Polacy nad Bałtykiem kupują to obowiązkowo. Potem jest wielkie zaskoczenie

3 min. czytania
19.08.2024 11:00
Obserwuj nas na Google

Wielu Polaków nie wyobraża sobie urlopu nad Bałtykiem bez odwiedzenia smażalni i skosztowania rybki. Restauracje kuszą klientów świeżością ryby "z nocnego połowu". Za jakość trzeba zapłacić i to coraz więcej. Niekiedy jednak okazuje się, że nie zawsze klient dostaje tyle ryby, ile powinien. Youtuber z kanału "Sprawdzam jak" odwiedził kilka smażalni w Kołobrzegu i złapał sprzedawców "na gorącym uczynku".

Plaża nad Bałtykirem
fot. Shutterstock

Youtuber sprawdził smażalnie ryb nad Bałtykiem

Polacy, którzy spędzają urlop nad Bałtykiem, obowiązkowo udają się do smażalni, by skosztować świeżych ryb. Ceny morski ryb ze smażalni od dawna są wręcz zawrotne i klienci słono płacą za aromatyczne kęski. Co roku "paragony grozy" zalewają internet, kiedy okazuje się, że za kawałeczek smażonki trzeba zapłacić ponad 50 złotych. Youtuber Dymitr Błaszczyk z kanału "Sprawdzam jak" udał się do smażalni w Kołobrzegu, by tam sprawdzić,  za co klienci płacą, a co dostają na talerzu.

Błaszczyk odwiedził cztery smażalnie i w każdej z nich ważył podaną mu rybę, sprawdzając rezultat swojego pomiaru z wagą ryby, podaną na paragonie. W trzech miejscach różnice były nieznaczne, jednak w czwartej okazało się, że ryba waży 25 procent mniej, niż powinna. — Albo wykryliśmy wielki szwindel, albo wypadek przy pracy — powiedział youtuber i udał się do kasy, by wyjaśnić problem.

Redakcja poleca

Youtuber kupił dorsza w cenie 180 zł za kilogram i za zakupiony kawałek zapłacił 52,64 zł, a powinien nieco ponad 40. Jak się okazało, ryba została zważona razem z dodatkami — kawałkami cytryny i pomarańczy. W ten sposób z 280 g ryby na paragonie zrobiło się 208 g na talerzu. Szef lokalu przyznał się do błędu, jednak w komentarzach pod filmem internauci zwracają uwagę, że taka praktyka jest nagminna.

— Jak pracowałem nad morzem, ważyło się po smażeniu — oczywiście z cytrynką. Tak się robi niestety grubą kasę w sezonie — pisze jeden z komentujących. Znalazły się też opinie osób z branży gastronomicznej. — Wypowiem się trochę jako osoba, która siedzi od środka w "biznesie sezonowym". Niestety ceny są wysokie, bo opłaty są wysokie, właściciele restauracji, obiektów wypoczynkowych niestety nie będą "za darmo" gościć klientów. Ceny na Kołobrzeskim molo od zawsze były wygórowane, więc tutaj akurat można się tego spodziewać — czytamy. Internauci zwracają też uwagę, że sezon nad polskim morzem trwa stosunkowo krótko, co również przekłada się na ceny.

Jak nie przepłacać za rybę nad Bałtykiem?

Choć wielu turystów straszy drożyzną nad polskim morzem, inni przekonują, że ceny w całym kraju są dość wysokie, ale po dokładnym zapoznaniu się z tym, co ile kosztuje, możemy znaleźć miejsca tańsze. W mediach społecznościowych działa wiele grup, w których użytkownicy dzielą się swoimi doświadczeniami i opiniami o różnych restauracjach, hotelach itp. Zdradzają też ceny w poszczególnych miastach.  Aby nie przepłacać, warto już przed wyjazdem sprawdzić lokale, w których będziemy się "stołować". To pozwala uniknąć przykrych niespodzianek. Poza tym, jeśli chodzi o jakość, dobrze jest kierować się kilkoma regułami: unikać miejsc świecących pustkami, a także wybierać ryby lokalne, czyli świeższe.

Aby nie paść ofiarą "naciągania" na rybę ważoną z dodatkami, warto już przy kasie czy składaniu zamówienia ustalić wagę ryby — na przykład wskazać, by była nie większa niż 250 g. Warto też ustalić, czy cena w karcie uwzględnia wyłącznie rybie mięso, czy też jakieś dodatki. W skrajnych przypadkach możemy prosić, by ryba została odważona przy nas.

Źródło: Radio ZET/finanse.wp.pl/beszamel.se.pl

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET