`

Likwidacji zakazu handlu w niedziele nie będzie? Sklepom może się nie opłacać

3 min. czytania
05.03.2024 16:53
Obserwuj nas na Google

Na zakazie handlu w niedzielę zyskały małe sklepy, dyskonty i stacje benzynowe – przy czym te pierwsze znikają w szybkim tempie, nie mogąc wytrzymać konkurencji cenowej z większymi sieciami handlowymi. Powrót do handlu w niedziele dla części sklepów może być nieopłacalny – w proponowanych zmianach prawa zapisano obowiązek wypłaty podwójnej dniówki pracownikom. 

Robert Biegaj i Michał Tomaszkiewicz
fot. Radio ZET

Zakaz handlu w niedziele wciąż dzieli Polaków. W ciągu kilku miesięcy liczba przeciwników zamykania sklepów w 7 dzień tygodnia spadła i według nowego badania osób chcących utrzymania zakazu jest niemal dokładnie tyle samo, co przeciwników. Mieszane uczucia dotyczące liberalizacji mają także same sklepy, szczególnie dyskonty, którym udało się zmienić nawyki zakupowe Polaków i którym powrót do 7-dniowego tygodnia pracy może się po prostu nie opłacać.

Zakaz handlu w niedziele. Sklepy chcą utrzymania?

Czy zakaz handlu w niedziele powinien być zlikwidowany? Kto tak naprawdę skorzystał na zakazie handlu? Na to pytanie w podcaście „Biznes. Między wierszami” odpowiedział Robert Biegaj, ekspert z grupy Offerista.

Oglądaj

- Handel sobie poradził, jeżeli spojrzymy kto zyskał na tym zakazie, na pewno małe sklepy osiedlowe. Zyskały też te sieci franczyzowe, jeśli chodzi o częstotliwość odwiedzin, natomiast nie zyskały one pod względem wartości zakupów. Polacy nadal te duże rodzinne zakupy robią w tych miejscach, w których robili je wcześniej. Zmieniły się dni tygodnia, kiedy realizowane są zakupy, w małych sklepach robimy małe zakupy. Więcej kupujemy na przykład alkoholu: jego sprzedaż podskoczyła też na stacjach benzynowych. Na pewno można powiedzieć, że to jest kategoria, która która zyskała na tej sprzedaży nie podstawowej, nie benzyny czy oleju napędowego, tylko właśnie na alkoholu i używkach – wyjaśnił Robert Biegaj.

- Ruch w tę niedzielę może być po prostu nieduży, bo klienci mogą nie robić zakupów w takich miejscach w weekendy. Może się okazać, że otwieranie się na dodatkowy dzień jest po prostu nieopłacalne. Sieci handlowe zostały przez sytuację zmuszone do zaobserwowania, przeanalizowania i policzenia opłacalności. Nikt się wcześniej nad tym nie zastanawiał, od 90-tych mieliśmy tu pełny liberalizm i robiliśmy zakupy kiedy tylko nam się to podobało – wyjaśnił Robert Biegaj.

Redakcja poleca

W czyim jeszcze interesie jest utrzymanie zakazu handlu w niedziele? Głównymi beneficjentami zakazy mają być dyskonty – czyli prowadzące wojnę handlową Biedronka i Lidl. Ekspert zastrzegł jednak, że ich rola rosłaby zapewne także, gdyby zakazu nie było.

- Na pewno zyskują dyskonty. Polacy pokochali robić tam zakupy i ich udział rośnie. Głównie tracą hipermarkety, w małych sklepach Polacy nie zostawiają dużo pieniędzy. Natomiast coś, co na pewno się zmieniło, i coś z ewidentnie skorelowane z tym zakazem handlu, to są dni kiedy robimy zakupy. Widzimy po tym jak Polacy przenieśli te zwyczaje zakupowe, z dużą pomocą oczywiście sieci handlowych, które duże pieniądze zainwestowały w komunikację, w marketing, w poinformowanie Polaków. Ściąganie w inne dni do do placówek - to są bardzo duże wzrosty, obserwowane szczególnie zaraz po wprowadzeniu tego zakazu, który szokiem dla branży – dodał Biegaj. A komu może zależeć na zniesieniu zakazu handlu w niedziele?

- Optują za tym są galerie handlowe. Sklepy nie mogły otwierać się w niedziele, spadła liczba odwiedzających. Bardzo jednoznacznie przedstawiciele czy zrzeszenia centrów handlowych mówią o tym, że zależy im na tym, żeby ten handel został zliberalizowany – wyjaśnił ekspert grupy Offerista.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET