółkach miejskich, które mieli kontrolować - podsumował Czerwiński.

Portal RadioZET.pl z prośbą o komentarz zwrócił się również do posła Arkadiusza Sikory. Otrzymaliśmy następującą odpowiedź: "Ustawa o samorządzie gminnym z dnia 8 marca 1990 r. Art. 24b. nie zabrania osobie wybranej na radnego pracy w jednostce organizacyjnej tej gminy. Dodatkowo - nie znam kodeksu etyki radnego, dlatego w tej sprawie nie chcę się wypowiadać".

Napisz do nas!

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia we Wrocławiu lub regionie? Chcesz, żebyśmy opisali ważny, lokalny problem? Napisz! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać autorce na adres: wiktoria.szydlo@radiozet.pl

Źródło: Radio ZET/Radio Wrocław/Gazeta Wyborcza

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET