„Mamy pewność, że doszło do ataku”. W grę mogą wchodzić dane 19 mln Polaków

3 min. czytania
12.08.2026 13:11
Obserwuj nas na Google

Sprawa, która początkowo mogła wyglądać jak kolejny incydent w sieci, nabiera znacznie poważniejszego wymiaru. Służby badają cyberatak na MyDr, a pojawiły się informacje o ogromnej bazie danych, która mogła trafić w niepowołane ręce. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zwołał pilne posiedzenie najważniejszych struktur odpowiedzialnych za cyberbezpieczeństwo.

Krzysztof Gawkowski
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak doszło do ataku na MyDr.
  • Czy dane niemal 19 mln Polaków mogły trafić w niepowołane ręce.
  • Jakie działania podjęły polskie służby.

Cyberatak na MyDr. Służby sprawdzają, co stało się z danymi Polaków

Cyberatak na MyDr postawił polskie służby w stan podwyższonej gotowości. Firma obsługuje system Elektronicznej Dokumentacji Medycznej, dlatego sprawa dotyczy szczególnie wrażliwego rodzaju informacji. Na razie nie ma oficjalnego potwierdzenia, jak duża część danych mogła zostać przejęta.

O incydencie poinformował w poniedziałek minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. W środę w programie Onetu potwierdził natomiast, że nie chodzi jedynie o podejrzenie awarii czy problem techniczny. Doszło do ataku na systemy firmy MyDr.- Mamy pewność, że firma MyDr została zaatakowana. Współpracuje ona ze służbami, aby dokładnie wyjaśnić sprawę - stwierdził

W grę mogą wchodzić dane milionów osób

Skala sprawy jest tym, co budzi największe obawy. MyDr działa na szeroką skalę i przetwarza informacje związane z funkcjonowaniem placówek medycznych. Według przekazywanych danych platforma obsługuje miesięcznie około 3 mln wizyt oraz 2,7 mln recept. To oznacza, że w jej systemach znajdują się informacje, których ujawnienie mogłoby mieć poważne konsekwencje dla pacjentów.

Pojawiły się doniesienia, że osoby stojące za atakiem mogą dysponować ponad 18,8 mln numerów PESEL. Informacje te przekazał serwis Zaufana Trzecia Strona, który miał otrzymać wiadomość od osób podających się za sprawców.

Na potwierdzenie swoich twierdzeń mieli przesłać przykładowe dane. Według przekazanych informacji część z nich była prawdziwa. To jednak wciąż nie oznacza, że potwierdzono wyciek całej wskazywanej bazy.

Redakcja poleca

Minister nie potwierdza jeszcze skali wycieku

Resort cyfryzacji zachowuje ostrożność. Trwają działania mające ustalić, w jaki sposób przeprowadzono atak, do jakich informacji uzyskano dostęp oraz kto może obecnie nimi dysponować. Gawkowski nie wyklucza poważnego scenariusza, ale podkreśla, że śledztwo nadal trwa.

- Na tym etapie postępowania nie można ostatecznie potwierdzić wycieku danych, jednak wiele wskazuje na to, że osoba nieuprawniona mogła uzyskać do nich dostęp - przekazał.

Jeżeli jednak informacje o niemal 19 mln numerów PESEL znalazłyby potwierdzenie, konsekwencje byłyby wyjątkowo poważne. - Jeśli to się potwierdzi, będzie to jeden z największych wycieków danych w historii - stwierdził.

Pilne posiedzenie najważniejszych struktur

W związku z sytuacją minister cyfryzacji zwołał na środę posiedzenie Połączonego Centrum Operacyjnego Cyberbezpieczeństwa. W sprawę zaangażowane są również służby specjalne oraz przedstawiciele resortów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i ochronę zdrowia.

- Mamy prawdopodobieństwo bardzo dużego wycieku danych związanego z jedną z firm obsługujących lekarzy i gabinety lekarskie, która gromadziła dane pacjentów z całej Polski. Trwają działania służb, które sprawdzają, jak, jaką metodą, kto doprowadził do tego wycieku, jak wyglądał ten incydent, kto może dzisiaj dysponować tymi danymi i oczywiście jak duża jest tego skala - przekazał.

Minister pozostaje także w kontakcie z ministrem koordynatorem służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem oraz minister zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą.

Dlaczego te dane są tak cenne

Problem nie ogranicza się do samego numeru PESEL. W przypadku systemów wykorzystywanych przez placówki medyczne mowa o danych, które mogą pozwalać na znacznie dokładniejsze poznanie sytuacji konkretnej osoby. Jak wskazywał Gawkowski, tego rodzaju informacje mogą być atrakcyjne dla cyberprzestępców, ale również dla podmiotów zainteresowanych ich wykorzystaniem do analizy, wywierania presji czy szantażu.

Na tym etapie najważniejsze pytanie dotyczy więc nie tego, czy doszło do ataku, bo to zostało już potwierdzone, lecz tego, jakie dane faktycznie zostały przejęte i jaka jest rzeczywista skala incydentu.

Źródło: Radio ZET/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET