Urodziła troje dzieci, ale testy wykluczyły macierzyństwo. Diagnoza zdumiała samych lekarzy

3 min. czytania
08.11.2026 16:01
Obserwuj nas na Google

To jedno z najbardziej osobliwych zjawisk genetycznych na świecie. Do tej pory w literaturze medycznej opisano mniej niż sto takich przypadków. Jednym z najgłośniejszych była historia 26-letniej matki, która trafiła przed sąd pod zarzutem oszustwa i stała się bohaterką jednej z najbardziej niezwykłych zagadek medycznych.

Kobieta w szpitalu z emocjami, w tle łóżeczko dla noworodka i niebieskie ściany.
fot. Daniel Dmitriew/Forum, The Documentary Collection/YouTube

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czy test DNA może wykluczyć biologiczne macierzyństwo.
  • Czy można mieć dwa różne zestawy DNA w organizmie.
  • Co to jest chimeryzm tetragametyczny i jak wpływa na wyniki badań DNA.
  • Jak zakończyła się historia Lydii Fairchild, której testy DNA wykluczyły macierzyństwo.

Test DNA wykazał, że nie jest matką własnych dzieci

To jedna z najbardziej niezwykłych zagadek w historii medycyny. W literaturze naukowej opisano dotąd około stu takich przypadków. Choć dziś naukowcy potrafią już wyjaśnić, jak dochodzi do tego zjawiska, każda kolejna historia brzmi zdumiewająco. Szczególnie ta, która w 2002 roku przydarzyła się 26-letniej Lydii Fairchild ze Stanów Zjednoczonych.

26-letnia mieszkanka stanu Waszyngton rozstała się z partnerem, z którym miała dwoje małych dzieci, i spodziewała się trzeciego. Aby zapewnić rodzinie utrzymanie, wystąpiła o pomoc socjalną. W ramach procedury rodzina musiała przejść badania DNA potwierdzające pokrewieństwo. Z pozoru zwykła formalność stała się początkiem prawdziwego koszmaru, bowiem testy potwierdziły ojcostwo jej byłego partnera, ale wykluczyły, że kobieta jest biologiczną matką własnych dzieci. Wkrótce zaczęto podejrzewać ją o oszustwo.

Kobieta musiała tłumaczyć urzędnikom, skąd wzięły się dzieci, które wychowywała. Podejrzewano, że mogła próbować wyłudzić świadczenia, podając się za ich matkę. Nie pomagały dokumenty medyczne ani zapewnienia bliskich, którzy pamiętali jej ciąże i porody. Lydia nie korzystała też z zapłodnienia in vitro z komórką jajową dawczyni, co mogłoby tłumaczyć rozbieżności w wynikach badań. Testy genetyczne wciąż przeczyły jej wersji wydarzeń.

Redakcja poleca

Prawnik wpadł na trop rzadkiego zjawiska 

Sprawa trafiła do sądu, a Fairchild stanęła przed groźbą utraty dzieci. Tymczasem zbliżał się termin jej trzeciego porodu. Postanowiono więc, że narodziny dziecka będzie obserwował przedstawiciel sądu. Miało to ostatecznie rozstrzygnąć, czy kobieta mówi prawdę. Świadek potwierdził, że Lydia urodziła dziecko, lecz test DNA i w tym przypadku wykluczył jej macierzyństwo. Sprawa stała się jeszcze bardziej intrygująca. Skoro ani sposób poczęcia, ani przebieg porodu nie budziły wątpliwości, dlaczego badania genetyczne nie potwierdzały pokrewieństwa kobiety z jej dzieckiem?

Przełom nastąpił, gdy prawnik Lydii, Alan Tindell, natrafił na opis niezwykłego przypadku medycznego. Kilka lat wcześniej u Amerykanki Karen Keegan podczas przygotowań do przeszczepienia nerki odkryto, że według badań DNA nie jest biologiczną matką dwóch swoich synów. Lekarze rozwiązali tę zagadkę dopiero po przeanalizowaniu materiału genetycznego pobranego z różnych części jej ciała. Prawnik podejrzewał, że podobne zjawisko może występować także u Lydii.

Specjaliści rozpoczęli więc kolejne badania. Przełom przyniosła dopiero analiza komórek pobranych z szyjki macicy Lydii. Wykryto w nich materiał genetyczny różniący się od DNA uzyskanego podczas wcześniejszych testów. Co najważniejsze, nowo odkryte DNA potwierdzało pokrewieństwo kobiety z jej dziećmi.

Nie przegap

Miała w sobie DNA nienarodzonej siostry bliźniaczki

Okazało się, że Lydia Fairchild miała w organizmie dwa różne zestawy DNA. Lekarze rozpoznali u niej niezwykle rzadkie zjawisko nazywane chimeryzmem tetragametycznym, którego początki sięgają najwcześniejszego etapu rozwoju człowieka.

Jak do niego dochodzi? Dwa oddzielne zarodki, z których mogłyby rozwinąć się bliźnięta dwujajowe, łączą się w jeden. Powstaje wówczas organizm zawierający komórki pochodzące z obu zarodków. Mają one różny materiał genetyczny i mogą być nierównomiernie rozmieszczone w poszczególnych tkankach.

Okazało się, że część komórek Lydii pochodziła od jej bliźniaka, z którym połączyła się na wczesnym etapie rozwoju zarodkowego. To właśnie z tej drugiej linii genetycznej wywodziły się komórki jajowe, z których poczęły się jej dzieci. Miały więc inny zestaw DNA niż próbki pobrane od Lydii podczas pierwszych badań.

W pewnym sensie Fairchild urodziła więc dzieci swojego nienarodzonego bliźniaka. Obie linie komórkowe należały jednak do jej organizmu, a ona sama była biologiczną matką całej trójki. Odkrycie drugiego zestawu DNA pozwoliło ostatecznie potwierdzić macierzyństwo Amerykanki. Dodatkowym dowodem były badania jej matki, które wykazały pokrewieństwo babci z wnukami. Sprawę sądową umorzono.

Podobny przypadek chimeryzmu tetragametycznego odnotowali w 2024 r. naukowcy z Kolumbii. U badanej kobiety testy DNA również nie potwierdzały pokrewieństwa z jej dziećmi. Z kolei w 2026 r. opisano historię 33-latki, u której podczas badań przed planowaną ciążą wykryto dwie linie komórkowe: XX i XY, co oznaczało, że część jej komórek miała żeński, a część męski zestaw chromosomów płciowych.

Źródło: Radio ZET/abcnews.com/embryo.asu.edu