Rząd daje 1200 zł. PiS: co można sobie za to kupić, waciki?
Bon energetyczny ma wynagrodzić podwyżkę cen energii, do której ma dojść w lipcu, po odmrożeniu rachunków za prąd elektryczny i gaz. Pomoc może wynieść 1200 zł. W trakcie sejmowej debaty nad projektem ustawy posłanka PiS Iwona Arent oświadczyła, że jest to projekt „na waciki” w porównaniu z tym, co wprowadził rząd PiS.
Bon energetyczny wystarczy „na waciki” PiS krytykuje rządowy program
Bon energetyczny będzie stanowił jednorazowe świadczenie pieniężne przeznaczone dla gospodarstw domowych o niższych dochodach. Przewidziane będą dwa progi dochodowe: do 2500 zł dla gospodarstw jednoosobowych oraz do 1700 zł na osobę dla gospodarstw wieloosobowych.
Wysokość bonu energetycznego będzie zależała od liczby osób w gospodarstwie domowym. I tak, gospodarstwom jednoosobowym będzie przysługiwało wsparcie w kwocie 300 zł, dwu- i trzyosobowym - 400 zł, gospodarstwa liczące od czterech do pięciu osób otrzymają 500 zł, a sześcioosobowe i większe - 600 zł. Jeśli w gospodarstwie domowym wykorzystywane będą źródła ogrzewania zasilane energią elektryczną, wartość bonu energetycznego wzrośnie o 100 proc. W zależności od wielkości gospodarstwa wyniesie zatem od 600 do 1200 zł.
Sejm po pierwszym czytaniu odesłał w czwartek do komisji klimatu, energii i aktywów państwowych rządowy projekt ustawy o ograniczeniu cen energii dla odbiorców i o bonie energetycznym. Cel ustawy to m.in. przedłużenie na drugą połowę roku osłon związanych z cenami energii.
Zgodnie z decyzją Marszałka Sejmu, komisja ma przygotować sprawozdanie w terminie umożliwiającym przeprowadzenie drugiego czytania jeszcze na obecnym posiedzeniu Sejmu, które ma być kontynuowane w środę 15 maja. W trakcie pierwszego czytania wszystkie kluby opowiedziały się za kontynuowaniem prac nad projektem ustawy o czasowym ograniczeniu cen za energię elektryczną, gaz ziemny i ciepło systemowe oraz o bonie energetycznym.
Przedstawiając rządowy projekt wiceministra klimatu Urszula Zielińska przypomniała, że ceny energii elektrycznej na rynku spadają, ale - według rządu - ceny dla odbiorców są za wysokie. - Nie możemy pozwalać na nadmierne zyski państwowych spółek energetycznych kosztem obywateli - zaznaczyła, przypominając, że projekt zakłada, iż sprzedawcy z taryfami zostaną ustawowo zobowiązani do wystąpienia do Prezesa URE z wnioskami o korektę taryf pod groźbą utraty rekompensat za sprzedaż po zaniżonych cenach.
Zielińska dodała, że rząd spodziewa się iż, ceny energii będą dalej spadać i „będziemy mogli wrócić do rynkowego funkcjonowania”. W trakcie debaty posłanka PiS Iwona Arent oświadczyła, że jest to projekt „na waciki” w porównaniu z tym, co wprowadził rząd PiS. Przewidziana w nim pomoc dla odbiorców jest za mała, a podwyżki od lipca „dobiją polskie rodziny” - oznajmiła.
Z kolei poseł KO Tomasz Nowak podkreślał, że celem projektu jest likwidacja przyczyn podwyżki cen energii, podczas gdy PiS w czasie swoich rządów „zakonserwował te przyczyny, m.in. uparcie trzymając się węgla”. - Zamrażanie cen bez likwidacji przyczyny to jak rozdawanie kartek na cukier za socjalizmu - mówił poseł.
Jak zaznaczył, obecnie cena energii elektrycznej na rynku hurtowym jest niewiele niższa niż obecna zamrożona cena dla odbiorców, a gaz także jest tańszy do ceny zamrożonej. Zmiany taryf będą wynikać z sytuacji na rynku - dodał.
Źródło: Radio ZET/Sejm/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET