Rząd nieuchronnie podwyższy podatek. Czeka nad inflacyjny „efekt jo-jo”?
Stawka 0 procent VAT na żywność została przedłużona do końca 2023 roku, nieuchronnie zbliża się jednak podniesienie podatku do wcześniejszego poziomu. Wywoła to wzrost cen, który może zakończyć się „scenariuszem węgierskim” i inflacyjnym „efektem jo-jo” – ostrzegli eksperci.
Inflacja sukcesywnie spada: w zaledwie kilka miesięcy obniżyła się o 7 punktów procentowych, do poziomu 11,5 procent. Z projekcji NBP wynika, że na jesieni wskaźnik wzrostu cen liczony rok do roku powinien spaść do wartości jednocyfrowych. Pomogło w tym przedłużenie obowiązywania zerowej stawki VAT na żywność. W 2024 podatek wróci zapewne do swojej pierwotnej wysokości – ostrzegli eksperci i wytłumaczyli, jakie może to mieć konsekwencje dla portfeli Polaków.
Inflacja z „efektem jo-jo”? VAT na żywność wzrośnie
- Inflacja to wróg publiczny numer jeden. Ona niszczy gospodarkę i oszczędności, a to, co już „zjadła”, tego już nie odda. Zapomnieliśmy, że inflacja mierzona jest rok do roku, a przecież ceny rosły już w 2020 roku. Gdybyśmy skumulowali te wzrosty, to łączna inflacja wyniosłaby dziś więcej niż 30 procent. Po wyborach w 2024 roku skumulowana inflacja może wynieść nawet 50 procent. Nasza inflacja to przypudrowany, zamrożony wskaźnik – tłumaczył dr Sławomir Dudek, szef Instytutu Finansów Publicznych, w podcaście „Biznes. Między wierszami”.
Rząd wprowadził zerowy VAT na niektóre produkty żywnościowe w lutym 2022 r. W kolejnych kwartałach zamrożenie VAT-u było przedłużane. Pod koniec czerwca premier Mateusz Morawiecki zadecydował, że zerowa stawka na wiele produktów żywnościowych pierwszego wyboru (m.in. pieczywo, nabiał, warzywa i owoce, mięso oraz ryby) obowiązywać będzie do końca roku.
Prof. Elżbieta Mączyńska, ekspertka z Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (PTE), zwraca uwagę na to, że mamy rok wyborczy. W takich warunkach – co jest naturalne – zarówno partia rządząca, jak i każda inna, różnymi sposobami walczy o głosy wyborców. Obecnie najistotniejsze jest jednak to, że wciąż mamy wysoką inflację. Wprawdzie ona dość szybko spada, ale ciągle jest na poziomie dwucyfrowym.
Według wstępnych danych GUS-u, inflacja konsumencka w czerwcu 2023 wyniosła 11,5 procent. Jednak ceny samej żywności zwiększyły się o ponad 17 procent. Uderza to przede wszystkim w najuboższe osoby, bo produkty spożywcze stanowią relatywnie duży udział w ich wydatkach. To empiryczne potwierdzenie wciąż aktualnego prawa, sformułowanego w 1857 roku przez niemieckiego ekonomistę i statystyka Ernsta Engla. Zgodnie z nim, im niższy jest poziom dochodów gospodarstwa domowego, tym większą jego część pochłaniają wydatki na żywność.
– Najuboższe gospodarstwa są szczególnie wrażliwe na wzrost cen żywności i najdotkliwiej go odczuwają. Stąd też obowiązkiem demokratycznego państwa są działania, które mogą je chronić przed negatywnymi skutkami inflacji. Jednym z nich jest wprowadzenie zerowej stawki VAT, czyli płaconego przez nabywców podatku od wartości dodanej VAT. Wyzerowanie go stanowi istotną ulgę dla gospodarstw domowych, zwłaszcza najmniej zasobnych. Bez tego ceny żywności byłyby jeszcze wyższe – stwierdził ekonomistka.
Prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny firmy PwC, postrzega decyzję o pozostawieniu stawki VAT na niektóre produkty żywnościowe na zerowym poziomie w kategoriach politycznych, a nie gospodarczych. – W przyszłości trzeba będzie przywrócić podstawową stawkę VAT, bo jej utrzymanie odbywa się kosztem zwiększonego deficytu budżetowego. Decyzja o kolejnym przedłużeniu zerowego VAT-u akurat wtedy, kiedy inflacja spada, jest podyktowana wyłącznie motywacjami politycznymi, ale rozumiem ją. Zresztą w Polsce rządzący podejmowali już gorsze decyzje – powiedział prof. Orłowski.
Ekspert zauważył przy tym, że w przyszłości będziemy mieć potężny problem albo z finansami publicznymi, albo z inflacją. – To są rzeczy, które się nawzajem do pewnego stopnia niwelują. Jeśli jest gwałtowne przyspieszenie inflacji, to wtedy zmniejsza się deficyt finansów publicznych oraz ciężar długu publicznego i odwrotnie – więc jedno z tych dwóch nieszczęść nas prawdopodobnie czeka i będzie to skutek podejmowanych właśnie decyzji o charakterze politycznym.
Do tego prof. Orłowski przypomniał, że rząd „dość skutecznie” przypilnował przedsiębiorców, by obniżyli ceny w momencie wejścia w życie niższego VAT-u, stąd zakłada, że dopilnuje również, by sprzedawcy nie wykorzystali chwili podniesienia podatku do wprowadzenia po cichu podwyżek cen żywności. Inaczej postrzega to dr Sławomir Dudek, prezes i główny ekonomista Instytutu Finansów Publicznych, który jest zdania, że powrót do stawek podstawowych będzie skutkował efektem jo-jo, a więc wzmożonym wzrostem cen. Ostrzega również, że jeśli rząd nadal będzie dosypywał tyle gotówki do budżetów domowych (np. w postaci 13. i 14. emerytury oraz programów społecznych), to jeszcze bardziej doleje oliwy do ognia, skutkiem czego wzrośnie inflacja.
– Powiedzmy sobie otwarcie. Pieniądze z zamrożonego VAT-u są potrzebne w budżecie do finansowania usług. Wspomniany przeze mnie efekt jo-jo, czyli skok inflacji po powrocie do stawek podstawowych, może nas kosztować dwa, trzy punkty procentowe. Jeśli więc uda się nam zejść do poziomu 8-9 procent inflacji, to właśnie ten efekt może spowodować, że inflacja wróci do poziomu dwucyfrowego – ostrzega dr Dudek. I przywołuje przykład Węgier, w których premier Viktor Orban zamroził ceny przed wyborami, co spowodowało wyrwę w budżecie. Po zwycięskiej elekcji „odmroził” ceny, co skutkowało tym, że inflacja poszybowała do 25 procent i węgierscy politycy nie są w stanie poradzić sobie z powstałymi problemami gospodarczymi. – Jednak mam nadzieję, że w Polsce tak to nie zadziała – podsumował ekspert z Instytutu Finansów Publicznych.
RadioZET.pl/MondayNews
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET