`

Ujawniono, ile wrocławscy radni zarobili w miejskich spółkach. "Wstyd", "Szok"

3 min. czytania
28.08.2024 13:29
Obserwuj nas na Google

Prawie 5 mln zł - tyle łącznie zarobili wrocławscy radni poprzedniej kadencji, dorabiając w spółkach miejskich. Portal RadioZET.pl dotarł do szczegółowego raportu z zatrudniania polityków. Na liście znalazło się 16 nazwisk. 

Raport
fot. Biuro Prasowe Urzędu Miejskiego Wrocławia, Sławomir Czerwiński - Radny Rady Miejskiej Wrocławia

Wrocław. Fala kontrowersji po ujawnieniu raportu. "Wstyd"

W sierpniu  wrocławscy radni - Robert Suligowski i Sławomir Czerwiński - złożyli interpelację w sprawie zatrudniania radnych miejskich w spółkach z udziałem gminy Wrocław. "Celem jej było przecięcie wszelkich spekulacji i domniemań personalnych w kwestii zatrudniania radnych miejskich Wrocławia poprzedniej oraz obecnej kadencji w różnych spółkach miejskich" - wyjaśnił Czerwiński. We wtorek (27 sierpnia) ujawniono szczegółowy raport dotyczący tychże zarobków. Dokument sporządzono w oparciu o odpowiedzi miejskich spółek wymienionych w jego treści. "Część kwot wynagrodzeń jest wynikiem szacowania i własnych obliczeń, ponieważ nie wszystkie spółki podały kwoty zbiorcze wynagrodzeń, a np. uśrednione wynagrodzenia" - zaznaczają autorzy raportu. 

Wynika z niego, że w miejskich spółkach zatrudnionych było 16 radnych poprzedniej kadencji (2018-2024). Są to: Bohdan Aniszczyk, Jarosław Charłampowicz, Bartłomiej Ciążyński, Czesław Cyrul, Agata Gwadera-Urlep, Tomasz Hanczarek, Mateusz Jędrachowicz, Paweł Karpiński, Dominik Kłosowski, Marta Kozłowska, Jarosław Krauze, Tomasz Motyka, Jerzy Skoczylas, Dariusz Ślusarek, Piotr Uhle i Ewa Wolak. Warto podkreślić, że niektórzy dorabiali w kilku spółkach na raz (np. Ciążyński aż w trzech).

Jeśli zsumować wyszczególnione w raporcie kwoty, wychodzi na to, że wrocławscy radni poprzedniej kadencji zarobili w miejskich spółkach łącznie 4 815 476,51 zł. Ujawnienie tej informacji wywołało w stolicy Dolnego Śląska lawinę kontrowersji. "To się znalazły nasze pieniądze, których we Wrocławiu na remonty i inwestycje ciągle brakuje" - stwierdził pan Przemysław. "Wstyd" - dodała pani Joanna. Do całej sprawy odniósł się również Tomasz Darłak, radny osiedlowy, radca prawny i działacz SODA (Stowarzyszenie Obywatelskie Dolnośląskich Aktywistów): "To 5 mln zł wyciągniętych z budżetu miejskich spółek, czyli 5 mln zł mniej na inwestycje, remonty, wsparcie dla najbardziej potrzebujących wrocławian itp. Szok". 

Rekordzista zarobił prawie 900 tys. zł

Niektórzy wrocławscy radni poprzedniej kadencji w miejskich spółkach zarobili fortunę. - Rekordzistą jest Jarosław Charłampowicz, który w ciągu 5 lat zarobił ponad 865 tys. złotych. Zarobił je w MPWiK i TBS. To bardzo duża kwota - powiedział w Radiu Wrocław Robert Suligowski. Niewiele mniej otrzymała Agata Gwadera-Urlep, która dorabiała w WCT Spartan Wrocław i MPWiK. Łącznie zarobiła 725 146,93 zł brutto. Na liście figuruje jeszcze sporo kwot przekraczających 200 tys. zł. 

Tymczasem wrocławska i powiatowa PO w opublikowanym kilka dni temu oświadczeniu stwierdziła, że "wyraża sprzeciw wobec bezkrytycznego powielania i rozpowszechniania informacji o rzekomej »korupcji politycznej« w odniesieniu do zatrudnienia w gminie radnych Rady Miejskiej Wrocławia poprzedniej kadencji, które nie były sprzeczne z obowiązującymi przepisami prawa". Jak można się było spodziewać, dokument - podpisany przez Renatę Granowską (wiceprezydentka Wrocławia w poprzedniej i obecnej kadencji) oraz sekretarz Annę Sobolak (posłanka) - wywołał kolejną burzę. - Autor tego pisma musi uważać ludzi za istoty o miernej inteligencji. To oświadczenie obraża inteligencję czytelnika - powiedział w rozmowie z portalem RadioZET.pl Andrzej Kilijanek, radny miejski związany z PiS. Z kolei Tomasz Darłak dodał: - Niech ujawnią treści umów, rachunki, protokoły odbioru wykonanych prac, to się wtedy przekonamy, czy było zgodne z prawem, czy nie - stwierdził. - To właśnie trzeba zweryfikować, żebyśmy mieli pewność, że rzeczywiście mówimy tylko i wyłącznie o zastrzeżeniach natury etycznej. Jak na razie radni (poza Piotrem Uhle) nabrali wody w usta i nikt nie chce opowiedzieć o tym, co konkretnie robili i pokazać dokumenty to potwierdzające.

Redakcja poleca

Okazuje się bowiem, że zdobycie informacji, za co konkretnie radni otrzymywali tak wysokie wynagrodzenia, nie jest wcale takie łatwe. Tomasz Darłak juz jakiś czas temu wystąpił do spółki Aquapark Wrocław o udostępnienie umów zawartych z radnymi, wystawionych przez nich rachunków za wykonane prace, protokołów odbioru i akceptacji wykonanych prac itp. w celu ustalenia, jakie konkretnie prace zostały wykonane w rzeczywistości. Aquapark odmówił wydania żądanych dokumentów, zasłaniając się "prawem do prywatności" czwórki radnych. W związku z tym - jak stwierdził Darłak - w punkcie trzecim oświadczenia wydanego przez wrocławską PO "kategoryczne stwierdzenie, iż wszystko odbyło się zgodnie z przepisami prawa, wydaje się być przedwczesne" - bo ani radni, ani miejskie spółki nie wykazują zapału do ujawnienia dokumentów dotyczących zawartych umów.

Źródło: Radio ZET/Radio Wrocław

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET