Tomasz Raczek: Hollywood oddało Oscary walkowerem

10.02.2020 09:08

- Odczytuję to jako walkower kina hollywoodzkiego. Powiedzieli „nie mamy nic, żeby przeciwstawić to koreańskiemu filmowi”. Cały amerykański przemysł nie był w stanie wyprodukować jednego filmu, który mógłby konkurować z „Parasite” - tak o sukcesie koreańskiego filmu na 92. ceremonii wręczenia Oscarów mówi w Radiu ZET krytyk filmowy Tomasz Raczek. - Kłopot „Parasite” polegał na tym, że ten film miał wszystko. Miał najlepszy scenariusz, został najlepiej wyreżyserowany. Miał w sobie realizację podstawowej definicji na sukces: film powinien być lokalny, ale zrozumiały globalnie – komentuje gość Beaty Lubeckiej. 

Beata Lubecka: Gość Radia ZET – Tomasz Raczek, krytyk filmowy. Dzień dobry.

Tomasz Raczek: Dzień dobry.

Trochę chyba niewyspany.

Całkiem niewyspany.

Ciemne okulary, tak po hollywoodzku trochę. Która to już pana ceremonia, którą pan śledzi od dechy do dechy?

Nawet nie liczę, ale odkąd jest tylko taka możliwość w Polsce, bo Canal+ robi transmisję i taką, że można to przeżywać na gorąco…

To pan to przeżywa.

...to zawsze korzystam.

To pan to przeżywa. No i jak się podobała ta gala?

Gala jest taka zrobiona po nowemu, to znaczy…

Bez prowadzącego.

Bez prowadzącego, trochę skrócona jest. To wszystko jest pod wpływem reakcji amerykańskich widzów telewizji amerykańskiej, no bo przecież to telewizja głównie płaci pieniądze na tę galę, żeby ona mogła być tak zrealizowana.

Żeby ktoś to oglądał, i to w największej liczbie.

No ale właśnie telewizja z kolei chce, żeby mieć dużą widownię, a te tzw. słupki czy statystyki z roku na rok pokazują coraz mniejszą oglądalność transmisji oscarowej. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego że dochodzą ciągle młodzi ludzie, młode roczniki i młodzi ludzie już się tak strasznie nie podniecają Oscarami.

A poza tym też nie oglądają telewizji.

To jest druga prawda, oczywiście.

To jest to. Odpłynęli do Internetu.

W każdym razie z nich nie ma wielkiej pociechy. No i się robi różne rzeczy, żeby...

...trochę podrasować tę uroczystość.

Podrasować. Ale robią mniej więcej to samo, co kino amerykańskie robi, to znaczy nie wymyślają nowych rzeczy, tylko ograniczają, unowocześniają to, co było.

Taki trochę recykling, tak?

Tak, recykling, słusznie. To właściwie jest coś takiego. I moim zdaniem to jest bardzo złe myślenie, bo to jest takie myślenie pasywne. Tymczasem sytuacja wymaga aktywnego działania.

Trzęsienie ziemi było na koniec. No bo jednak po raz pierwszy film nieanglojęzyczny został najlepszym filmem. Co więcej, Parasite, film południowokoreański, zagarnął cztery statuetki. Reżyser rozbił bank.

Oczywiście, i to są najważniejsze statuetki, bo to jest Oscar dla najlepszego filmu roku, Oscar dla najlepszego reżysera roku, Oscar za najlepszy scenariusz oryginalny. To są trzy najważniejsze Oscary, jakie można sobie wyobrazić, i jeszcze Oscar dla najlepszego filmu międzynarodowego. No naprawdę ten wynik ja odczytuję jako walkower kina hollywoodzkiego. Powiedzieli tak: nie mamy nic, żeby przeciwstawić koreańskiemu filmowi Parasite. Cały ten wielki przemysł amerykański nie był w stanie wyprodukować jednego filmu, który mógłby konkurować z Parasite.

No dobrze, a Joker nie był w stanie konkurować z filmem Parasite? 

Miał 11 nominacji.Tak, i dostał parę, trzy czy…

Dwie.

Dwie dostał?

Dwie – za muzykę i dla głównego bohatera, czyli dla Phoenixa.

No i dzięki Jokerowi mieliśmy dwa najlepsze przemówienia, bo i kompozytorka islandzka, kompozytorka muzyki, fantastycznie przemawiała w imieniu kobiet.

Po raz pierwszy to się zdarzyło, żeby kobieta dostała Oscara za skomponowanie muzyki do filmu.

I umówmy się, że bardzo rzadko kobiety komponują muzykę do filmów. Ja kiedyś próbowałem jako redaktor naczelny magazynu filmowego Stowarzyszenia Filmowców Polskich pokazać na okładce, której cover story to była muzyka do filmów polskich, kilkoro kompozytorów, no i zależało mi, żeby w tej grupie była też kobieta.

I nie udało się znaleźć?

Jak ja się naszukałem! Nie no, udało się, ale naprawdę było trudno. To jest tak bardzo zmaskulinizowana specjalność.

No i przemowa rzeczywiście Phoenixa była poruszająca.

Tak. Ja mam wrażenie, że on nie do końca jeszcze wyszedł z roli z Jokera.

Rola przerażająca.

Ale mądra. To jest taka rola i w ogóle fenomen filmu Joker polega na tym, że miał być film widowiskowy, wyciągnięty z komiksu, kolejny wariant tych przygód inspirowanych komiksem.

A zrobił się prawie moralitet.

A jakże, zrobił się wielki film psychologiczny, artystyczny, właściwie film, który jest i ambitny, i ciekawy, i oczywiście kontrowersyjny, świetnie, że jest kontrowersyjny, bo wielu ludzi się... 

Obawiało, że te zachowania zostaną przeniesione w takim życiu codziennym.

Tak, zjeżyli się ludzie na to zło. Ale film mówi co innego. Film mówi: pokażę wam, jak powstaje zło, po to, żebyście zwracali na to uwagę i tego nie robili. Bo Joker pokazuje, że zło się w nas rodzi. My jesteśmy wyposażeni, jak się rodzimy, w dobre rzeczy i w złe. To zło jest uśpione i ono tylko wtedy wychodzi z nas, kiedy zostanie obudzone, kiedy pod wpływem bodźców zostanie obudzone. To jest trochę jak z bakteriami. Mamy w sobie różne bakterie, z którymi świetnie sobie dajemy radę. Ale jak nam spadnie odporność, jak są bardzo niekorzystne warunki to te bakterie, które dotychczas były całkowicie dla nas…

Były uśpione, gdzieś tam sobie…

Tak, i w ogóle były nieagresywne.

Nieaktywne.

Nieaktywne, tak. I one się nagle robią naszymi wrogami i nagle mogą zagrażać nawet naszemu życiu.

I o tym był ten film.

I podobnie jest ze złem. To zło jest budzone. Ten film jest o tym, jak się budzi zło. Niekoniecznie trzeba uderzyć w twarz. Czasem można jak pani Kempa powiedzieć np. o Biedroniu, który kandyduje na prezydenta...

I ma partnera życiowego.

...powiedzieć, że jeżeli wygra, to pan Krzysztof Śmiszek będzie panią prezydentową. Co za chamstwo, no! Jak można tak wulgarnie myśleć o życiu...

Ostro pan powiedział.

Bo to ja wiem, że to taki żarcik, ale to taki żarcik spod budki z piwem, naprawdę. I to budzi zło. Takie elementy. Potem można powiedzieć: „No niech pan nie przesadza, to taki sobie żarcik, he, he, he, taki chichocik” – te chichoty budują zło w nas.

A wracając do ceremonii i do tego, kto dostał Oscara, a kto nie dostał. Boże Ciało nie dostało.

Nie dostało, bo nie mogło dostać. Jak mogło dostać, jak było w tej samej kategorii…

Co Parasite.

...co film, który wszystko wygrał – Parasite.

Ale czy tylko chodziło o to, że Parasite miało taką doskonałą promocję. że jednak wydano dużo pieniędzy na to, żeby ten film zaprezentować w Ameryce? My takich pieniędzy nie posiadamy.

Kłopot z Parasite polegał na tym, że ten film miał wszystko: miał najlepszy scenariusz, został najlepiej wyreżyserowany.

Był przewrotny.

Miał w sobie realizację takiej podstawowej definicji na sukces światowy filmu. Ta definicja brzmi tak: film powinien być lokalny, ale zrozumiały globalnie.

Czyli uniwersalny.

Uniwersalny.

I tak właśnie było.

I tak właśnie było. On miał po prostu… A jeszcze na dodatek miał świetną promocję.

No dobrze, a Boże Ciało nie było uniwersalne?

Było, tylko po pierwsze było w ostatniej chwili na zasadzie czarnego konia dołączone. Niewiele osób jeszcze w ogóle widziało. Ja myślę, że z tych głosujących też nie wszyscy widzieli Boże Ciało, bo to naprawdę był czarny koń taki. Po drugie mam wrażenie, że dla Bożego Ciała sama nominacja była i jest ogromnym wyróżnieniem. I dla mnie najważniejsze jest to, co się dzieje teraz, kiedy my rozmawiamy. My sobie siedzimy tutaj w Warszawie i sobie opowiadamy, jak było, a tam trwają takie różne przyjęcia po gali.

Które są bardzo ważne.

Są bardzo ważne.

Bo tam się nawiązuje kontakty i jest tam Jan Komasa...

Tak. I teraz się decyduje, czy to będzie sukces, czy nie. Bo co będzie dla nich sukcesem? Sukcesem będzie nawiązanie dobrych kontaktów, przedstawienie się z dobrej strony, nie siedzenie we własnym gronie, tylko wychodzenie na zewnątrz. I jeżeli skończy się tym, że Janek Komasa jako reżyser będzie miał dostęp do większych budżetów nie tylko polskich na produkcję…

Ale i zagranicznych.

Ale i zagranicznych...

To będzie sukces.

Tak. A Bartosz Bielenia może dostanie propozycję zagrania roli nie tylko w polskim filmie.

I oby tak się stało. Trzymajmy kciuki.

Oby tak się stało. Ja im tego bardzo życzę.

Tutaj stawiamy trzykropek, ale to nie znaczy, że Tomasz Raczek znika, nie. Ciąg dalszy tej rozmowy o Oscarach na Facebooku i na RadioZET.pl, zapraszam.

***

W internetowej części programu Tomasz Raczek i Beata Lubecka omawiali kreacje gwiazd, które pojawiły się na oscarowej gali.

Prowadząca program „Gość Radia ZET” zastanawiała się też, czy Tomasz Raczek wybierze się na film o Zenonie Martyniuku, który do kin wchodzi 14 lutego.

– Pewnie że tak. Nie mogę nie wybrać się na film, na który będzie chciało pójść pół Polski – odpowiada krytyk filmowy. Nie spodziewa się jednak, żeby frekwencja przebiła film „Kler” Wojciecha Smarzowskiego. – „Kler” ma już chyba ponad 5 milionów. Jakoś mi się nie wydaje, ale kto wie – dodaje.

Jakie są wrażenia Tomasza Raczka po obejrzeniu filmu „365 dni”?

– Jeśli idziemy na film z nadzieją, że będzie mocno erotyczny, to się trochę zawiedziemy. Scen erotycznych nie jest tak wiele i nic szczególnie nie widać. Natomiast możemy przyjrzeć się nagim ciałom głównych bohaterów. O ile bohater włoski jest wyjątkowo pięknym mężczyzną, ale takim który uwielbia się rozbierać. Wie, jak się zachowywać, kiedy jest się nago. Widać, że ta zmysłowość w nim jest naturalna. Nie wiem czy dlatego, że jest Włochem, czy po prostu ma taki charakter. On się po prostu cieszy swoją urodą. Polka, którą uwodzi, jest taką Polką–katoliczką. Jest zahamowana, seks uważa za grzech, zasłania się odruchowo. Nic jej nie brakuje, ale nie umie pokazać swojej urody. To niedobry, nieudany debiut – ocenia Tomasz Raczek.

Krytyk filmowy nie sądzi, żeby to Barbara Białowąs reżyserowała film „365 dni”.

– Nie ma jej w promocji, nigdzie się nie udziela. Myślę, że pani Blanka, autorka książki która miała prawo być na planie filmowym, i reżyserka miały ze sobą jakiś kłopot. Nie widzę ręki reżysera. Myślę, że film wyreżyserował się sam – komentuje Raczek.