Ile zostało nam z Sejmflixa? Prof. Flis: Hołownia nie miał pomysłu na to, co zrobić z popularnością

4 min. czytania
18.11.2025 06:32
Obserwuj nas na Google

- Zainteresowanie trzeba umieć nie tylko wzbudzić, ale i podtrzymać. Zdecydowanie łatwiej się coś zapowiada, niż kontynuuje. I w tym sensie uważam, że marszałek Hołownia, jego otoczenie nie miało pomysłu, co zrobić z popularnością - mówi prof. Jarosław Flis o tym, co nam zostało z ogromnego zainteresowania obradami Sejmu z początku kadencji ustępującego marszałka Szymona Hołowni.

Transmisja obrad sejmu w Kinotece
fot. Pawel Wodzynski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie będą konsekwencje dla Sejmu po odejściu Hołowni z funkcji marszałka.
  • Dlaczego Szymon Hołownia zdobył popularność jako marszałek Sejmu.
  • Jak sposób prowadzenia obrad przez Szymona Hołownię wpłynął na opinię publiczną.
  • Dlaczego popularność Sejmflixa i Hołowni jako marszałka zaczęła spadać.

Szymon Hołownia formalnie we wtorek, 17 listopada, o godz. 8 rano przestanie pełnić funkcję marszałka Sejmu. Później obowiązki przejmie najstarszy wicemarszałek Sejmu, czyli Włodzimierz Czarzasty. Rozpocznie się też procedura wyboru nowego marszałka. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem rządzącej koalicji, to już w południe Czarzasty będzie pełnoprawnym marszałkiem.

Na sejmowej sali pojawią się zapewne emocje, politycy będą się spierali, czy to dobry wybór, ale rekordowego zainteresowania w sieci czy kinach nie ma się co spodziewać. Niespełna dwa lata temu obrady Sejmu cieszyły się ogromną popularnością. 11 grudnia 2023 roku expose Mateusza Morawieckiego i głosowanie nad wotum zaufania dla jego rządu w serwisie YouTube śledziło ponad 230 tys. osób. W warszawskiej Kinotece na specjalny seans pół tysiąca biletów wyprzedało się w pół godziny.

Hołownia na fotelu, subskrypcje szybują

Liczba subskrypcji kanału parlamentarnego na YouTube poszybowała z około 40 do ponad 700 tysięcy. Także stacje telewizyjne zanotowały duży skok oglądalności obrad. Pierwsze posiedzenie Sejmu, 13 listopada 2023 roku, śledziło łącznie 2,74 mln widzów w TVN24, TVP Info i Polsat News. To blisko jedna trzecia całego rynku. Ogromne zainteresowanie doczekało się nawet swojej nazwy. Określono je mianem Sejmflixa, w ten sposób nawiązując do jednej z największych platform streamingowych na świecie.

Prof. Przemysław Sadura, socjolog polityki z Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z RadioZET.pl tłumaczył, że to, co działo się w mediach, było kontynuacją trendu zapoczątkowanego niesłychaną mobilizacją wyborczą z wyborów. Szczególnie wśród młodych, którzy stali w długich kolejkach do lokali wyborczych. - Te obrazki z wyborów przyciągały i są teraz kontynuowane w grupowym oglądaniu obrad Sejmu w internecie czy w kinie. Jest to efekt pojawienia się nowej demokratycznej wspólnoty – tłumaczył wówczas prof. Sadura.

Według niego nowy marszałek Sejmu Szymon Hołownia w atrakcyjny sposób prowadził pierwsze obrady i robił to w zupełnie nowym stylu. - Nie chodzi tu tylko o wyrzucenie barierek, czy wpuszczenie dziennikarzy do Sejmu. Szymon Hołownia stara się być atrakcyjny w stylu speakerów z krajów anglosaskich: z USA czy z Wielkiej Brytanii. Jednocześnie dba o kulturę polityczną. Jeśli wypowiada się ironicznie, to jest to finezyjny i subtelny język. To jest coś nowego dla polskiego parlamentaryzmu i świetnie, że się to odbywa – dodawał ekspert.

Mimo że przez niektórych marszałek Hołownia był krytykowany za robienie medialnego show to prof. Sadura zjawisko Sejmflixa oceniał w wyłącznie pozytywnych kategoriach.

Redakcja poleca

Prof. Flis: Łatwiej coś się zapowiada, niż kontynuuje

Po dwóch latach z pytaniem co zostało z Sejmflixa, zwracamy się do komentatora politycznego i socjologa, dr. hab. Jarosława Flisa. - Dziś już zostało z tego niewiele. Zainteresowanie trzeba umieć nie tylko wzbudzić, ale i podtrzymać. Zdecydowanie łatwiej się coś zapowiada, niż kontynuuje. I w tym sensie uważam, że marszałek Hołownia, jego otoczenie nie miało pomysłu, co z tą popularnością zrobić. Trzeba też pamiętać, że parę miesięcy później mieliśmy wybory samorządowe, europejskie, a w tym roku prezydenckie. Była po prostu bieżąca polityka, która w pewnym momencie zastąpiła medialny show - mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr hab. Jarosław Flis  z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Według niego liderowi Polski 2050 zabrakło nie tylko planu, ale i konsekwencji. - Marszałek mógł przekierować zainteresowanie wyborców w inne rejony. Zachęcić do śledzenia obrad rady miasta, gminy. Namawiać do podglądania tego, jak się robi politykę. To z pewnością miałoby walor edukacyjny, być może zachęciłoby do większego zaangażowania w sprawy publiczne - dodaje dr hab. Jarosław Flis.

Czego więc zabrakło? - Do mnie, jako osoby śledzącej wydarzenia polityczne, sprawy publiczne na bieżąco, ten plan nie dotarł. Na pewnym etapie marszałek po prostu coś przespał. Szkoda, bo sprawy publiczne wywołują zainteresowanie, ludzie potrzebują wiedzy, są zainteresowani polityką. To właśnie pokazał ten pierwszy etap wprowadzonych zmian określanych mianem Sejmflixa. Później Sejm stał się areną różnych napięć, oskarżeń, wrestlingu politycznego. I tutaj zabrakło energii, pomysłu, żeby te emocje nieco spuścić. Choć oczywiście nie było to zadanie łatwe - przyznaje dr hab. Flis.

Prof. Jarosław Flis
Fot. Mateusz Kotowicz/REPORTER
Socjolog prof. Jarosław Flis

Hołownia zachłysnął się sukcesem, rzeczywistość zweryfikowała

Drugi raz trudno będzie uzyskać podobny efekt świeżości, jaki wywołało prowadzenie obrad przez Szymona Hołownię, człowieka elokwentnego, sprawnego medialnie, umiejącego celnie zripostować wypowiedź. Jednak według eksperta nie oznacza to, że nie należy próbować. - To trochę jak z miłością. Jeśli pierwsza miłość nie skończyła się dobrze, to wcale nie oznacza, że ludzie nie będą szukali kolejnej. Dla naszego społeczeństwa każda taka próba rozpowszechnienia wiedzy o polityce, mechanizmach ustrojowych, funkcjonowaniu organów władzy będzie pożytecznym zjawiskiem – uważa socjolog.

Mimo że zainteresowanie śledzeniem obrad Sejmu spadło, to wejście Hołowni do polityki i sprawowanie przez niego funkcji marszałka będzie miało też pozytywne aspekty. - Zostanie przekonanie, że w Polsce jest miejsce dla trzeciej siły politycznej, ale na nią trzeba mieć pomysł. To miejsce rodzi się z błędów dwóch głównych sił, ale polityka to nieustające zmagania i trzeba umieć sobie z tym poradzić. Na pewno sukcesem Hołowni było to, że pierwszy raz od ponad 20 lat marszałkiem nie został lider zwycięskiej partii. To warte docenienia. Roztrwonienie tego dorobku, chociażby nocnym spotkaniem z Jarosławem Kaczyńskim czy słabym wynikiem wyborczym, powinny być nauczką dla innych polityków. Często jest tak, że człowiek zachłystuje się sukcesem, a później rzeczywistość to weryfikuje - podsumowuje dr hab. Jarosław Flis.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET