Glapiński walczy o być albo nie być w NBP. Rząd wyciągnie pomocną dłoń?
Prezes NBP Adam Glapiński przeszedł do ofensywy w sprawie powołania na kolejną kadencję wiceprezes Marty Kightley. Jak nieoficjalnie dowiedział się portal RadioZET.pl, Glapiński przesłał do kancelarii prezydenta wniosek w jej sprawie. Rządowi z kolei obiecuje korzyści, jakie mają wynikać z kontrasygnaty premiera pod powołaniem. Stawką jest władza w NBP i zwycięstwo koalicji rządzącej w wyborach.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zmiany personalne czekają Narodowy Bank Polski w 2026 roku.
- Dlaczego Donald Tusk ma kluczową rolę w powołaniach do zarządu NBP.
- Co oferuje Tuskowi Adam Glapiński w zamian za powołanie Marty Kightley.
- Co w sytuacji, gdy premier będzie blokował zmiany w zarządzie NBP.
W 2026 roku Narodowy Bank Polski czeka wiele zmian personalnych. Jedna z nich jest już za nami. 1 marca zarząd banku zmniejszył się o jednego członka - Piotra Pogonowskiego. Były szef ABW nie został powołany na kolejną kadencję. Jego ewentualną nominację musiałby poprzeć premier Donald Tusk, co dla elektoratu Koal i cji Obywatelskiej byłoby niewybaczalne. Pogonowskiego wskazuje się jako jednego z głównych odpowiedzialnych za aferę ws. Pegasusa (kilka dni temu usłyszał zarzuty w tej sprawie). Zresztą, jak słyszymy ze źródeł na Świętokrzyskiej, Pogonowski sam nie chciał zostać w banku na kolejne sześć lat.
Glapiński walczy o swoją “prawą rękę”
Na początku marca bank centralny może stracić kolejną osobę z zarządu. 8 marca kończy się kadencja Marty Kightley. To wiceprezes NBP i pierwsza zastępczyni prezesa Glapińskiego. Jak ważną jest osobą dla Glapińskiego, opisywaliśmy w listopadzie ubiegłego roku. To wtedy Glapiński miał po raz pierwszy spotkać się nieformalnie z ministrem finansów Andrzejem Domańskim. Rozmowa miała dotyczyć przyszłości Kightley w banku i projektu opinii Rady Polityki Pieniężnej do budżetu państwa. W skrócie: miała zostać złagodzona w zamian za to, że Tusk złoży kontrasygnatę pod wnioskiem o powołanie Kightley. Domański w mediach nie potwierdził doniesień o spotkaniu, ale opinia RPP została złagodzona przez samego Glapińskiego.
Na początku lutego minister finansów Andrzej Domański spotkał się z przedstawicielami rządu Królestwa Arabii Saudyjskiej. Ministerstwo określiło tę wizytę jako “największą w historii polską misję gospodarczą w Arabii Saudyjskiej”. Domański rozmawiał z politykami oraz reprezentantami saudyjskich państwowych funduszy i instytucji finansowych o rozwoju współpracy gospodarczej. W komunikacie prasowym ministerstwo przekazało, że Domańskiemu towarzyszyła liczna delegacja polskich przedsiębiorców i przedstawiciele agencji rządowych oraz instytucji rozwojowych.
W Rijadzie był także prezes NBP. Co prawda Glapiński brał udział w innym wydarzeniu, ale zastanawiająca jest zbieżność czasu i miejsca. Nie ulega wątpliwości, że zagranicą łatwiej byłoby zorganizować nieformalne spotkanie między Glapińskim a Domańskim.
Jak wynika z naszych informacji, Adam Glapiński przeszedł do ofensywy w sprawie nominacji dla swojej zastępczyni. Prezes NBP miał przedstawić ministerstwu “korzyści” dla rządu, które pojawiłyby się po złożeniu kontrasygnaty przez Donalda Tuska pod wnioskiem o powołanie Marty Kightley na kolejną kadencję. Glapiński miał sformułować żądania i gwarancje na piśmie, ale w formie non-paper (nieoficjalny dokument, bez formalnych zobowiązań). - To pokazuje, jak prezes czuje się pewnie w swojej grze - mówi nam nasze źródło w NBP.
Glapiński pod ścianą. Tusk w trudnej sytuacji
Co Glapiński proponuje rządowi w zamian za podpis pod nominacją dla Marty Kightley? Szef NBP ma dalej w łagodny sposób oceniać finanse państwa Obiecuje także dalszą obniżkę stóp procentowych. - Generalnie chodzi o maskowanie fatalnej sytuacji w polskich finansach publicznych - słyszymy ze Świętokrzyskiej. Dług publiczny rośnie, a z nim koszty jego obsługi. To może pogrzebać szanse kolacji rządzącej na drugą kadencję, a na pewno da amunicję opozycji w kampanii wyborczej.
Mimo wszystko obóz rządzący jest trochę zaskoczony uległością Glapińskiego, którego - zgodnie z obietnicami wyborczymi - Tusk miał usunąć z NBP i postawić przed Trybunałem Stanu. Co prawda Glapińskim zajmuje się Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej, ale działa mozolnie i jak dotąd bez efektów. W koalicji rządzącej mało kto wierzy, że uda się prezesa NBP postawić przed Trybunałem Stanu. Tym bardziej, że Tusk widzi, że politycznie więcej może ugrać z Glapińskim w banku centralnym niż poza nim.
Z kolei Adam Glapiński jest pod ścianą, bo bez zgody Tuska nie powoła nowych członków do zarządu NBP. Obecnie w zarządzie zasiada osiem osób: wiceprezesi Marta Kightley i Adam Lipiński oraz członkowie: Marta Gajęcka, Paweł Mucha, Rafał Sura, Artur Soboń i Paweł Szałamacha.
W listopadzie kończy się kadencja drugiego zastępcy prezesa NBP Adama Lipińskiego. Brak nowych powołań w miejsce odchodzących członków może oznaczać paraliż banku centralnego, a przynajmniej kryzys wizerunkowy. Bez Pogonowskiego, Kightley i Lipińskiego zarząd będzie liczył tylko pięć osób , a zgodnie z ustawą musi mieć przynajmniej sześć (prezesa się nie wlicza). Adam Lipiński ma zrezygnować z kolejnej kadencji ze względów zdrowotnych. Zresztą Tuskowi trudną byłoby podpisać jego nominację, bo Lipiński to zaufany człowiek PiS-u. Pogonowski jest już za burtą, więc Glapiński musi znaleźć w jego miejsce kogoś, kto spełni oczekiwania jego, ale też rządu. O Martę Kightley musi walczyć, bo to jego “prawa ręka”. Łatwo jednak nie będzie, bo choć Kightley może nie być kojarzona przez zwykłego wyborcę KO, to jednak ciąży na niej duża odpowiedzialność za poczynania NBP i samego Glapińskiego. Komisja interesuje się interwencją walutową NBP, za którą odpowiadać ma Kightley. NBP w grudniu 2020 i marcu 2022 roku wyprzedawał złotego, aby osłabić jego kurs. Interwencje na rynku walutowym miały pomóc rządowi PiS-u w odbudowie gospodarki po pandemii. Problem w tym, że według Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej te działania nie miały upoważnienia zarządu NBP. Haków na “prawą rękę” Glapińskiego ma być jednak więcej.
Glapiński walczy o Kightley. Chodzi nie tylko o nią
Jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy, Glapiński wysłał już wniosek do Kancelarii Prezydenta RP o powołanie Marty Kightley na kolejną kadencję. Zanim prezydent podejmie decyzję, kancelaria zbada, co ma zamiar postanowić premier. Chodzi o to, żeby nie stawiać prezydenta w niekomfortowej sytuacji: jeżeli Tusk chce wyrzucić wniosek do kosza, to Nawrocki nie będzie się wychylał, bo wówczas może tylko stracić wizerunkowo. Powołanie Kightley będzie skuteczne tylko w sytuacji, gdy pod zgodą prezydenta kontrasygnatę złoży premier. A historia pokazała, że tak być nie musi. Tusk już raz blokował nominację do NBP. W 2008 roku nie chciał złożyć kontrasygnaty pod wnioskiem prezesa banku centralnego Sławomira Skrzypka o powołanie na wiceprezesa profesora Witolda Kozińskiego. Premier ugiął się jednak po kilku miesiącach.
Jak będzie teraz? Tusk może przyjąć lub odrzucić wnioski prezesa NBP, ale ma też asa w rękawie - “zamrażarkę”. Premier może trzymać na biurku wnioski Glapińskiego i nie robić nic do listopada, gdy wygaśnie kadencja Lipińskiego. W tym czasie Tusk może sprawdzać, na ile może ufać Glapińskiemu i wybadać, jak dużo może zyskać na współpracy z - wydawałoby się - politycznym oponentem.
Decyzja musi zapaść jednak przed listopadem. Brak ustawowej liczby członków zarządu NBP może odbić się rykoszetem na obozie rządzącym. Wówczas będzie niespełna rok do wyborów, więc Tusk może zostać oskarżony przez opozycję o destabilizowanie pracy banku centralnego i obniżenie wiarygodności Polski na arenie międzynarodowej. Sam Glapiński chętnie będzie o tym opowiadał, bo dla niego większym problemem niż brak ustawowej liczby członków zarządu jest ryzyko utraty większości w głosowaniach. W listopadzie zeszłego roku opisywaliśmy bunt w zarządzie NBP. Glapiński przegrałby jedno z głosowań, gdyby w ostatniej chwili nie zdjął go z obiegu. W zarządzie wybuchła wojna między zwolennikami prezesa a jego przeciwnikami. Buntownikami miał kierować Artur Soboń. Ostatecznie Glapiński wygrał batalię i jak na razie utrzymuje stabilną sytuację.
- Trudno wygrać z Glapińskimi, jak zbuntowani członkowie sami sobie nie ufają. Prezes ma tę przewagę, że na swoją stronę przeciąga w prosty sposób: pieniędzmi - tłumaczy nam nasze źródło w NBP.
Glapiński będzie jednak w opałach, gdy okaże się, że w listopadzie zostanie jedynie z pięcioma członkami: Martą Gajęcką, Arturem Soboniem, Rafałem Surą, Pawłem Muchą i Paweł Szałamachą. Nie może być pewny żadnego z nich oprócz Pawła Szałamachy. Pozostałych Glapiński musiał “dyscyplinować”, pozbawiając ich nadzoru nad departamentami, gdy próbowali go obalić. Ostatecznie bunt został okiełznany, a departamenty wróciły pod kontrolę buntowników. Wyjątkiem jest Paweł Mucha, który z Glapińskim skonfliktowany jest od kilku lat. Prezes odebrał mu nadzór nad departamentem i wypłaca dużo niższe wynagrodzenie w porównaniu do innych osób z zarządu.
Narodowy Bank Polski, Kancelaria Prezydenta RP i Premiera RP nie odpowiedziały nam na pytania dotyczące wniosku o powołanie Marty Kightley, czy innych osób, do zarządu NBP. Pierwsza zastępca prezesa Glapińskiego również w tej sprawie milczy.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET