Koniec mitu o bezpiecznym Bliskim Wschodzie? Turyści mogą zniknąć. "Wszystko runęło"
W ostatnią sobotę lutego Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran. Państwa Bliskiego Wschodu, w których znajdują się amerykańskie bazy, stały się głównym celem irańskiego odwetu. Od blisko tygodnia wszystkie loty z takich krajów, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Katar zostały wstrzymane. O tym, jakie konsekwencje dla lokalnego biznesu może mieć ta sytuacja, portal RadioZET.pl porozmawiał z Markiem Stusem, analitykiem rynku lotniczego.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wojna w Iranie wpływa na ruch lotniczy na Bliskim Wschodzie.
- Które linie lotnicze ponoszą największe straty z powodu konfliktu.
- Dlaczego obecna sytuacja podważa bezpieczeństwo arabskich kurortów.
Wojna w Iranie paraliżuje ruch lotniczy na Bliskim Wschodzie
Trwa wojna na Bliskim Wschodzie. Iran w odwecie za atak Stanów Zjednoczonych i Izraela rozpoczął ostrzał krajów arabskich, w których znajdują się amerykańskie bazy. Ta sytuacja stawia w bardzo trudnym położeniu regionalny rynek turystyczny. Lokalne lotniska służą jako hub dla połączeń Europa - Azja, a z lotnisk w Dubaju czy Dosze codziennie latają dziesiątki tysięcy turystów. W obliczu zamknięcia ruchu powietrznego linie lotnicze, takie jak Qatar Airways, liczą straty w dziesiątkach milionów dolarów.
W Katarze od blisko tygodnia przebywa Marek Stus, analityk rynku lotniczego portalu Pasazer.com, którego samolot z Dohy został zawrócony po zamknięciu przestrzeni powietrznej. Ekspert nie ma wątpliwości, że aktualna sytuacja na Bliskim Wschodzie będzie dużym wyzwaniem dla lokalnego sektora turystycznego. - Wszystko zmienia się bardzo dynamicznie. Nie wiemy, jak długo potrwa konflikt skupiony wokół Iranu i ataki na kraje w Zatoce Perskiej. Iran stara się nie tylko atakować amerykańskie bazy wojskowe umiejscowione w tych krajach, ale także ich infrastrukturę krytyczną, m.in. rafinerię w Bahrajnie czy Katarze, a przede wszystkim lotniska. Kilka dni temu zneutralizowany został nalot lotniska Hamad w Dosze. Podobne zdarzenia odnotowano w Dubaju. Nie ma wątpliwości, że w krótkoterminowym wymiarze jest to bardzo trudna sytuacja operacyjno-finansowa dla wszystkich przewoźników - zaznacza Marek Stus.
Koniec mitu o bezpieczeństwie w arabskich kurortach
Poważne straty odnotowują największe arabskie linie lotnicze, m.in. Qatar Airways, Emirates czy Etihad, których oferta w znacznej mierze opiera się na przewozie turystów pomiędzy Europą a Azją. - Są to bardzo popularne połączenia, często atrakcyjne pod względem cenowym, ale także oferowanych usług na pokładzie. Linie lotnicze premium, takie jak Etihad, oferują wysoką jakość serwisu i obsługi pokładowej. Obecna sytuacja mocno zachwiała całą bazą operacyjną. Obecnie wszystkie loty są uziemione lub odbywają się na specjalnych zasadach - tłumaczy ekspert.
Wstrzymanie lotów to ogromne koszta dla regionalnych przewoźników. Szacuje się, że Qatar Airways traci dziennie nawet 25 tys. pasażerów. - To oznacza, że trzeba będzie rozliczyć te wszystkie niewykorzystane bilety i dokonać zwrotów lub przebookować rejsy na inne lotnisko, co również oznacza zwiększone koszta. Do tego dochodzi utrzymanie kilku tysięcy pasażerów, którzy utknęli w Dosze. Nie wiadomo, jak długo zajmie przywrócenie regularnej siatki połączeń. Trudno jest szacować na ten moment straty, ale na pewno sięgają one dziesiątek milionów dolarów - wyjaśnia Marek Stus.
Wybuch wojny to również koniec opowieści o bezpiecznych kurortach na Bliskim Wschodzie. Do tej pory miasta, takie jak np. Dubaj, pozycjonowały się jako spokojne miejsca turystyczne oraz przesiadkowe. - To wszystko nagle runęło. Przekonanie o bezpieczeństwie w regionie stanęło pod znakiem zapytania. Część klientów na pewno zastanowi się dwa razy, czy ponownie zarezerwować podróż. W najbliższych miesiącach pasażerowie podróżujący do Azji na pewno będą starali się omijać przesiadki na Bliskim Wschodzie i będą wybierać bezpośrednie połączenia - podsumowuje analityk.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET