Ekspedientka nie zdjęła czipu zabezpieczającego z kurtki. Dwóch Kongijczyków trafiło do aresztu

Redakcja
28.07.2018 15:49
galeria handlowa
fot. sxc.hu

Dwóch Kongijczyków spędziło noc w warszawskim areszcie, ponieważ zostali oskarżeni o próbę oszustwa. A wszystko dlatego, że ekspedientka w jednym ze sklepów odzieżowych nie zdjęła z kurtki czipu zabezpieczającego.

Incydent, o którym pisze stołeczna "Gazeta Wyborcza", miał miejsce w czwartkowy 19 czerwca w Galerii Mokotów.

Nie zdjęto czipu, menadżerka oskarża o próbę oszustwa

Pochodzący z Demokratycznej Republiki Konga Jeff (mający status uchodźcy i na stałe zatrudniony w jedne z warszawskich korporacji) kupił spodnie oraz kurtkę w jednym ze sklepów sieci Zara. Następnie spotkał się w centrum ze swoim kolegą i rodakiem Pierre'em, któremu miał pożyczyć walizkę na piątkowy lot do Francji.

Gdy się ochłodziło, Jeff postanowił założyć kurtkę i wtedy spostrzegł, że widnieje na niej zabezpieczający czip, którego nie zdjęła ekspedientka z Zary. Chciał wyjaśnić sprawę w najbliższym sklepie na Marszałkowskiej, ale tam poinformowano go, że czip może zostać zdjęty jedynie w miejscu zakupu. Rzem z Pierre'em udali się więc na Mokotów.

– Weszliśmy do Zary, bramka nie pikała, podobnie jak wtedy, kiedy wychodziłem ze sklepu zaraz po zakupie kurtki. Okazaliśmy paragon ekspedientce, która wcześniej mnie obsługiwała, i poprosiliśmy o zdjęcie czipu. Kobieta pamiętała mnie i chciała usunąć czip, ale jej kolega zaczął przyglądać się paragonowi i powiedział, że sprawę trzeba skierować do menedżerki. Powodem była niezgodność rozmiaru na paragonie i kurtce. Kurtka była w rozmiarze L, a na paragonie widniał rozmiar M - relacjonuje Jeff w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

- Menedżerka zaczęła wypytywać, gdzie kupiliśmy tę kurtkę. Tłumaczyłem jej, że tutaj jakieś półtorej godziny wcześniej i że proszę o usunięcie czipu. Na co ona oświadczyła, że już wezwała policję, która rozstrzygnie sprawę – dodaje mężczyzna.

Policja nie sprawdziła monitoringu

I rzeczywiście: na miejsce dość szybko dotarła policja. Funkcjonariusze skuli obydwu mężczyzn w kajdanki i zawieźli na komisariat. Do godz. 13 następnego dnia przebywali w areszcie, przez co Pierre nie zdążył na samolot.

Zobacz także

Obaj usłyszeli już zarzuty oszustwa - dużo poważniejsze niż próby kradzieży, która jest rozpatrywana jako wykroczenie (a oszustwo jako przestępstwo). Co ciekawe, wedle polityki Zary, tylko kradzieże powyżej 300 zł skutkują wezwaniem policji.

Mundurowi nie sprawdzili nagrań z monitoringu, które zapewne wyjaśniłyby całą sytuację. W korespondencji z dziennikarką gazety oficer prasowy Komendy Stołecznej zapewniał, że nagrania zostały już zabezpieczone, ale że „dotychczas prowadzone czynności w tej sprawie wskazują, iż mogło dojść do oszustwa polegającego na próbie wyłudzenia towaru" (cytat za warszawa.wyborcza.pl).

Czy padli ofiarą rasizmu?

Pojawiają się również opinie, że mężczyźni padli ofiara rasizmu. Tak sugeruje w rozmowie z "GW" koleżanka z biura jednego z nich.

- Jestem załamana, bo koleguje się z Jeffem od czasu, kiedy przyjechał do Polski. Widziałam, jak walczy i jak się stara. W swoim kraju przeżył koszmar, zamordowano mu całą rodzinę, a teraz, kiedy stanął na nogi, stało się to. Czuje się upokorzony i niesprawiedliwie potraktowany. Myślę, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby miał białą skórę - mówi kobieta.

Kongijczyków przed sądem będzie bronić mec. Sylwia Kamińska. Warszawska adwokat zdecydowała się poprowadzić tę sprawę pro bono.

Zobacz także

RadioZET.pl/warszawa.wyborcza.pl/MP