Rosja zaatakowała Zachód kosztami energii. Czas na kontrofensywę transformacją energetyczną

Materiał sponsorowany
5 min. czytania
06.07.2023 10:00
Obserwuj nas na Google

Na długo przed inwazją na Ukrainę Rosja atakowała skrycie Europę i Polskę, wykorzystując do tego surowce energetyczne. Ograniczając dostawy i grożąc zakręceniem kurka doprowadziła do destabilizacji cen, co mogło doprowadzić do kryzysu gospodarczego i między innymi zawirowań na rynku pracy. Szantaż udało się zneutralizować, chroniąc Polaków na przykład zamrożeniem cen energii. Potrzebne są jednak działania długofalowe, aby zagwarantować stabilne dostawy energii po akceptowalnej cenie w długofalowej perspektywie. Rozwiązaniem jest transformacja energetyczna.

panele fotowoltaiczne i wiatrak
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER/East News

Wypracowane na Kremlu przez dziesięciolecia narzędzia nacisku na Zachód w postaci uzależnienia od surowców energetycznych, na czele z gazem, ropą naftową i węglem, w związku z przeprowadzaną transformacją energetyczną i przejściem na odnawialne i zeroemisyjne źródła energii w perspektywie kilku-kilkunastu lat przestaną być skuteczne.

Rosja mogła być przekonana, że groźba wywołania kryzysu energetycznego odstraszy państwa europejskie od chęci niesienia pomocy Ukrainie i wymusi skoncentrowanie się na własnych, wewnętrznych problemach. Atak polityką surowcową Kremla zaczął się jeszcze przed agresją na Ukrainę. Z analiz Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej wynika, że w 2022 roku ceny surowców w kontraktach terminowych z dostawą na 2023 rok skoczyły o kilkaset procent – gazu z około 250 zł do 1500 zł za MW, a węgla ARA z około 400 zł do 1600 zł za tonę.

Działania te nałożyły się na system uprawnień do emisji dwutlenku węgla w systemie EU ETS. To mechanizm, który miał zachęcać do jak najszybszego przechodzenia na zeroemisyjne źródła energii poprzez nałożenie swoistego „podatku” od wprowadzanego do atmosfery CO2, głównego czynnika powodującego globalne zmiany klimatyczne. Wskutek wydarzeń na rynku koszty emisji wzrosły zawrotnie, z około 20-30 euro za tonę w roku 2020, do nawet 100 euro obecnie. Uprawnienia ETS sprzedawane są przez poszczególne kraje, a dochód z nich trafia do lokalnych budżetów. Środki te służą do finansowania transformacji energetycznej.

Zamrożenie cen energii elektrycznej. Rachunki niższe o 3000 zł

Wprowadzona przez rząd Tarcza Solidarnościowa uchroniła Polaków przed częścią finansowych reperkusji wynikających z destabilizacji rynku energetycznego. Zamrożenie cen dla odbiorców indywidualnych oraz wyznaczenie ceny maksymalnej dla przedsiębiorstw i instytucji pozwoliły ograniczyć wpływ podwyżek na domowe budżety. Bezpośrednie oszczędności wynikały z utrzymania wysokości rachunków na poziomie około 40 procent nowych, realnych cen prądu elektrycznego. Pośrednie natomiast z obniżenia kosztów produkcji i świadczenia usług niższymi kosztami energii dla przedsiębiorstw, dzięki czemu mogły one wytwarzać dobra taniej.

PKEE podało, że przeciętne gospodarstwo domowe oszczędzi w 2023 roku na rachunkach za prąd 2000-3000 zł. Tyle dopłacą do ich rachunków spółki energetyczne i budżet państwa - przeciętnie odbiorcy płacą tylko ok. 40 procent realnej ceny energii, reszta opłaty pokrywana jest przez środki z Funduszu Wypłaty Różnicy Ceny. Ochroną objęte zostały miliony polskich gospodarstw domowych, na pomoc trzeba było więc przeznaczyć miliardy złotych.

Według szacunków PKEE polscy wytwórcy energii zasilą w 2023 roku Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny łączną kwotą wynoszącą nawet 20 miliardów zł. Samo PGE ze względu na dużą liczbę obsługiwanych klientów na zmniejszenie cen przeznaczy około 10 miliardów złotych. Dzięki tym środkom udało się zamrozić ceny netto dla gospodarstw domowych na poziomie z 2022 roku, czyli nieco ponad 40 gr za kWh. Dodatkowo dzięki dotacjom cenę maksymalną po przekroczeniu tego limitu wyznaczono na 69 gr/kWh. Dla MŚP, samorządów, odbiorców wrażliwych cena gwarantowana to maksymalnie 78 gr netto za kWh – znacznie mniej, niż należałoby zapłacić po cenach czysto rynkowych.

Zamrożenie cen energii uchroniło Polaków przed odczuciem skutków rosyjskiego ataku energetycznego, żeby jednak uwolnić się od wciąż wycelowanej w Polskę i Europę surowcowej broni Kremla, potrzebne są zdecydowane działania: uzyskanie suwerenności energetycznej poprzez transformację energetyczną. Inwestycja w bezpieczeństwo kraju nie będzie ani łatwa, ani tania – jest jednak niezbędna.

Bezpieczeństwo energetyczne i stabilne ceny w przyszłości jest w stanie zapewnić jedynie kosztowna transformacja energetyczna, której ciężar finansowy spoczywa na spółkach energetycznych. Tak jak odbiorcom energii trzeba było pomóc, żeby wysokość rachunków nie przekroczyła ich możliwości, tak w przypadku przejścia na nowe, niezależne źródła prądu elektrycznego trzeba będzie wspomóc wytwórców energii. Kosztów transformacji, szacowanych nawet na 600 mld zł, będzie im bowiem ciężko sfinansować ze środków własnych.

Transformacja energetyczna inwestycją w bezpieczeństwo Polski

Transformację energetyczną trzeba przeprowadzić nie tylko z powodu potrzeby uniezależnienia się od wpływów Rosji: według prognoz ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla w systemie EU ETS będą w kolejnych latach rosnąć, co przełoży się na wzrost cen energii wytwarzanej z paliw kopalnych.

Osiągnięcie suwerenności energetycznej będzie jednak wymagać dużego wysiłku finansowego: według wyliczeń ekspertów EY przedstawionych w raporcie „Polska ścieżka transformacji energetycznej” transformacja polskiej energetyki będzie w ciągu najbliższych 7 lat wymagać nakładów na poziomie 600 mld złotych.

Na co potrzebne są tak potężne fundusze? Tyle kosztować ma zastąpienie konwencjonalnych źródeł energii źródłami zero i niskoemisyjnymi (elektrowniami jądrowymi i odnawialnymi źródłami energii, czyli elektrowniami wiatrowymi na lądzie, elektrowniami wiatrowymi na morzu, farmami fotowoltaicznymi, fotowoltaiką prosumencką, elektrowniami wodnymi) oraz modernizacja sieci energetycznej, by dostosować ją do wprowadzanych zmian.

Niezbędna będzie między innymi budowa magazynów energii (bateryjnych oraz wielkoskalowych elektrowni szczytowo-pompowych), w których można będzie przechowywać wygenerowaną przez odnawialne źródła nadprodukcję energię do czasu, gdy będzie musiała zostać uwolniona w celu zaspokojenia popytu. Prognozowane zmiany w systemie energetycznym, między innymi elektryfikacja gospodarki, ogrzewania i transportu (zdobywanie popularności przez samochody elektryczne), zwiększają jeszcze skalę wyzwania stojącego przed Polską: trzeba zwiększyć wytwarzanie energii o około 1/3 do 2030 roku.

Transformacja energetyczna to jedyny sposób trwałego powstrzymania wzrostu kosztów wywarzania energii – przekazał PKEE. „Oznacza to konieczność wsparcia spółek energetycznych, na których spoczywa ciężar transformacji energetycznej Polski. Tylko dzięki dodatkowym funduszom, przede wszystkim z Unii Europejskiej, ale też przy zaangażowaniu samodzielnie wypracowanych zysków możliwe będzie zapełnienie luki inwestycyjnej wynikającej z realizacji przez Polskę celu osiągnięcia neutralności klimatycznej” – dodał Komitet.

- Rozwój odnawialnych źródeł energii jest konieczny, jeśli chcemy budować energetykę nieobciążaną kosztami zakupu emisji CO2. Niestety są to gigantyczne potrzeby inwestycyjne. W związku z tym, liczymy na wsparcie sektora energetycznego środkami z funduszy europejskich - zaznaczył prezes Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej, prezes GK PGE Wojciech Dąbrowski.

Grupa PGE na inwestycje w nowoczesną dystrybucję i w odnawialne źródła energii wydała w pierwszym kwartale 2023 roku ponad 1,5 miliarda złotych, a do 2030 kwota ta przekroczy 75 mld zł. Enea przez pierwsze trzy miesiące tego roku wydała na inwestycje 580 milionów złotych, Tauron z kolei planuje w tym roku przeznaczenie 2,4 miliarda zł na same inwestycje w sieci dystrybucyjne.