Zakaz handlu w niedziele. Początek zmian „w przyszłym tygodniu”
- Jako Polska 2050 będziemy zbierać podpisy pod ustawą wprowadzającą wolny handel w 2 niedziele w miesiącu, już w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że wszystkie ugrupowania to poprą – zapowiedział w Radiu ZET Ryszard Petru, szef sejmowej komisji gospodarki i rozwoju.
Zakaz handlu w niedziele podzielił Polaków na dwa niemal równe obozy. Z analiz rynkowych wynika, że rozwiązanie opłaciło się przede wszystkim dyskontom i stacjom benzynowym. Zlikwidowanie ograniczenia było jedną z obietnic wyborczych – jej realizacja może zacząć się „w przyszłym tygodniu”, a więc na chwilę przed wybiciem 100 dni rządu. W programie „Gość Radia ZET” zapowiedział to Ryszard Petru, poseł Polski 2050.
Zakaz handlu w niedziele. „Formuła zbliżona do tej z 2016 roku”
- Jeśli potrzebujemy większych dochodów, wzrostu gospodarczego i komfortu klientów, to jest to kompromisowa propozycja – ocenił Petru, zapowiadając wprowadzenie 2 niedzieli handlowych w miesiącu. Wcześniej pojawiły się też informacje, że za pracę w niedziele przewidziane zostanie podwójne wynagrodzenie.
Co z poparciem innych partii? Polityk Trzeciej Drogi odpowiedział, że KO jest „za”, a nawet dalej – chce wszystkich niedziel handlowych. Odmienne zdanie może jednak mieć Lewica, która zmian w zakazie nie chce poprzeć. Świadczą o tym między innymi wypowiedzi Agnieszki Dziemianowicz-Bąk.
- Pani minister musi brać pod uwagę to, że gospodarka się zmieniła i nie tylko w formie fizycznej można zrobić zakupy i ktoś pracuje w niedzielę – skomentował Gość Radia ZET. Petru dodał, że „nikt nie musi chodzić do sklepu w niedzielę, jak ma zwyczaj niechodzenia, to niech nie chodzi”.
Zniesienia zakazu handlu w niedziele mogą nie chcieć same sklepy. Dyskontom udało się przejąć dużą część ruchu z ostatniego dnia tygodnia i zmienić zwyczaje zakupowe: największe sprawunki robimy obecnie we wtorki i czwartki. Może się okazać w niektórych przypadkach, że niedzielny utarg będzie zbyt niski, żeby zapłacić za droższą pracę zatrudnionych.
- Ruch w tę niedzielę może być po prostu nieduży, bo klienci mogą nie robić zakupów w takich miejscach w weekendy. Może się okazać, że otwieranie się na dodatkowy dzień jest po prostu nieopłacalne. Sieci handlowe zostały przez sytuację zmuszone do zaobserwowania, przeanalizowania i policzenia opłacalności. Nikt się wcześniej nad tym nie zastanawiał, od 90-tych mieliśmy tu pełny liberalizm i robiliśmy zakupy kiedy tylko nam się to podobało – wyjaśnił w podcaście „Biznes. Między wierszami” Robert Biegaj, ekspert grupy Offerista.
Źródło: Radio ZET
- "Perturbacje polityczne nic nie zmieniły". Oto trzy najszybciej drożejące produkty
- Sklepy doliczają „podatek od kradzieży”. Rząd „zachęcił” do przestępstw
- Polacy zmuszeni zapożyczać się na święta. Tyle musi średnio wydać czteroosobowa rodzina
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET