Rusza wielki proces Mety. Facebook i Instagram mogą zmienić się na zawsze
Podczas gdy w Polsce Rafał Brzoska wypowiada Mecie wojnę za fałszywe reklamy w serwisie, w USA rusza historyczny proces, który może na zawsze odmienić Facebooka i Intagrama. Sednem sporu jest ochrona prywatności dzieci.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zarzuty stawiają władzom Meta amerykańskie stany.
- Które stanowe prokuratury w USA pozywają Meta za działania na Facebooku i Instagramie.
- Co mogłoby się zmienić na Facebooku i Instagramie w wyniku procesu.
- Dlaczego Rafał Brzoska walczy z Meta w Polsce.
Meta przed sądem. Chodzi o dzieci i działanie Facebooka oraz Instagrama
Podczas gdy w Polsce Rafał Brzoska wypowiada Mecie wojnę za fałszywe reklamy w serwisie, w USA rusza historyczny proces, który może na zawsze odmienić Facebooka i Instagrama. Sednem sporu jest bezpieczeństwo dzieci i nastolatków. Amerykańskie władze twierdzą, że Meta świadomie projektowała swoje platformy tak, aby zatrzymywać młodych użytkowników na jak najdłużej, a jednocześnie gromadziła dane dzieci bez wymaganej zgody rodziców.
Proces ruszył 18 sierpnia w federalnym sądzie w Oakland w Kalifornii, a sam pozew jest częścią ogromnej sprawy wytoczonej Mecie przez 29 stanów USA. Wśród nich są m.in. Kalifornia, Kolorado, Kentucky i New Jersey. Prokuratorzy generalni tych stanów zarzucają właścicielowi Facebooka i Instagrama, że naruszał przepisy dotyczące ochrony dzieci, a jednocześnie wprowadzał użytkowników w błąd co do bezpieczeństwa swoich platform.
Jednym z najważniejszych zarzutów jest to, że Meta miała zbierać dane dzieci poniżej 13. roku życia bez wymaganej zgody rodziców. Amerykańskie przepisy szczególnie chronią tę grupę użytkowników. Według pozwu problem nie ograniczał się jednak do samego gromadzenia informacji.
Przedstawiciele stanów twierdzą, że Facebook i Instagram zostały wyposażone w rozwiązania, które miały celowo zwiększać zaangażowanie młodych użytkowników. Chodzi m.in. o nieskończone przewijanie treści, powiadomienia zachęcające do powrotu na platformę czy inne mechanizmy mające utrzymywać użytkownika w aplikacji. Zdaniem oskarżycieli Meta wiedziała o potencjalnych zagrożeniach dla młodych osób, ale mimo to nie zrezygnowała z rozwiązań korzystnych dla jej biznesu. (Jak informuje Reuters, ten zarzut podnoszą cztery z pozywających stanów – przyp. red.).
Jednym z dowodów ma być dokument z 2019 roku, w którym firma analizowała uzależniający charakter Instagrama wśród nastolatków. Stany chcą wykazać, że problem nie był dla koncernu zaskoczeniem i że firma miała świadomość tego, jak jej produkty wpływają na młodych użytkowników.
Meta odpiera zarzuty. Firma twierdzi, że podjęła wiele działań mających zwiększyć bezpieczeństwo młodych osób w internecie, a argumentacja stanów przedstawia sytuację w sposób przesadzony. Koncern kwestionuje również zasadność żądań finansowych.
Największy spór sądowy dotyczący mediów społecznościowych
Zdaniem ekspertów, proces jest jak dotąd największym testem w sporach sądowych dotyczących mediów społecznościowych i odbywa się w obliczu globalnej debaty nad wpływem social mediów na młodzież. Z tego powodu proces może wykraczać poza karę finansową, bo stany chcą nie tylko pieniędzy, ale także zmian w sposobie działania Facebooka i Instagrama.
Wśród rozważanych środków są m.in. ograniczenia dotyczące funkcji uznawanych za uzależniające, w tym nieskończonego przewijania. Prokuratorzy chcą również wprowadzenia mocniejszych zabezpieczeń dotyczących wieku użytkowników oraz ochrony danych dzieci. W grę może wchodzić także ograniczenie lub usunięcie liczników polubień dla młodych użytkowników.
Proces ma potrwać około sześciu do ośmiu tygodni, a stany mogą domagać się od Mety około 200 mld dolarów. Sama firma ostrzega natomiast, że przy zastosowaniu określonych interpretacji przepisów jej potencjalna odpowiedzialność mogłaby teoretycznie sięgnąć nawet 1,4 bln dolarów.
Warto przypomnieć, że dla Mety to kolejny poważny problem prawny dotyczący bezpieczeństwa dzieci. Zaledwie w marcu tego roku sąd stanowy w Nowym Meksyku nakazał Mecie wpłacić 567 milionów dolarów na fundusz zdrowia psychicznego nastolatków oraz zmienić zasady ochrony młodych użytkowników swoich platform.
Jeżeli również w Kalifornii zapadnie niekorzystne dla Mety rozstrzygnięcie, konsekwencje mogą być znacznie szersze: mogą bowiem stworzyć presję na zmianę sposobu projektowania największych serwisów społecznościowych — nie tylko w USA, ale potencjalnie także na innych rynkach.
Co istotne rzecznik Meta stwierdził, że twierdzenia stanów są bezpodstawne, a firma podtrzymuje swoją reputację w zakresie tworzenia solidnych zabezpieczeń dla nastolatków.
W Polsce z Facebookiem walczy Rafał Brzoska
Także na polskim podwórku od kilku miesięcy toczy się spór pomiędzy Rafałem Brzoską, a Metą. Założyciel InPostu walczy z platformą w związku z wykorzystywaniem jego wizerunku w fałszywych reklamach. W ostatnich dniach opublikował komunikat, w którym publicznie wskazał nazwiska najważniejszych pracowników firmy w Polsce. W odpowiedzi Meta stwierdziła, że to może zagrażać bezpieczeństwu pracowników.
W najnowszym oświadczeniu Rafał Brzoska zwrócił uwagę, że w swojej odpowiedzi Meta nie przeprosiła za reklamy, w których pojawiały się fałszywe informacje na jego temat, w tym sugestie, że został zatrzymany przez policję czy pobił żonę, zamiast tego powołuje się na bezpieczeństwo swoich pracowników, podczas gdy – przekonuje biznesmen – to bezpieczeństwo na jej łamach może być naruszane m.in. przez fałszywe reklamy.
„Meta wydała oświadczenie w sprawie scamu! [...]. Nie ma w nim słowa „przepraszamy”. Jest za to zdanie, że wymienianie z nazwiska ich pracowników „zagraża ich bezpieczeństwu”. Przypomnę, co ja zobaczyłem w PŁATNYCH reklamach na Facebooku i Instagramie: że zatrzymała mnie policja, że pobiłem żonę, że moja żona nie żyje, że nastąpił „mój tragiczny koniec”. Widziały to moje dzieci” – nie kryje oburzenia Brzoska. „Krótko po ujawnieniu nazwisk moje konto na Instagramie zostało zablokowane. I to Meta czuje się zagrożona” – ocenia.
W swoim oświadczeniu Brzoska przywołuje również ustalenia Reutersa dotyczące wewnętrznych dokumentów Mety. Wynika z nich, że firma miała szacować, iż około 10 proc. jej przychodów pochodzi z reklam oszukańczych oraz ofert dotyczących zakazanych towarów. Według wyliczeń Brzoski przychody te mogą sięgać dziesiątek miliardów dolarów rocznie. Jego zdaniem pokazuje to, dlaczego sama presja na platformę może nie wystarczyć, a potrzebne są zmiany prawne. „Nie odpuszczę” – zapowiada Brzoska.
Źródło: Radio ZET/Reuters/The Guardian/Independent
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET