Tak wyglądał Wrocław w 1997 roku. Powódź tysiąclecia zalała 40% miasta. "Był zamęt"
Powódź, która nawiedziła Polskę w 1997 roku była jedną z największych katastrof naturalnych XX wieku. Piętno odcisnęła również na Wrocławiu. Pod wodą znalazło się wówczas prawie 40 proc. miasta. - Minęło 27 lat, a do dziś tematem rozmów wielu mieszkańców są te historie - co wtedy robiliście, gdzie byliście - opowiadał nam pan Krzysztof, mieszkaniec stolicy Dolnego Śląska.
- 17 zdjęć Zobacz galerię
Tak wyglądała powódź tysiąclecia we Wrocławiu
Przyczyną powodzi tysiąclecia były intensywne opady w górnej Odrze w dniach 4-8 lipca. Górskie wody z impetem wpadały do Odry, jej poziom gwałtownie się podnosił. Wkrótce - 12 lipca 1997 roku - powódź tysiąclecia wdarła się do Wrocławia. W nocy z piątku na sobotę zalane zostały Opatowice, a następnie wrocławska oczyszczalnia ścieków. Przerwana została droga łącząca Oławę z Wrocławiem. Z godziny na godzinę sytuacja stawała się coraz trudniejsza. Cały południowy Wrocław został odcięty od prądu.12 lipca na Kozanowie woda sięgnęła już kilku metrów. - Na początku powódź wydawała się fajna, bo coś się w końcu działo. Był zamęt, wszyscy wzmacniali wały, biegali z workami. Widziałam wojsko, policję. I wodę - a razem z nią cały ten syf - powiedziała nam pani Agnieszka. Gdy wielka woda wdarła się do Wrocławia, miała 13 lat.
12 lipca 1997 roku po godzinie 15:00 część miasta została całkowicie odcięta od świata:
- woda zalała szpital im. Marciniaka, Instytut Biochemii na Tamce, Pogotowie Ratunkowe oraz Zakład Produkcji Wody na Grobli,
- miasto nie miało dostępu do wody pitnej,
- nie działał numer alarmowy 999,
- wieczorem woda wdarła się do pl. Wróblewskiego, zalała też szpital psychiatryczny przy ulicy Kraszewskiego na Kleczkowie.
Noc z 12 na 13 lipca była nocą walki z powodzią. - Mieszkałem wtedy na Kiełbaśniczej. Pamiętam, że obrona rynku była heroiczna. Sam dzielnie walczyłem i nosiłem worki z piaskiem, chociaż dorośli mi nie pozwalali. Przyjeżdżali później ludzie żukami, nysami, różnymi autami transportowymi i przywozili jedzenie i napoje. Dla ludzi broniących - wspominał pan Krzysztof, który wielką wodę obserwował z perspektywy 10-letniego dziecka.
Wielka woda we Wrocławiu. Zalało 40 proc. miasta
Wielka woda spowodowała we Wrocławiu mnóstwo strat i dotknęła ok. 200 tys. mieszkańców. Zalało 40 proc. miasta. W samej stolicy Dolnego Śląska utonęły 4 osoby, wielu mieszkańców straciło cały dorobek życia. Straty miasta oszacowano na 99,2 proc. budżetu zaplanowanego na 1997 rok. - Życie podzieliło się na dwa rozdziały - przed powodzią i po powodzi - powiedziała nam pani Agnieszka. Wydaje się, że z tą opinią zgadza się wielu mieszkańców Wrocławia. - Dla Wrocławia powódź była jakimś punktem przełomowym, przekuciem go we wspólnotę. - Życie podzieliło się na dwa rozdziały - dodał pan Krzysztof.
Źródło: Radio ZET/Wroclaw.pl