Lecą głowy po doniesieniach o szpitalu w Warszawie. Politycy KO reagują na aferę
Trudno komentować doniesienia dotyczące bliżej nieokreślonej grupy osób. Nie ma nazwisk, więc nie ma o czym mówić - mówią politycy KO pytani o opisaną w mediach aferę wokół specjalnego traktowania działaczy partii Donalda Tuska w Szpitalu Południowym w Warszawie. W wyniku skandalu zarówno miejsce w partii, jak i pracę w szpitalu stracił warszawski radny KO Dawid Kacprzyk.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zarzuty stawiane są Szpitalowi Południowemu w Warszawie.
- Kto jest zamieszany w aferę dotyczącą priorytetowego traktowania polityków KO.
- Dlaczego sprawa specjalnego traktowania polityków KO budzi kontrowersje.
- Jakie działania kontrolne są rozważane w związku z aferą.
Afera wokół specjalnego traktowania polityków KO w warszawskim szpitalu
Według Portalu Zero oddział ratunkowy w Szpitalu Południowym w Warszawie miał w przyspieszonym trybie przyjmować polityków KO. Działacze partii mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania były wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji. Wcześniej media opisały, że koordynator SOR-u w placówce, a także radny KO warszawskiej dzielnicy Ursus Dawid Kacprzyk miał w trakcie specjalizacji zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł. W poniedziałek Kacprzyk przestał być członkiem KO, a w środę przestał być lekarzem warszawskiej placówki medycznej.
Szef klubu radnych KO w Radzie Warszawy Jarosław Szostakowski, pytany o sprawę, powiedział PAP, że portal nie wskazał żadnego konkretnego działacza KO, który miał korzystać ze specjalnego traktowania w Szpitalu Południowym. - Rozumiem, że ze względu na ochronę danych medycznych pacjentów nie podano nazwisk, są to informacje bardzo wrażliwe. Jednocześnie trudno komentować doniesienia dotyczące bliżej nieokreślonej grupy osób. Autor artykułu pisze, że według jego ustaleń taka specjalna ścieżka istniała, ale bez wskazania konkretnych przypadków nie ma możliwości publicznej weryfikacji tych twierdzeń - podkreślił Szostakowski.
Dodał, że jeżeli ze strony szpitala doszło do nieuprawnionego udostępnienia dokumentacji medycznej lub danych medycznych pacjentów, to jest to odrębny i bardzo poważny problem, który rodzi pytania o ochronę tych danych. Szostakowski podkreślił, że należy wyjaśnić, czy były radny KO Dawid Kacprzyk wykorzystywał zatrudnienie w Szpitalu Południowym do działań niezgodnych z prawem, procedurami lub etyką lekarską. Zaznaczył, że nie ma wiedzy, aby ktokolwiek z kilku tysięcy działaczy Koalicji Obywatelskiej w Warszawie był w Szpitalu Południowym specjalnie traktowany. - Nie słyszałem o tym, żeby Szpital Południowy był miejscem, w którym jako polityk lub działacz KO, można było w przyspieszonym trybie otrzymać pomoc lekarską - powiedział.
Pytany, czy warszawska KO będzie przyglądać się tej sprawie, Szostakowski wskazał, że w pierwszej kolejności jest to zadanie władz Warszawy, w tym prezydenta Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy, oraz uprawnionych instytucji kontrolnych. - Jeżeli sprawa będzie dotyczyła aktywności należących do domeny partii, oczywiście jako partia będziemy z tego wyciągać wnioski. Nie ma przyzwolenia na jakiekolwiek uprzywilejowanie kogokolwiek w publicznej ochronie zdrowia - zapewnił Szostakowski.
Politycy KO reagują na skandal. „Nie ma nazwisk, więc nie ma o czym mówić”
Politycy Koalicji Obywatelskiej, z którymi rozmawiała PAP, mówili, że informacje Portalu Zero są niepotwierdzone, a w artykule nie padły żadne nazwiska. Podkreślają, że jedyna osoba znana z nazwiska to Kacprzyk, którego KO już się pozbyła. Jednocześnie przyznali, że sprawa priorytetowego traktowania politycznych VIP-ów, jeśli okaże się prawdą, nie wygląda dobrze, a osoby, które wykorzystały swoją pozycję, powinny ponieść konsekwencje. Posłowie, którzy zostali wybrani do Sejmu z okręgu warszawskiego, także zapewniają, że nie słyszeli o specjalnym traktowaniu w Szpitalu Południowym i nie korzystali z niego. - Nie ma nazwisk, więc nie ma o czym mówić - powiedział jeden z polityków.
Jeden z posłów zastrzegł, że z komentarzami i ocenami należy poczekać na kontrolę NFZ. Zaznaczył przy tym, że do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych nie zostało dużo czasu, a sprawa Szpitala Południowego może mieć na ich wynik wpływ. - Uważam, że ten, kto popełni jak najmniej błędów, wygra te wybory. Ta sprawa zdecydowanie jest błędem - ocenił rozmówca PAP. - Polacy są bardzo wyczuleni na kwestie funkcjonowania publicznej służby zdrowia, problem kolejek i dostępu do lekarzy. Ta sprawa zostanie bardzo źle odebrana - powiedziała jedna z posłanek. Inny działacz KO w rozmowie z PAP zauważył, że sprawa mocno obciąża szefa warszawskiej KO Marcina Kierwińskiego i stawia pytania o funkcjonowanie struktur partii w stolicy.
Do publikacji odniósł się w środę premier Donald Tusk, podkreślając, że każdy polityk KO, na którego padnie zarzut korzystania z ułatwień w dostępie do usług medycznych, będzie musiał się publicznie wytłumaczyć, jak było naprawdę. Oświadczył, że oczekuje precyzyjnych informacji od właściciela szpitala, czyli Miasta Stołecznego Warszawa. - Jeśli się okaże, że złamano prawo, to będzie prokurator. Jeśli złamano tylko kwestie dobrych obyczajów, to będzie odpowiedzialność polityczna - zapowiedział szef rządu. Poinformował też, że zwrócił się do NIK o kontrolę wykorzystania publicznych środków na ochronę zdrowia. Pytany, czy będą wyciągnięte konsekwencje polityczne wobec szefa warszawskiej KO, odparł, że nie.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET