"Kuriozum, efekt będzie odwrotny od zamierzonego". Były prezes Lotosu komentuje apel Orlenu

4 min. czytania
27.09.2023 15:24
Obserwuj nas na Google

- To jest jakieś kuriozum, gdzie monopolista daje sygnał do rynku, żeby nie kupować za dużo. Bo co to oznacza? Że pewnie zabraknie paliwa - tak były prezes Lotosu skomentował dla Radia ZET wtorkowy komunikat Orlenu. Spółka w wieczornym oświadczeniu poprosiła klientów, żeby nie kupowali paliwa na zapas, jednocześnie przekonując, że dostawy paliw na stacje przebiegają bez zakłóceń.

tankowanie samochodu
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER/East News

Ceny paliw w Polsce przestały podążać za światowymi cenami ropy naftowej i produktów ropopochodnych. W ostatnich tygodniach baryłka ropy drożała,  złoty stracił na wartości, a  na stacjach mimo tego notowano obniżki. Ceny spadły poniżej 6 zł za litr, przez co część analityków zaczęła mówić o możliwości powtórzenia scenariusza węgierskiego: sztuczne utrzymywanie niskich cen w tym kraju doprowadziło do braków na stacjach. 

Zabraknie paliw na stacjach? Sytuacja jak z cukrem, chlebem i mięsem

- Robią jakąś polityczną hucpę cenową i jeszcze informują rynek: uważajcie, bo będzie niedobrze. I co, jak zabraknie paliw na stacji, to powiedzą, że to wina klientów? Dla mnie to jest absolutnie nienaturalne i nienormalne, co robią. Ja nie te szkoły kończyłem w zarządzaniu - powiedział Radiu ZET Paweł Olechnowicz, który Grupą Lotos kierował w latach 2002-2016.

- Gdyby stosować się do metody wyznaczania cen w odniesieniu do cen obowiązujących na rynku ARA, czyli jeżeli byśmy chcieli oszacować cenę, która umożliwiłaby import diesla i benzyny do Polski z zachowaniem minimalnego poziomu marż, to ceny w Polsce kształtowałaby się na poziomie około 7,40-7,50 zł w przypadku diesla i 7,10-7,20 zł dla benzyny. W tej chwili mamy najniższe ceny paliw w Unii Europejskiej. One są znacznie niższe niż u naszych sąsiadów – w Niemczech średnia cena benzyny po przeliczeniu na złote to około 9 zł, diesel kosztuje tam 8,50 zł. Nasze ceny są znacznie niższe niż chociażby na Słowacji czy w Czechach. Tam płaci się między 7,25 zł a 7,80 zł. Wydaje się, że w dłuższym okresie może być trudniej te dysproporcje utrzymać. Te ceny muszą wzrosnąć – wyjaśnił nam Rafał Zywert, analityk Refleksu, w podcaście „Biznes. Między wierszami”. 

Reporter Radia ZET Maciej Bąk zapytał byłego szefa Lotosu o to, czy apel Orlenu może mieć skutek odwrotny do zamierzonego. - Oczywiście, że tak. Jeżeli w takiej sytuacji sprzedający mówi "uważajcie, bo zabraknie", to przecież znamy takie sytuacje, jakie się pojawiały, gdy brakowało chleba, mięsa i tak dalej, że im było gorzej, tym większe kolejki były. To jest naturalny ruch. Na pewno społeczeństwo inaczej się nie zachowa - zaznaczył Olechnowicz.

Oglądaj

Cena litra paliwa w Polsce spadła około 6 złotych i jest najniższa w Europie. Z tego powodu do przygranicznych stacji od kilkunastu dni ciągnęły auta z Czech czy Niemiec.  Na stacjach Shell z powodu braków magazynowych już wprowadzono limit na tankowanie diesla. Opozycja zarzuciła Orlenowi, że sztucznie zaniża ceny, żeby pomóc PiS w wygranej w wyborach 15 października.

- Wydaje mi się, że nie będzie możliwe nagłe i gwałtowne podniesienie cen. Na rynku hurtowym one przestały spadać, za chwilę przestaną spadać ceny na stacjach paliw. Myślę, że przez najbliższe kilka tygodni możemy mieć bardzo stabilne ceny, natomiast później, w zależności od sytuacji na światowym rynku, możemy mieć dwa scenariusze: jeżeli zaczną spadać ceny ropy naftowej, ceny paliw w na rynku ARA, wówczas u nas ceny pozostaną mniej więcej na obecnej wysokości. Jeżeli jednak ceny ropy pozostaną na wysokich poziomach, jesienią i zimą ceny u nas będą systematycznie rosły. To będzie umiarkowany, wypłaszczony wzrost, być może w ciągu dwóch trzech miesięcy – zapowiedział Rafał Zywert.

Redakcja poleca

Grupa Orlen nie przewiduje wprowadzenia limitów tankowania na swoich stacjach ani zmiany polityki cenowej. Przy wyłączeniu nieprzewidzianych wahań czy zdarzeń na rynku, nie ma powodów, aby ceny paliwa miały w kolejnych tygodniach gwałtownie wzrosnąć, albo żeby miało go zabraknąć - przekazało biuro koncernu.

Jak zaznaczyło, Grupa Orlen nie planuje wprowadzać limitów ilościowych na zakup paliwa na swoich stacjach, nie ma również powodów do nagłych podwyżek cen. Dostawy paliw na stacje Orlen oraz do naszych klientów hurtowych, z którymi mamy zawarte umowy, przebiegają bez zakłóceń - podkreślił koncern. Zastrzegł, że wszelkie tymczasowe niedobory, które przy dużej skali działalności mogą występować na pojedynczych stacjach, uzupełniane są na bieżąco.

Po połączeniu z Grupą Lotos i PGNiG zoptymalizowano procesy zakupowe i wzmocniono kompetencje handlowe, w rezultacie zaopatrzenie całej Grupy Orlen, zarówno w hurcie jak i detalu jest w pełni zabezpieczone - przekazał koncern.

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET