"Morski niedźwiedź" przeszedł przez polski Bałtyk. Fale sięgały nawet 20 metrów
Fala portowa, czyli tzw. tsunami, to wciąż powszechne zjawisko w krajach azjatyckich. Mało kto wie, że wysokie fale występowały kiedyś również w Bałtyku. Szczególnie jedno wydarzenie zapisało się w historii Pomorza Zachodniego.
Sztormy co roku nawiedzają polski Bałtyk
Sztorm to popularne zjawisko w Bałtyku. Eksperci co roku zauważają nawet do 40 przypadków wzburzonego Morza Bałtyckiego. "Sztormy na Morzu Bałtyckim występują stosunkowo często – średnio notuje się w roku 40 dni z tak silnym wiatrem – przy czym większość z nich przypada na półrocze chłodne (od września do marca). Sztorm trwa zwykle od 4 do 7 dni, a najgorsze warunki do rejsów panują w styczniu. To właśnie zimą występują na Bałtyku największe fale, których wysokość sięga nawet 6-7 metrów" - dowiadujemy się ze strony Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Podczas sztormu fale są szczególnie niebezpieczne, a ich wysokość spiętrza się nawet do kilku metrów. "Zdarza się, że bałtycki sztorm spiętrza średni poziom wody o prawie 2 metry. W 1874 roku w Świnoujściu zanotowano rekordowy dla tej stacji stan 696 centymetrów, a w 1872 roku w Kołobrzegu – 720 centymetrów" - czytamy na stronie IMGW. Sztormy mogą powodować rozległe uszkodzenia takie jak np. zniszczone brzegi morskie, zanikanie plaż czy uszkodzone budowle hydrotechniczne.
Mało kto wie, że jeszcze kilka wieków temu sztormy nie były jedynym zmartwieniem mieszkańców nadmorskich miejscowości w Polsce. Wybrzeże Pomorza Zachodniego było nawiedzane przez tsunami, czyli falę portową o ogromnej wysokości. "Jest to seria nadzwyczaj dużych fal wywołanych podwodnym trzęsieniem ziemi lub wybuchem wulkanu. Fale przemieszczają się z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę i osiągają nawet 30 metrów wysokości. Tsunami może trwać przez kilka godzin" - czytamy na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. To zjawisko pogodowe jest doskonale znane mieszkańcom krajów azjatyckich. Jedne z ostatnich wielkich tsunami odnotowano w Japonii w 2011, kiedy 10-metrowa fala pozbawiła życia ponad 15 tysięcy mieszkańców regionu Tohoku.
Tsunami występowało w Morzu Bałtyckim
Wielkie fale nad Bałtykiem od lat są tematem badań polskich naukowców. Z zachowanych próbek piasku przyniesionego z głębin morza na pomorskie Wybrzeże wynika, że do kataklizmu mogło dojść w Darłowie (1497 rok), Mrzeżynie (1757 rok), i Kołobrzegu (1497 i 1779 rok). Bałtyckie tsunami zostało okrzyknięte przez badaczy mianem "morskiego niedźwiedzia", ze względu na charakterystyczny pomruk wydawany przez wdzierające się na ląd fale. Największe szkody "morski niedźwiedź" wywołał w okolicach Darłowa i Darłówka, które zostały praktycznie przykryte przez 20-metrową falę. "Fala, która zalała Darłówko i Darłowo, rujnując nabrzeże portowe, mogła mieć nawet 20 metrów wysokości. Darłówko zostało niemal całkowicie zniszczone (...) Wydarzyło się to w 1497 roku. Pędząca woda poczyniła szkody nawet 8 kilometrów od plaży, we wsi Krupy" - czytamy na portalu twojapogoda.pl. Naukowcy uważają, że przyczyną fali portowej było trzęsienie ziemi na terenie Skandynawii lub wyciek gazu z pękniętej skorupy ziemskiej.
Czy tsunami powróci jeszcze nad Morze Bałtyckie? Tak wysokie fale powstają jedynie w wypadku skrajnych zjawisk naturalnych, takich jak trzęsienia ziemi czy wybuchy wulkanów. Ich wystąpienie w Morzu Bałtyckim wydaje się być znikome. Co ciekawe, o tsunami w Polsce zrobiło się głośno w 2009 roku, kiedy dwie wizjonerki spod Łodzi ostrzegały przed nadchodzącym kataklizmem. "Tsunami miało nawiedzić Wybrzeże w kwietniu, zapowiedzi jednak się nie ziściły" - czytamy w archiwalnym tekście "Rzeczpospolitej".
Dołącz do grupy "Szczecin, Pomorze Zachodnie. Informacje i wydarzenia"
Źródło: Radio ZET/ IMGW/ Gov.pl/ Twojapogoda.pl/ RP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET