Kubica: Czasem zastanawiam się czy nie lepiej wybrać łatwiejszej drogi

03.03.2020 06:43

- Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że łatwo nie będzie. Nie jest to wychodzenie przed szereg, ale te mistrzostwa są bardzo trudne – mówi kierowca wyścigowy Robert Kubica, pytany o mistrzostwa DTM. - Czasami się zastanawiam czy w moim wieku – 35 lat – nie lepiej wybrać łatwiejszej drogi. Ale świat należy do odważnych – zaznacza gość Radia ZET.

Beata Lubecka: No i Gościem Radia ZET jest dzisiaj gość wyjątkowy – Robert Kubica, kierowca Formuły 1, debiutujący w najważniejszej serii wyścigowej samochodów w Niemczech DTM i członek Orlen Team Art. Dzień dobry.

Robert Kubica: Dzień dobry, witam.

Panie Robercie, bardzo dziękuję, że pan przyjął nasze zaproszenie, bo wiem, że – zaproszenie od Radia ZET – bo wiem, że ma pan bardzo napięty grafik. Przed testami, po testach, więc jest się czym zająć. Na co dzień mieszka pan w Monako. Czy tam też jest jakaś taka psychoza dot. koronawirusa?

Tak. Tzn. tak i nie, ponieważ mieszkam w wielu miejscach. Tak naprawdę gdybym miał powiedzieć, gdzie spędziłem najwięcej czasu w ostatnich dwóch miesiącach, tobym musiał odpowiedzieć, że w hotelach…

W podróży.

…i w samolotach. No koronawirus jest tematem, myślę, nie do lekceważenia, ponieważ za granicą… Myślę, że w Polsce jeszcze mamy to w miarę pod kontrolą, ale nie wiadomo, jak na długo, i miejmy nadzieję, że będziemy… nie będziemy… nasz kraj nie zostanie aż tak jakby zawirusowany, dotknięty tym, ale no Włochy… Mam dużo znajomych we Włoszech. Szczególnie północna część Włoch jest nie w łatwej sytuacji. I nie wiadomo tak naprawdę, kiedy i jak ta sytuacja się rozwiąże.

A pan jakie zachowuje środki ostrożności?

W moim życiu jest bardzo trudno zachować środki ostrożności. Jednak spotykam się, przebywam w wielu miejscach, gdzie jest bardzo dużo ludzi. I oczywiście nie lekceważę sytuacji, ale – tak jak mówię – jest to bardzo trudne jednak. Gdybym miał zachować duże środki ostrożności, by mnie tutaj nie było, ponieważ nie wziąłbym samolotu.

Tak. A w dodatku się jeszcze przywitaliśmy, ale umyłam ręce, od razu chciałam się usprawiedliwić. Koronawirus też nie oszczędza branży, bo wpływa też na kursy Formuły 1 i w ciągu ledwie kilku godzin Formuła 1 straciła na wartości 300 mln dolarów, potężne pieniądze. Akcje potaniały o 4%. I są pytania od słuchaczy w związku z tym – jak pana zdaniem powinna zachować się Formuła 1 w związku z koronawirusem? Czy np. wyścigi w Australii, Bahrajnie i Wietnamie powinny zostać odwołane? Bo to jest marzec, kwiecień.

To jest tak naprawdę… Mój kolega, który się ściga w Formule 1, wylatuje jutro. I temat jest, jak wszyscy sobie zdajecie sprawę, dosyć ważny, ponieważ Australia nie jest za rogiem. Trzeba wysłać tam ludzi, trzeba wysłać, zanim kierowcy tam pojadą, ludzi, którzy zmontują boksy, mechaników. Jest to duże przedsięwzięcie. Formuła 1 tak naprawdę rusza po całym świecie. Mnóstwo ludzi i nie tylko ludzi. I oczywiście wyścigi są bardzo ważne. Myślę, że każdy kierowca, każdy kibic, każda osoba chciałaby pojechać do Australii i ma nadzieję, że pojedzie do Australii, ale jeśli mam być szczery – tego nie wiem, jak to się potoczy. Na pewno jeśli wszystko tak jakby pójdzie zgodnie z organizatorami, to i tak będą duże środki ostrożności zachowane. No bo jednak należy pamiętać, że wyścigi są ważne dla nas jako kierowców, dla zespołów, ale zdrowie jest ważniejsze.

Wczoraj zaprezentowano bolid z dachem, którym pan będzie jeździć właśnie w tym sezonie w barwach biało-czerwonych w DTM właśnie, BMW M4. Ile takie cacko kosztuje?

Wie pani co, nie wiem, ile kosztuje.

Nie wie pan?

Nie da się kupić, nie da się tego auta kupić.

Ale to jest pierwsze pana auto z dachem. To ma jakieś znaczenie?

Tzn. nie pierwsze, ponieważ jeździłem już w rajdach, gdzie jeździłem z dachem, i startowałem parę wyścigów na torze też w serii… w różnych seriach. Ale tak naprawdę są to pierwsze moje mistrzostwa, w których będę się ścigał, nie czując powietrza w swoim kasku, co jest nowością. Wydaje się, że to jest to samo, ale tak naprawdę każda kategoria motorsportu, sportów samochodowych ma swoją specyfikę i tak samo jest w DT.

No właśnie, czym się różni Formuła 1 od tych wyścigów DTM?

Wie pani co, wieloma rzeczami. Prędkościami, wszyscy by powiedzieli – prędkościami i by porównywali konie mechaniczne, ile te samochody ważą. Oczywiście są to spore różnice. Różnice – auto DT ma ponad 650 koni, waży ponad 1000 kg…

Czyli rozwija prędkość 300 km/h?

Mniej więcej, mniej więcej.

A do setki dochodzi w prawie 3 sekundy.

Trochę więcej.

Trochę więcej.

Ponieważ… ponieważ mamy problemy… Tzn. „problemy” – charakterystyka tego auta jest taka, że nie ma kontroli trakcji, nie ma…

Nie ma kontroli, przepraszam, czego?

Kontroli trakcji. Czyli to wszystko, co każdy użytkownik normalnego, cywilnego auta ma. Właśnie to jest mit, który… Wszyscy mówią, że w Formule 1 jest za dużo systemów ułatwiających jazdę, tak? W Formule 1 tak naprawdę od 2008 roku nie ma żadnego systemu, który by pozwalał ułatwiać jazdę kierowcy. Nie ma ABS-ów, które mamy w samochodach cywilnych, drogowych, nie ma kontroli trakcji, nie ma kontroli stabilizacji.

Czyli risky business.

Nie wiem, czy taki risky, ale technicznie Formuła 1 znacznie się zmienia. I to, że wydaje się to łatwe w telewizji, na zewnątrz, niekoniecznie jest łatwe ze środka.

No to tak zawsze się wszystko wydaje z boku, że to takie łatwe. A po tej prezentacji wczoraj pan powiedział, że obiecuje tylko jedno kibicom, że będą musieli być cierpliwi. Tzn. że łatwo nie będzie?

Nie, łatwo nie będzie. I chyba wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że łatwo nie będzie, ponieważ bym takiej drogi nie wybrał. Czasami się zastanawiam, czy w moim wieku 35 lat czasami nie lepiej sobie wybrać łatwiejszej drogi.

Nie wyobrażam sobie pana w kapciach.

Ale ja myślę, że świat należy do odważnych. I nie jest to asekuracyjna rozmowa, jakby wychodzenie przed szereg, ale tak naprawdę jest, że te mistrzostwa są bardzo trudne, chociaż są mało popularne. W zależności gdzie. Np. w Niemczech są bardzo popularne.

No w Polsce mniej.

W Polsce mniej, ale w Polsce pewnie staną się popularne. I akurat to jest fajne w naszym kraju, że kibice tak naprawdę bardzo dopingują mnie, ale nie tylko mnie, naszych reprezentantów naszej ojczyzny, naszego narodu. Za to im dziękuję w imieniu swoim, ale chyba każdego sportowca polskiego.

A jak się pan czuje przed tymi testami, które pana czekają w połowie marca? To też pytają nasi słuchacze i bardzo panu kibicują. Tutaj Piotr napisał, słuchacz, że „całe miasto Lublin jest za panem”. Więc jak się pan czuje przed tymi testami?

Ja się bardzo dobrze czuję. Tak naprawdę jestem po testach w Formule 1. Mówimy tutaj o DTM, ale mój sezon już się zaczął. Byliśmy w Barcelonie, mieliśmy dwie serie testów w poprzednich dwóch tygodniach, jeśli chodzi o Formułę 1, z Alfa Romeo Racing Orlen, gdzie pełnię rolę kierowcy rezerwowego, testowego, tak że moja praca już się zaczęła na torze. Oczywiście testy DTM, połowa marca. Miały być we Włoszech, na torze Monza. Zostały…

Ale przeniesione ze względu na koronawirusa. Do Niemiec.

Tak, zostały… Do Niemiec, na torze Hockenheim. I jest dużo pracy na pewno. Są to tak naprawdę bardzo ważne testy, ponieważ są to jedyne możliwości dla mnie przetestowania auta, ale też poznania specyfikacji tego auta. I już później będziemy się ścigać, co jest właśnie wizytówką no niestety chyba niekorzyść motorsportu. Jest to brak treningów, brak możliwości testów w trakcie sezonu, czyli ja tak naprawdę wsiadam i jadę na mój pierwszy wyścig do Zolder, w Belgii, mając 3 dni testów, i jeżdżę przeciwko kierowcom, którzy np. jeździli… jeżdżą już tam kilka sezonów, nawet kilkanaście.

Duże wyzwanie, duże wyzwanie. A ma pan tremę przed takimi jazdami?

Nie, ale…

A obawia się pan jeszcze, jak wychodzi na tor? Jest jakaś obawa, jakiś strach?

Nie, strachu nigdy nie było, chociaż świadomość, że coś może pójść nie tak, zawsze jest. Ale jeśli mam być szczery, na pewno będzie jakiś dreszczyk emocji przed tym pierwszym startem w Belgii. Jednak rzeczy nowe, nowość jakby dodaje tej… tego dodatku emocji, tego dreszczyku, niekoniecznie pozytywnego, ponieważ myślę, że startując z doświadczeniem już, mając już pewność tego, jak to wszystko wygląda, jest dużo łatwiej. Ale, tak jak powiedziałem wcześniej, świat należy do odważnych.

„No risk, no fun”, jak to mówią. To jeszcze ostatnie pytanie w części radiowej. To gdzie pan się widzi za 5 lat?

Za 5 lat?

Mhm.

Wie pani co, w życiu na dobre i jakby złe… Miałem dobre i złe doświadczenia. I jedno mnie nauczyło, że nie należy za bardzo planować, co będzie nawet za rok, 2 lata. Bardziej myślę o tym, co jest teraz. Myślę o tym czasami też, co było, ponieważ jednak jestem w okresie, gdzie razem z PKN Orlen, partnerem, który… Wróciliśmy, ja powróciłem do Formuły 1 też dzięki nim.

Tym pieniądzom.

Wie pani co, na pewno PKN Orlen wspomógł, ale mogę powiedzieć też, że raczej polscy kibice nie mieliby „polskiego”, w cudzysłowie „polskiego”, zespołu, gdyby mnie w tej Formule 1 nie było. Tak że myślę, że akurat dzięki panu prezesowi Obajtkowi i jego wizji tego wszystkiego, inwestycji, myślę, że polscy fani motorsportu mają lepsze czasy, i miejmy nadzieję, że będzie coraz lepiej.

No to trzymamy kciuki w takim razie. Tu musimy postawić teraz pauzę. Przenosimy się do Internetu, właściwie zostajemy w Internecie, i rozmawiamy cały czas z Robertem Kubicą.

Jasne.

Jesteśmy na Facebooku i na RadioZET.pl. Porozmawiamy o Formule 1. Beata Lubecka, zapraszam.

Robert Kubica o życiu prywatnym: Gdybym miał dzieci, to chciałbym móc dedykować im czas

- Robert Kubica podobno był już ożeniony, podobno miał też miał dzieci, ale ja żony nie widziałem i dzieci swoich też nie widziałem. Widziałem dużo dzieci znajomych i dużo żon znajomych – odpowiada sportowiec, pytany w internetowej części programu o swoje życie prywatne. Dopytywany, czy zamierza to zmienić, mówi: - Myślę, że kiedyś się to stanie. - Gdybym miał dzieci, to chciałbym móc im dedykować czas a na dziś tego czasu dla siebie i dla rodziny mam bardzo mało – tłumaczy Gość Radia ZET. Podkreśla, że bardzo lubi dzieci, ale… - Śmieję się, że bardzo lubię dzieci, ale nie swoje, ponieważ swoich nie mam – komentuje Robert Kubica. - Jakoś tak wyszło, że mam swoje lata i jeszcze tego kroku nie zrobiłem – dodaje.

Kierowca testowy F1? - Wracając w 2018 roku po ciężkim okresie rehabilitacji nie jest fajne oglądanie innych kolegów, rywali, którzy się ścigają po całym świecie a ja tam jeżdżę i nie mam możliwości ścigania się. Jestem ambitnym człowiekiem i chciałbym mieć możliwość wykonywania swojej pracy i pasji – mówi kierowca wyścigowy. - Uważam się za dużego szczęściarza, że moja pasja stała się moją pracą. Myślę, że to jedna z fajniejszych rzeczy, jakie mogą się człowiekowi wydarzyć w życiu – komentuje sportowiec. Podkreśla, że czas po wypadku, któremu uległ w 2011 roku, nie był łatwy.

- Myślę, że gdybym jeździł w ubiegłym roku lepszym bolidem, to bardzo możliwe, że nie siedziałbym tutaj, tylko przygotowywał się, by polecieć do Australii jako kierowca wyścigowy – mówi gość Radia ZET Robert Kubica, pytany w internetowej części programu o poprzedni sezon w barwach Williamsa. – Ale życie potoczyło się inaczej… - dodaje sportowiec. Kubica uważa jednak, że należy podchodzić pozytywnie do tego, co miał szansę robić. - Uważam się za dużego szczęściarza, że moja pasja stała się moją pracą. Myślę, że to jedna z fajniejszych rzeczy, jakie mogą się człowiekowi wydarzyć w życiu – komentuje gość Radia ZET. Podkreśla jednocześnie, że czas po wypadku, któremu uległ w 2011 roku, nie był łatwy. – Wracanie w 2018 roku po ciężkim okresie rehabilitacji i oglądanie innych kolegów, rywali, którzy się ścigają po całym świecie a ja tam jeżdżę i nie mam możliwości ścigania się, nie jest fajne” – zdradza Robert Kubica. Podkreśla także, że jest ambitnym człowiekiem i dalej chciałby mieć możliwość wykonywania swojej pracy i pasji.

RADIOZET/MA