`

Bez recepty i ma działać jak Ozempic. Biznes kwitnie przez lukę w przepisach

2 min. czytania
24.08.2026 16:33
Obserwuj nas na Google

W polskim internecie można kupić bez recepty preparaty, które według deklaracji sprzedawców zawierają semaglutyd - substancję czynną Ozempicu. Sprzedawcy znaleźli sposób na obejście istniejących przepisów - informuje „Rzeczpospolita”. GIF włączył się w prace nad uszczelnieniem regulacji.

Na zdjęciu osoba trzyma opakowanie leku Ozempic w aptece. W tle widoczna półka z lekami.
fot. JOEL SAGET/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak w internecie sprzedawane są „zamienniki” Ozempicu bez recepty.
  • Na czym polega prawna furtka z oznaczeniem „semaglutyd do badań”.
  • Jakiej zmiany w przepisach domaga się GIF. 

Semaglutyd bez recepty. Sprzedawcy wykorzystują lukę w przepisach

Popularność leków wykorzystywanych w leczeniu cukrzycy i otyłości przyciąga sprzedawców oferujących niezweryfikowane preparaty. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, w polskim internecie pojawiły się produkty, które według deklaracji sprzedających zawierają semaglutyd, czyli substancję czynną Ozempicu. Można je kupić bez recepty i odebrać z automatu paczkowego.

Kluczowe jest oznaczenie produktu. Preparaty nie są przedstawiane jako leki przeznaczone dla pacjentów, lecz jako substancje „do badań”. Dzięki temu ich sprzedaż nie podlega takim samym zasadom jak obrót produktami leczniczymi. Według dziennika faktycznymi „testerami” mogą być jednak konsumenci szukający tańszego i łatwiej dostępnego sposobu na odchudzanie.

Do zakupu może zachęcać cena. Według ustaleń „Rzeczpospolitej” niektóre produkty kosztują niemal o połowę mniej niż oryginalny lek. Nie są to jednak zarejestrowane zamienniki Ozempicu. Nie ma gwarancji, że zawierają deklarowaną substancję w odpowiedniej ilości, zostały wytworzone zgodnie z wymaganiami dotyczącymi leków ani że nadają się do podania człowiekowi.

Wątpliwości budzi również dostawa do automatów paczkowych. Oryginalny Ozempic przed pierwszym użyciem należy przechowywać w lodówce, w temperaturze 2-8 stopni Celsjusza. Tymczasem kupujący preparat przez internet nie może sprawdzić, w jakiej temperaturze przesyłka była transportowana ani jak długo czekała na odbiór. Produkt nie jest też zarejestrowanym lekiem, dlatego nie podlega kontroli jakości właściwej dla produktów leczniczych.

Redakcja poleca

GIF zna problem, ale brakuje danych o sprzedawcach

Główny Inspektorat Farmaceutyczny potwierdził w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej”, że ma świadomość problemu. Podejmowanie działań utrudnia jednak brak informacji pozwalających ustalić, kto faktycznie odpowiada za daną ofertę. - Brak danych pozwalających na identyfikację podmiotu odpowiedzialnego za daną ofertę może istotnie utrudniać podjęcie przewidzianych prawem działań administracyjnych - przekazał GIF, cytowany przez dziennik.

Problem polega na tym, że oferowany produkt formalnie nie jest przedstawiany jako lek dla pacjentów, lecz jako substancja do zastosowań badawczych. Inspekcja poinformowała, że od początku 2026 r. uczestniczy w pracach zespołu przygotowującego propozycje zmian, które mają uszczelnić obowiązujące przepisy.

Źródło: Radio ZET/rp.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET