Tajemniczy prezes LPP na nagłej konferencji. Odpierał „rosyjski” atak na spółkę
Marek Piechocki, prezes grupy LPP, pojawił się - tylko jako głos - na konferencji prasowej online zorganizowanej z powodu pojawienia się zarzutów o kontynuowanie przez spółkę odzieżową sprzedaży w Rosji. Oskarżenia postawił Hindenburg Research, przyznając jednocześnie, że zamierzał zarobić na spadku cen akcji, jakie wywołało opublikowanie raportu.
LPP to polska spółka odzieżowa, do której należą marki Reserved, Sinsay, Mohito, Cropp i House. Hindenburg Research podał informację, że producent miał nie wycofać się z rynku rosyjskiego: świadczyć miały o tym wzmożone dostawy do Kazachstanu, z którego ubrania miały trafiać do Rosji. „Dane dotyczące importu i eksportu pokazują, że w 2023 r. LPP wysłało do swojej kazachskiej spółki zależnej towary o wartości około 755 mln USD, mimo że Kazachstan stanowił tylko 1 proc. sklepów stacjonarnych LPP” – napisano w raporcie Hindenburg Research. Na specjalnej konferencji prasowej zarzut odparł Marek Piechocki, prezes grupy LPP, który znany był ze stronienia od publicznych występów. Akcje polskiej spółki potaniały w jeden dzień o około 30 procent.
LPP sprzedawało do Rosji? Prezes Piechocki tłumaczy
Marek Piechocki wyjaśnił, że informacje, które podał Hindenburg Research, bazują na błędzie, który pokazał się w angielskiej wersji angielskiej raportu rocznego LPP za rok obrotowy 2022/2023. Faktyczna sprzedaż do Kazachstanu wyniosła 15 mln dolarów, a odzież trafiła do sieci 23 sklepów własnych spółki. Pomyłka znalazła się w rubryce „sprzedaż inna”, w której zapisano kwotę 3127 mln zł: prawidłowa wartość to 207 mln zł. Prezes LPP dodał, że błąd po jego wykryciu poprawiono.
- Jest mi przykro, że w naszym otoczeniu znalazł się ktoś, kto za pieniądze starał się zachwiać pozycją naszego przedsięwzięcia — oświadczył Marek Piechocki. Wyjaśnił, że dostawał wcześniej sygnały o tym, że „dziennikarze śledczy” próbowali wydobywać informacje będące tajemnicą przedsiębiorstwa od pracowników, oferując im w zamian pieniądze. LPP jako spółka notowana na GPW jest zobligowane do publikowania dokładnych raportów finansowych z działania. W oficjalnych dokumentach wykazywano, że z handlu z Rosją się wycofano.
- LPP nie prowadzi działalności operacyjnej w Rosji. Nie jest właścicielem pośrednim ani bezpośrednim spółek, o której mówi raport. Cieszyliśmy się zaufaniem rynku, więc tym bardziej mi przykro - dodał Marek Piechocki.
- Jeden z zarzutów w raporcie mówi, że szczególnie wysoki wzrost przychodów wynika z rozwijania biznesu rosyjskiego i tranzytu przez Kazachstan. Sprzedaż wzrosła dzięki ekspansji Sinsay. W 2019 roku stworzyliśmy nowy koncept Sinsaya, dopasowany do małych miejscowości. Wcześniej był przygotowany na galerie handlowe w dużych miastach. W 2022 roku, po wybuchu wojny, zmieniliśmy strategię, myślenie o biznesie. To nie był rok, w którym mogliśmy myśleć, żeby się rozwijać. Łączna pomoc na Ukrainę wyniosła ponad 27 mln zł — wyjaśnił prezes LPP, odnosząc się do postawionych przez Hindenburg Research zarzutów.
Wcześniej polska spółka informowała, że „raport przygotowany przez Hindenburg Reasearch jest elementem przygotowywanego od 5 miesięcy zorganizowanego ataku dezinformacyjnego, obliczonego na spadek kursu akcji Grupy LPP”. Zostało to zgłoszone odpowiednim organom. „O sprawie poinformowaliśmy wcześniej Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Szefa Krajowej Administracji Skarbowej” - napisano w oświadczeniu.
Piechocki przyznał, że wyjście z Rosji nie było ani procesem szybkim, ani łatwym, i dla spółki skończył się gigantycznymi stratami. - Dla nas decyzja o wyjściu z Rosji była szczególnie trudna, bo ten biznes budowaliśmy przez lata. Mieliśmy dwa cele: odzyskać część zainwestowanych kwot oraz zabezpieczyć bezpieczeństwo i stabilizację pracownikom. Spółka rosyjska to był wielki „transatlantyk”. Około 500 sklepów. Nie jest tak, że mieliśmy kolejkę inwestorów i mogliśmy wybierać. Proces selekcji inwestora był pod presją czasu. W opcjach była zamiana sklepów w Rosji na sklepy poza Rosją, była możliwość sprzedaży samego towaru, byli chętni na przejęcie umów, ale pojawiła się też opcja sprzedaży biznesu. Ostatnia opcja wydawała się na rozsądna. LPP odnotowała na tym łącznie 600 mln zł strat — powiedział Marek Piechocki.
Prezes LPP dodał, że na bazie byłych rosyjskich aktywów spółki powstał podmiot, którzy działa niezależnie i nie jest powiązany z polskim producentem. Proces zapłaty jeszcze trwa: kontrahent przekazał na razie 700 mln zł, przejęty towar jest wart ponad 2 mld zł.
W umowie o sprzedaży rosyjskich aktywów LPP zapisano opcję call, czyli możliwość odkupienia sieci do 2026 roku. Piechocki zapowiedział, że spółka nie zamierza z tej możliwości skorzystać. - Ja nie widzę w jakiejkolwiek perspektywie, że LPP wróci na rynek rosyjski. Na pewno nie z tą spółką - zadeklarował prezes LPP. Jako nowe obszary ekspansji wymienił Europę Centralną i Południową, z Grecją i Włochami na czele.
Źródło: Radio ZET/LPP
- Odcięcie Rosji od SWIFT to miecz obosieczny. „Utrudni wszystkim transfery pieniężne"
- Uwielbiana marka ma problemy finansowe. Zamyka sklepy i zwalnia pracowników
- Sieć spożywcza ogłasza upadłość. Gigant jest niewypłacalny
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET