`

Ewangelia Grzegorza Brauna. Dokąd zmierza kontrrewolucja gaśniczaków?

12 min. czytania
23.12.2025 06:05
Obserwuj nas na Google

Jeszcze kilka lat temu analizował „podświadomość Gwiezdnych wojen”, zastanawiając się, czy mistrz Yoda mógł być Żydem. Dziś, niesiony poparciem ponad miliona wyborców, systematycznie pnie się w kolejnych sondażach. Na czym polega fenomen Grzegorza Brauna i kontrrewolucji, którą próbuje wzniecić, budując tzw. „szeroki front gaśnicowy”?

Braun
fot. Adam Burakowski /East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak Grzegorz Braun wzrósł w siłę po wyborach prezydenckich w 2025 roku.
  • Co sprawiło, że ugrupowanie Brauna wyprzedza inne partie w sondażach.
  • Dlaczego Braun jest postrzegany jako alternatywa dla politycznego mainstreamu.
  • Które incydenty i wypowiedzi Brauna wywołały największe kontrowersje.

Braun bez brody

Niemały wstrząs wywołał ostatni sondaż OGB, w którym ugrupowanie Grzegorza Brauna – Konfederacja Korony Polskiej – uzyskało 11,18 proc. poparcia, wyprzedzając jednocześnie macierzystą partię – Konfederację Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka (10,67 proc.). To właśnie ta mijanka między dwiema bliźniaczymi formacjami uznawana jest za największą sensację badania. Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy Grzegorz Braun oficjalnie rozstawał się z rosnącą w siłę Konfederacją, niewiele osób wróżyło mu – radykałowi o ekscentrycznych poglądach i egzotycznych powiązaniach – szanse na samodzielne przetrwanie. Jego decyzja o starcie w wyborach prezydenckich, niejako w kontrze do popularnego wówczas Sławomira Mentzena, oceniana była jako zwiastun politycznego harakiri. Tymczasem historia potoczyła się zgoła odwrotnie. Braun i jego ludzie nie tylko przestali być operetkowym planktonem, ale coraz śmielej wyważają kolejne drzwi do znienawidzonego przez siebie mainstreamu.

Braun przez lata próbował swoich sił zarówno w wyborach krajowych, jak i samorządowych – na ogół bez większego powodzenia. Choć jego nazwisko od lat 90. było dobrze znane w środowisku prawicowych publicystów, filmowców i dokumentalistów, opinia publiczna szerzej usłyszała o nim dopiero w 2012 roku. Podczas spotkania dyskusyjnego w klubie Ronina Braun wypalił, że należałoby rozstrzelać sporą liczbę dziennikarzy „Gazety Wyborczej” oraz TVN. – Kule powinny świstać, a mamy kabaret. Bo kolejny przesąd to wiara w pacyfizm. Wiara, że tu można cokolwiek załatwić, jak nie zostaną w sposób nagły, drastyczny wyprawieni na tamten świat z tuzin redaktorów „Wyborczej” i ze dwa tuziny drugiej gwiazdy śmierci mediów centralnych – TVN – ferował. W jednym z późniejszych wywiadów przyznał nawet, że „chyba nie doszacował” liczby dziennikarzy, których należałoby rozstrzelać. Sprawa jego wypowiedzi trafiła do prokuratury, ale została ostatecznie umorzona.

W 2015 roku Braun zarejestrował swój komitet w wyborach prezydenckich. To w czasie tej kampanii Polacy mogli nieco więcej dowiedzieć się o jego oryginalnych poglądach i propozycjach. To także wtedy na stałe wprowadził do swojego politycznego języka zwrot „szczęść Boże”, od którego rozpoczynał wszystkie publiczne i medialne wystąpienia. W jednym z wyborczych spotów krótko i zwięźle referował swoje przekonania. – Nie wierzę w demokrację, bo za jej fasadą rządzą mafie, służby i loże. Jestem monarchistą, bo cenię wolność i szanuję tradycję. Socjalizm to dla mnie kradzież, aborcja to zbrodnia. Normalna rodzina to podstawa. „Nie” dla promocji sodomii. Podatki? Proste i niskie. Kara śmierci dla morderców i zdrajców stanu – wyliczał. Materiał podsumował kultowym zdaniem: – Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem.

Czy Yoda był Żydem?

Wybory w 2015 roku zakończyły się jednak dla Brauna sromotną klęską – zdobył zaledwie 0,83 proc. poparcia. Wyprzedzili go m.in. Janusz Korwin-Mikke, Magdalena Ogórek i Janusz Palikot, a cały antysystemowy kapitał zgarnął Paweł Kukiz – 20,80 proc. Utworzony w tym samym roku komitet Grzegorza Brauna KWW „Szczęść Boże” nie zdołał zarejestrować swoich kandydatów do parlamentu we wszystkich okręgach, zdobywając ostatecznie niewiele ponad 13 tys. głosów w skali całego kraju. Była to kompromitacja. Sam Braun nawet nie kandydował.

Filmy i krótkie wywiady z jego udziałem zyskiwały po 2015 roku dużą popularność w sieci, lecz częściej z powodów satyrycznych niż publicystycznych. Słynny materiał, w którym Braun rozpracowuje „podświadomość” „Gwiezdnych wojen” George’a Lucasa, szukając jednocześnie odpowiedzi na pytanie, czy „mistrz Yoda był Żydem”, obejrzano na YouTube dotąd ponad 1,3 mln razy. Na innym popularnym nagraniu, zatytułowanym „anegdota o jajku sadzonym”, Braun skarży się, że po niedzielnej mszy świętej nie mógł znaleźć we Wrocławiu ani jednej restauracji, w której mógłby zjeść na śniadanie „nierozbełtane jajka”. – To jest niewolnictwo. To jest świat, w którym nie chcę żyć! Proszę o jajka sadzone! – grzmiał.

Redakcja poleca

Konfederacja i objawienia maryjne

Przełom nastąpił w 2019 roku. To wtedy powstała pierwsza Konfederacja – formacja jednocząca siły na prawo od PiS. Pierwotnie nazywana „Konfederacją KORWiN Braun Liroy Narodowcy”, miała swój początek w tzw. Konfederacji Gietrzwałdzkiej – polityczno-religijnym spotkaniu środowisk skrajnie prawicowych w miejscowości, w której między 27 czerwca a 16 września 1877 roku miała objawiać się Matka Boska. W wypracowanym wówczas dokumencie, zatytułowanym „Akt Konfederacji Gietrzwałdzkiej A.D. 2018”, czytamy m.in.: „niniejszym zgodnie wyrażamy szczerą wolę poddania naszego życia prywatnego i publicznego panowaniu Chrystusa Króla Polski oraz opiece Jego Najświętszej Matki, Królowej Korony Polskiej. Przy czym Ich władzę nad sobą pojmujemy całkowicie realnie, bynajmniej nie tylko symbolicznie”. Wśród sygnatariuszy aktu znaleźli się, poza Grzegorzem Braunem: Krzysztof Bosak, Sławomir Mentzen, Jacek Bartyzel, Włodzimierz Skalik i Robert Winnicki, a niedługo później także Kaja Godek i Robert Bąkiewicz.

Konfederacja z Grzegorzem Braunem na pokładzie zadebiutowała w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku – bezskutecznie. Mimo obiecujących sondaży na prawicową koalicję zagłosowało 4,55 proc. wyborców. Braun kandydował z okręgu podkarpackiego i uzyskał ponad 33 tys. głosów. To tam Konfederacja osiągnęła najlepszy wynik w kraju – 5,89 proc. Jak się później okazało, miało to kluczowe znaczenie zarówno dla jego osobistej kariery politycznej, jak i dla kierunku, w którym podąża cała skrajna prawica. Z kampanii Brauna zapamiętana został szczególnie jedna wypowiedź poświęcona osobom homoseksualnym. – Kamienowania nie popieram. Jak ktoś wystąpi z liberalnym projektem batożenia, to wtedy zastanowimy się, czy przeprowadzać to przez Parlament Europejski, czy Sejm i Senat warszawski – powiedział Braun.

Sukces nadszedł kilka miesięcy później – w jesiennych wyborach parlamentarnych. Konfederacja, już bez Liroya, Marka Jakubiaka i Kai Godek, weszła do Sejmu z wynikiem 6,81 proc. wprowadzając na Wiejską 11 posłów. Wśród nich znalazł się także Braun. W jego kampanii nie brakowało groteskowych momentów, które przysporzyły mu kolejnych zwolenników. Hitem stała się transmisja na żywo z kuluarów TVP Rzeszów, gdzie pracownicy telewizji i ochrona uniemożliwiali mu wejście do studia. – Ma odbyć się program, w którym telewizja chce selekcjonować gości, a ja, jako przedstawiciel komitetu Konfederacja, tej selekcji nie przechodzę pozytywnie – relacjonował. Dla jasności Braun usiłował wziąć udział w programie, do którego w ogóle nie został zaproszony.

W oparach teorii spiskowych

Prawicowa młodzież, wychowana na internetowych tyradach Janusza Korwin-Mikkego, Grzegorza Brauna i Stanisława Michalkiewicza, nie mogła doczekać się chwili, gdy ich idol pojawi się na sejmowej mównicy, rozpoczynając wystąpienie od słynnego „Szczęść Boże”. Po czterech latach jego parlamentarny bilans można było uznać za imponujący – to 843 wystąpienia. To jednak nie liczba, lecz treść wypowiedzi i towarzyszące im zachowania przyniosły Braunowi eksplozję popularności. Sprzyjały temu globalne dramaty – pandemia COVID-19, a następnie wojna w Ukrainie i eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie. Braun doskonale odczytał nastroje w mediach społecznościowych, społeczny gniew i narastający bunt wobec elit.

Braun w 2020 roku konsekwentnie łamał kolejne pandemiczne restrykcje, po sali sejmowej paradował bez obowiązkowej maseczki, lekarzy oskarżał o zbrodnie sanitarne, a WHO nazywał „zorganizowaną grupą przestępczą”. W kolejnych miesiącach stał się twarzą ruchu antyszczepionkowego i jednym z głównych propagatorów teorii spiskowych dotyczących NOP. We wrześniu 2021 roku z mównicy sejmowej zaatakował ówczesnego ministra zdrowia Adama Niedzielskiego słowami: „Będziesz pan wisiał!”.

Po rosyjskim ataku na naszego wschodniego sąsiada raz za razem oskarżał Ukrainę, Zachód i Unię Europejską, przyjmując jednocześnie optykę propagowaną przez Kreml. Rządzącym zarzucał wpychanie Polski do wojny, a Ukraińców niemal przy każdej okazji nazywał banderowcami. Był jedynym posłem, który głosował przeciwko uchwale Sejmu w sprawie wezwania państw członkowskich Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego oraz Unii Europejskiej do wsparcia Ukrainy w obliczu agresji rosyjskiej.

Negowanie pandemii i szczepień prawdopodobnie utwierdziło go w przekonaniu, że w dobie mediów społecznościowych podążanie pod prąd jest politycznie wyjątkowo opłacalne. Dla większości opinii publicznej Braun pozostawał niebezpiecznym zawadiaką, lecz dla niewielkiej, choć stale rosnącej grupy radykałów i konspiracjonistów, stawał się niemal duchowym przewodnikiem.

Żydowski bunkier i komory gazowe

Od tego momentu Grzegorz Braun opierał swoją aktywność polityczną na kilku powtarzalnych filarach. Głosił poglądy antyzachodnie, często zbieżne z narracją rosyjską; w kontrze do politycznego mainstreamu chętnie sięgał po popularne w mediach społecznościowych teorie spiskowe; w roli głównego antagonisty regularnie obsadzał Żydów; w praktyce politycznej konsekwentnie wybierał zaś strategię prowokacji, opartą na bulwersujących wypowiedziach i skandalicznych gestach.

I tak 12 grudnia 2023 roku, używając gaśnicy proszkowej, zgasił w budynku Sejmu chanukiję zapaloną z okazji Chanuki, a zdjęcia z tego incydentu obiegły media na całym świecie. Kilka miesięcy wcześniej, 30 maja 2023 roku, przerwał wykład Jana Grabowskiego poświęcony zagładzie Żydów, niszcząc przy tym mikrofon i głośnik. W styczniu 2023 roku wyniósł z holu Sądu Okręgowego w Krakowie stojącą tam choinkę, po czym wyrzucił ją do ulicznego kosza na śmieci. Powodem nietypowego protestu były bombki z symbolami Unii Europejskiej, Ukrainy oraz społeczności LGBTQ+. 11 czerwca 2025 roku Braun zniszczył plansze wystawy umieszczonej w Sejmie przez stowarzyszenie „Tęczowe Opole” poświęconej społeczności LGBT. Z kolei 16 kwietnia 2025 roku wraz z grupą współpracowników – w tym posłem Romanem Fritzem – wtargnął do szpitala powiatowego w Oleśnicy, podejmując „interwencję poselską”, podczas której blokował wyjście do pacjentów ginekolożce Gizeli Jagielskiej. Podobnych incydentów jest w dorobku Grzegorza Brauna znacznie więcej.

Zwolennikom polityka nie przeszkadzają absurdalne wypowiedzi bazujące na wyssanych z palca teoriach spiskowych. Jedna z nich zakłada, że pod CPK ma zostać zlokalizowany tajny, żydowski bunkier. – Ja się zakładam, że to tam! Że to tam, Stanisławów, Baranów, w tej okolicy, wytypowano gdzieś lokalizację alternatywnego bunkra dowodzenia, wybraną przez zieloną i niebieską bezpiekę państwa położonego w Palestynie. I to tam mają być przeniesione, dyslokowane, jakieś istotne aktywa, militarne i polityczne państwa położonego w Palestynie – przekonywał kilka lat temu. Z kolei 10 lipca 2025 roku, podczas rozmowy z Łukaszem Jankowskim na antenie Radia Wnet, Grzegorz Braun zanegował istnienie komór gazowych w niemieckim nazistowskim obozie zagłady Auschwitz-Birkenau. – Mord rytualny to fakt, a dajmy na to Auschwitz z komorami gazowymi to niestety fake – stwierdził. Po tych słowach dziennikarz przerwał rozmowę.

Braun dogania Konfederację

Po zgaszeniu świec chanukowych w Sejmie drogi Brauna i jego kolegów z Konfederacji zaczęły się rozchodzić. W ugrupowaniu, w którym dowodzenie przejął duet Mentzen–Bosak, zaczęło dominować przekonanie, że kontrowersyjny polityk zagraża budowanemu wizerunkowi partii, która za sprawą młodych liderów ma być od teraz postrzegana jako wyraźnie prawicowa, ale jednocześnie poważna, odpowiedzialna i przewidywalna. Na wiosnę 2024 roku Braun został wybrany posłem do Parlamentu Europejskiego, a rok później zdecydował się na start w wyborach prezydenckich. Konfederacja, która już wcześniej zgłosiła do tej rywalizacji Sławomira Mentzena, usunęła go ze swoich szeregów, a on sam rozpoczął polityczny marsz z ugrupowaniem Konfederacja Korony Polskiej i „szerokim frontem gaśnicowym”.

W wyborach prezydenckich w 2025 roku Braun zdobył 6,34 proc. poparcia — to grubo ponad milion głosów i wynik 10 razy wyższy niż przed dziesięcioma laty. Dla komentatorów to właśnie ten rezultat jest największą sensacją pierwszej tury. W drugiej rundzie wyborów Braun poparł Karola Nawrockiego, dokładając swoją cegiełkę do ostatecznego triumfu kandydata PiS. Od tamtego momentu jego ugrupowanie rośnie w siłę. W kolejnych sondażach wyprzedza Lewicę, Polskę 2050 i PSL, zbliżając się do faworyzowanej Konfederacji Mentzena i Bosaka. Powodów jest kilka.

Po pierwsze, w ostatnich miesiącach skutecznie zorganizował wokół siebie grupę osób znanych z mediów społecznościowych. Ostatnie happeningi potwierdzają, że może liczyć na szeroką gamę barwnych i kontrowersyjnych postaci. To np. Wojciech „Jaszczur” Olszański i Marcin „Ludwiczek” Osadowski, którzy usłyszeli już 154 zarzuty dotyczące m.in. „pochwalania przestępstw i przemocy z powodu przynależności politycznej”. W swoich audycjach na żywo wielokrotnie nawoływali do mordowania przeciwników politycznych, grozili śmiercią dzwoniącym do nich widzom, a także wychwalali rządy Alaksandra Łukaszenki i Władimira Putina. W końcówce kampanii prezydenckiej Olszański, trzymając w ręce nóż, krzyczał: „Za Karolem! Rżnąć k***a wrogów ojczyzny! To jest ten moment, potem będziemy się dzielić łupami!”.

Do „gaśnicowego frontu” dołączył ostatnio Janusz Waluś — morderca i neonazistowski działacz, który ponad 30 lat spędził w południowoafrykańskim więzieniu za zabójstwo lidera komunistów w RPA, Chrisa Haniego. Obok Brauna pojawia się także aktywna w mediach społecznościowych kontrowersyjna modelka Samuela Torkowska, która otwarcie nawołuje do wyjścia Polski z UE i budowania sojuszu z putinowską Rosją. „Nikt nie będzie walczył, powitamy Rosjan z otwartymi ramionami i poprosimy o pomoc w denazyfikacji naszego rządu” – pisała w serwisie X. Niedawno obok lidera Korony wystąpił także zatrzymany przez ABW pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji Mateusz Piskorski z prorosyjskiej partii Zmiana.

Po drugie, Korona Brauna skutecznie wypełnia lukę, którą wytworzyła Konfederacja, chcąca za wszelką cenę pozbyć się łatki ugrupowania szurów i skandalistów. Dla wyborców wyznających konspiracjonistyczne teorie i poszukujących na TikToku czy Facebooku odpowiedzi na „największe tajemnice wszechświata” partia Brauna jest po prostu bardziej wiarygodna niż ugrzeczniona, flirtująca z mainstreamem Konfederacja. Po trzecie, znaczenie mają cechy samego Grzegorza Brauna — bezkompromisowego, niepokornego radykała, operującego piękną polszczyzną kaznodziei. Na jego tle koledzy z Konfederacji wyglądają co najwyżej na nieopierzonych młodzieżowców.

Szczęść Boże, będziesz wisiał!

Paradoksem — doskonale rozumianym przez samego Grzegorza Brauna — jest fakt, że zachowania i wypowiedzi, które w normalnych warunkach powinny go dyskwalifikować z życia publicznego, konsekwentnie windują go w sondażach. Dzieje się tak nawet mimo widocznych sprzeczności w jego quasi-religijnych tyradach.

Ugaszenie świec chanukowych w Sejmie Braun motywował rzekomo rasistowskimi założeniami filozofii Chabad-Lubawicz, które - według niego - dzielą ludzi na Żydów i nie-Żydów: pochodzących od Boga oraz tych pochodzących od diabła. Braun sam dokonuje jednak bardzo podobnych klasyfikacji. W internetowym wywiadzie z europosłanką Konfederacji Ewą Zajączkowską-Hernik polityk stwierdził, że duża część osób zamieszkujących Polskę to już nie Polacy. – Trzeba po pierwsze zauważyć, że nie wszyscy mieszkańcy Polski, uwaga, są Polakami. Może już całkiem sporo, a może nawet większość, to po prostu eurokołchoźnicy. To ukropoliniacy, to właśnie ludzie, którzy się kontentują statusem tubylca w jakiejś kolonii, w stanie czy bantustanie. Nie ma co na to wygadywać i wybrzydzać, tak po prostu jest – mówił.

Podobnie jest z ochroną życia. Braun — sygnatariusz „Aktu Konfederacji Gietrzwałdzkiej A.D. 2018”, od lat kreujący się na katolickiego fundamentalistę — z równą gorliwością nawołuje do ochrony życia od momentu poczęcia (sprzeciwia się m.in. zapłodnieniu metodą in vitro), jak i do wykonywania wyroków śmierci na arbitralnie wskazanych „zdrajcach stanu”. Słowa „szczęść Boże” przechodzą mu przez gardło równie lekko, co nawoływanie do „wystrzelania tuzina redaktorów Wyborczej” czy wieszania byłego ministra zdrowia. Mówiąc, że należy oddać cesarzowi co cesarskie, a Bogu co boskie, jednocześnie postuluje „intronizację Jezusa Chrystusa na Króla Polski” — i jak sam przyznaje, jest to jeden z najważniejszych punktów jego programu politycznego.

Sprzeczność pojawiła się także wokół tematu wojny w Ukrainie. Po wybuchu pełnoskalowego konfliktu Braun stroni od krytykowania Moskwy, za to bez zahamowań oskarża o jego sprowokowanie Ukrainę, NATO i świat zachodni. Kilkanaście lat temu ten sam Grzegorz Braun przestrzegał przed takim właśnie obrotem spraw. – Narzuca się tu taki pomysł – przekierowanie na siebie majdanu polskiego i majdanu ukraińskiego. Przekierowanie na siebie pewnych resentymentów – polskich patriotów, ukraińskich szowinistów. To mogłoby być bardzo dobre narzędzie rozwiązania kwestii tak polskiej, jak i ukraińskiej – stwierdził. – I obawiam się, że to może być grane w którymś momencie – mówił.

Ugrupowanie Grzegorza Brauna wysunęło ostatnio oficjalny postulat wyjścia Polski ze struktur Unii Europejskiej. Europoseł stwierdził, że „nie da się uzgodnić niepodległości Polski z eurokołchozem”. – Nie dało się uwzględnić suwerenności Polski z RWPG, ale w PRL władze warszawskie miały więcej suwerenności niż dziś. Królestwo Kongresowe było stokroć bardziej suwerenne od Rzeczpospolitej III i pół – przekonywał.

Paradoks tego stanowiska polega na tym, że sam Braun od 2024 roku jest sowicie wynagradzanym posłem do Parlamentu Europejskiego. Gdyby zastosować analogię do logiki, którą sam uprawia, można by stwierdzić, że oto etatowy eurokołchoźnik, finansowany przez Brukselę, przyjeżdża do Polski, by pouczać obywateli, jak mają rządzić się we własnym państwie.

Braun alternatywą dla systemu?

Eksplozja popularności środowiska Grzegorza Brauna jest w dużej mierze konsekwencją systemowej anarchii panującej w mediach społecznościowych. Algorytmy popularnych serwisów nie tylko nie eliminują kontrowersyjnych treści zaprojektowanych tak, by wywoływać skrajne emocje, lecz często wręcz je premiują, podsuwając użytkownikom kolejne, podobne wpisy. Dla ugrupowań radykalnych i populistycznych stanowi to polityczne paliwo.

Wybuch pandemii COVID-19, a następnie rosyjski atak na Ukrainę zbiegły się w czasie ze szczytem aktywności w serwisach społecznościowych wielu użytkowników, którzy desperacko poszukiwali odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania dotyczące zdrowia, bezpieczeństwa i mechanizmów rządzących światową polityką. W odpowiedzi otrzymywali lawinę atrakcyjnych narracji o zakulisowych spiskach, lożach oraz niewidocznych grupach potajemnie sterujących naszym życiem. W ten sposób formował się nowy elektorat ugrupowań antysystemowych, żywiących się wrogością wobec tradycyjnej polityki, mediów, ludzi nauki, ośrodków akademickich i eksperckich.

8 grudnia ruszył proces Grzegorza Brauna za zgaszenie gaśnicą świec chanukowych. W warszawskim sądzie pojawiły się tłumy jego zwolenników i politycznych towarzyszy. Tuż przed rozpoczęciem rozprawy na sądowym korytarzu doszło do osobliwych scen. Otoczenie Brauna zorganizowało improwizowaną religijną procesję - były śpiewy, modlitwy i atmosfera groteskowego patosu. Równie nietypowy przebieg miała sama rozprawa. Braun zamiast ograniczyć się do klasycznych wyjaśnień procesowych, wygłosił długi wykład „o rebe Schneersonie, guru Chabad-Lubawicz”. Nagrania z jego wystąpienia trafiły do sieci, gdzie bardzo szybko zaczęły żyć własnym życiem na kanałach sympatyzujących z politykiem. Nietrudno przewidzieć, że niezależnie od treści wyroku sądu, wspomniana mowa stanie się w środowisku Brauna duchowo-politycznym manifestem.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET