Tradycyjny zawód przyciąga tłumy. Chętnych więcej niż miejsc na szkoleniach. Praca marzeń?
Owce, bacówki i tradycyjny wyrób oscypków – choć pasterstwo kojarzy się z minionymi pokoleniami, chętnych do nauki tego zawodu nie brakuje. Tegoroczne szkolenia zakończyli kolejni adepci, którzy już wkrótce mogą dołączyć do grona osób podtrzymujących pasterską tradycję na Podhalu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wygląda droga do zdobycia kwalifikacji bacy i juhasa.
- Dlaczego tradycyjne zawody pasterskie wciąż cieszą się zainteresowaniem.
- Jak zmienia się grono osób podejmujących pracę na bacówkach.
Pasterska tradycja wciąż żywa. Nowi bacowie i juhasi odebrali certyfikaty
14 baców czeladników i 24 juhasów ukończyło tegoroczne szkolenia przygotowujące do pracy przy wypasie owiec i produkcji tradycyjnych serów. W niedzielę w Ludźmierzu odbyło się uroczyste wręczenie certyfikatów. Po tegorocznej edycji szkoleń w Polsce jest już 189 baców i 116 juhasów.
Półroczne szkolenia organizowane przez Małopolską Szkołę Gościnności w Myślenicach łączą zajęcia teoretyczne z praktyką w bacówkach na Podhalu. Ich uczestnicy muszą również zdać egzamin zawodowy przed Izbą Rzemieślniczą w Katowicach.
Zainteresowanie tradycyjnymi zawodami pasterskimi pozostaje wysokie. Już podczas tegorocznej rekrutacji liczba chętnych przekroczyła liczbę dostępnych miejsc.
– Zawodem bacy i juhasa cały czas interesuje się bardzo wiele osób. Już na początku roku, podczas rekrutacji na tegoroczny kurs, zabrakło miejsc i musieliśmy utworzyć listę rezerwową. Wiemy już, że w przyszłym roku również uruchomimy szkolenia – powiedziała PAP koordynatorka kursów Sabina Cygan.
Dla wielu absolwentów ukończenie kursu oznacza początek pracy przy wypasie owiec oraz produkcji tradycyjnych produktów, przede wszystkim oscypków. Pasterskie zajęcie jest też dla części uczestników sposobem na powrót do rodzinnych korzeni.
– Są wśród nich ludzie, którzy od dziecka znają bacówki, bo ich dziadkowie i rodzice zajmowali się pasterstwem. Są też osoby, które wracają do rodzinnych korzeni, odkrywając tradycję przerwaną w poprzednim pokoleniu. Łączy ich pasja i przywiązanie do tego zawodu – oceniła Cygan.
Choć praca juhasa ma charakter sezonowy, szkolenia mają znaczenie dla funkcjonowania bacówek i zapewnienia wykwalifikowanych pracowników. Nie wszyscy mogą jednak pozwolić sobie na zatrudnienie, które nie zapewnia dochodów przez cały rok.
– Absolwenci rzeczywiście zostają w zawodzie i pracują przy owcach oraz wyrobie oscypków. Cieszy nas również to, że coraz więcej kobiet decyduje się na tę drogę i bardzo dobrze radzi sobie w pasterskiej pracy – podkreśliła koordynatorka. Kwalifikacje w tych zawodach posiada 28 kobiet.
Od nauki do bacówki
Kursy dla przyszłych baców i juhasów są organizowane od 2017 r. przez Małopolskie Centrum Kształcenia Zawodowego przy Małopolskiej Szkole Gościnności w Myślenicach. Część teoretyczna odbywa się w weekendy w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Nowym Targu. Ważnym elementem nauki jest także praktyka zdobywana bezpośrednio w bacówkach na Podhalu.
Przyszli juhasi odbywają 150-godzinny staż. W jego trakcie poznają codzienną pracę przy stadzie, uczą się dojenia owiec oraz przygotowywania tradycyjnych produktów, takich jak bryndza i oscypek.
Szkolenia są bezpłatne i finansowane ze środków województwa małopolskiego. Ich zwieńczeniem jest egzamin czeladniczy lub mistrzowski przed Izbą Rzemieślniczą w Katowicach.
Zawody bacy i juhasa zostały oficjalnie wpisane do klasyfikacji zawodów w Polsce w 2010 r. To jednak nie tylko konkretne kwalifikacje zawodowe, ale również element dziedzictwa kulturowego regionu.
Od 2022 r. bacowanie, czyli praktyka kulturowego wypasu owiec, znajduje się na Krajowej Liście Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Kolejne edycje szkoleń pokazują, że tradycja ta nie pozostaje wyłącznie elementem przeszłości. Nadal znajdują się osoby, które chcą zdobywać związane z nią umiejętności i wykorzystać je w pracy przy owcach oraz produkcji tradycyjnych serów.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET